Nieurodzaj w raju rok po roku narasta
sad przyjaźni usycha, kwasem owoc napełnia
Ogród z kwiatów miłości chwastami zarasta
a upadły Anioł pomału misję swą spełnia
Wirusowe plony zbierać jest nam dane
gdyż mądrych ogrodników w życiu nie brakuje
Papierowym nawozem kieszenie są wypchane
co łzami dziesięć minerałów z ciała wypłukuje
Spichlerze bez ziarna, jak człowiek są puste
oczom bez deszczu przyszło zapłakać
Na górnych gałęziach ptaszyska są tłuste
co o naszej przyszłości mają prawo krakać
Cisza nastała, a z nią nadziei wiatr zasnął
chciwość ludzka źródło rzeki wysusza
W rodzinnym młynie światła pomocy gasną
a z mąki co w chlebie jednoczy, ulatnia się dusza
Nieskromnym płomieniem serca się żarzą
a słownik w łacinę staje się bogatszy
W powitalnym uścisku dłonie się parzą
a szczerość i prawda krowim wzrokiem patrzy
Przełknąć w zachwycie stara się bieda
to co bogactwu już nie smakuje
Krytyką trzody karmić się nie da
a osioł od osła mądrzejszym się czuje
Gdzie słuch nie może wzrokiem się wesprze
by z biednych sąsiadów zrobić bogaczy
To co moralne dziś zamienia się w lepsze
a zachłanność potrzebą częściej się tłumaczy
Oczy smutkiem się śmieją, gdy do unii pełzną
by w życia zwierciadle płakać łzami radości
W bagnie postępu nasze nogi grzęzną
co nie rozgranicza cudów od codzienności
Poranna rosa potem czoło pokryła
a na twarzy czerwienią słońce wściekłość rysuje
Muzyk na płocie plotki śpiewem rozsyła
o ludzkiej zazdrości, co drogą przyjaźni wędruje
Spadające gwiazdy wiele życzeń chowają,
w których zamówienia składamy w sekrecie
Zwierzęta w życiu lepszy porządek mają
i przeciwnie do ludzi, nie do twarzy jest im w tupecie
Pamiętać musimy o naszej rodzinie
gdy życiem na szczyt przyjdzie się wznosić
Bo prędzej czy później bagaż ku równinie
każdemu z nas przyjdzie na koniec znosić
Paweł Jaćkiewicz
Kraków/Naperville

