wladek-panasiuk-cc2POLSKO

Polsko! – przez sępy ciągle rozrywana,

na długie lata znikałaś z map.

Często rzucany nasz kraj na kolana.

Tak trudno było wydrzeć się z łap,

które jak szpony ściskały krtań.

Nieposłusznego kibitka niosła,

gdzie świat się kończy i człowieczeństwo.

Gdzie karłowata roślina  rosła.

Tam się nie liczył  honor i męstwo,

tam się łamało hart i odwagę.

Kilka baraków pośród zamieci,

wiatrem podszyta licha powała

i marna lampa, co ledwo świeci,

i krew, co na bagnet się lała.

Stąd nigdy się nie wraca!

A kat – co mianował się wielkim Bogiem,

nie licząc się z ludzkim żywotem,

zabijał chorych jeńców pod płotem.

Wybranych nagradzał batogiem,

głowy opuszczał zuchwałym.

Tam słowo- wolność- mocy nabierało!,

tam miało wielkie znaczenie.

Tam się po cichu pieśni śpiewało,

tam się rodziło marzenie.

Tam niepodległość z grobu powstawała.

WŁADYSŁAW PANASIUK