Znudzeni pokojem oczekują wojny, lubią jak życie odchodzi w obłoki, podnieca ich widok nadchodzącej śmierci i groźba Boga idąca z wysoka. Chcą być władcami – unicestwić wiarę, odbicie demona widzieć przy goleniu, cieszyć się tragedią i grzać się przy ogniu, który ciągle płonie w nieczystym sumieniu. Wojna czy pokój ? – radość czy cierpienie?, iskra nienawiści pogrąża ich dusze; zło za dobre biorą, za radość nieszczęście, życie człowieka za śmierć wymieniają, nie liczy się dla nich istnienie. Wojna czy pokój! decyzja zapada za kulisami, za żelazną bramą demon na swym tronie mieczem białym włada i jednym ruchem zaciera istnienie – więc wojna!
Tyle się mówi o życiu poczętym, które się kończy naturalną śmiercią – tyle się mówi… a rzeczywistość karty swe rozdaje. Każda niemal talia posiada cztery asy różnej rangi stojące na czele pozostałych mniej liczących się pionków, które wykonują narzucone im z góry niechwalebne ruchy. Zasadą gry w wojnę jest zabieranie kart nałożonych czy przebitych jak kto woli – kartą większą, bardziej liczącą się w talii. As bije króla, król najczęściej biję damę, a dama chociaż rzadziej uderza waleta. Po tej czołówce reszta praktycznie niewiele znaczy – to tak zwani chłopcy do bicia. Kto tak dokładnie dzisiaj tasuje karty, każdy je układa by zawsze na górze talii był as .Często się zdarza, że w zanadrzu jest jakiś as w rękawie, który wypada gdy groźba nad karkiem .Koło ratunkowe zawsze powinno być u boku. Prawdziwej definicji wojny nie znajdziemy w żadnym podręczniku, ale wiemy, że jest ona tak stara jak świat, i że istnieje. Wiemy również, że najczęściej zaczyna się kłótnią i chciwością, co doświadczyliśmy nie jeden raz na własnym podwórku, wiemy też, że nie istnieje prawdziwa jej przyczyna . W wojnie na ogół chodzi o napaść i zagrabienie czyjejś własności, z której płyną niezłe zyski .Wiemy, że dóbr nikt nie oddaje dobrowolnie, każdy ma prawo do własności ziemi i tego co na niej się znajduje. Istotą jest jeszcze co w tej ziemi drzemie, jakimi pokładami dany grunt dysponuje. Uczono nas w szkole, iż skarby umieszczone są właśnie w tej cudownej ziemi, która prócz tego, że nas żywi – bogactwem obdarza. Taka jest już nasza matka ziemia, wszystko co posiadamy pochodzi z jej wnętrza, z tej niesamowitej duszy. To ona nosi nasz ciężar, jej powierzchnia zachwyca wzrok, pobudza serce do bicia. Jej wspaniale ukształtowane garby skaliste dają tyle uroku i mocnych wrażeń. Ściągają turystów podziwiających strome zbocza, porośnięte kosodrzewiną i odważnym drzewostanem, a zimą łagodniejsze wzniesienia służą do uprawiania białego szaleństwa. Morza, jeziora i wielkie oceany skarbnice czystego pokarmu nie tylko żywią narody, lecz również potrafią zachwycić swym niepowtarzalnym pięknem. Marynarski raj – tam właśnie można się sprawdzić, pokazać swą odwagę, której dzisiaj coraz to mniej. Tam można się realizować i tam stoczyć walkę z prawdziwym żywiołem. Właśnie tam powinni spróbować swoich sił klakierzy i dowodzący z za biurka, tam pokazać swoje męstwo – nie przed kamerami, ale Neptun gardzi mięczakami. Tyle przeżyliśmy wojen i żadnej mądrości nie wynieśliśmy z tych klęsk i upadków, wojujemy na co dzień; z najbliższym, z sąsiadami, z kim tylko można. Idziemy na wojny w imieniu Boga, zapominając, że Bóg wojny istnieje jedynie w mitologii. Który to Bóg wysyła ludzi na śmierć! – mnie przynajmniej nie znany. Coraz częściej wśród ludzi wstępuje jakaś zdziczała bestia, jakiś zwierz – człowiek staje się największym drapieżnikiem. Żądny krwi udaje się na turnieje gdzie życie traci zupełnie na wartości, gdzie słowo człowiek znaczy prawie nic. Zaciśnięte usta przypominają rozdrażnionego lwa, czy tygrysa z tajgi rodem. Gdzie są te uśmiechnięte twarze z piosenki, gdzie kochający ludzie! Wojny prowadzimy na rozmaite sposoby; jednym z nich jest niewątpliwie zimna wojna. Są wojny słowne, zaczepne i obronne, ale tych ostatnich jest najmniej. Historia zna wojny z własnym narodem, wojny domowe – lecz wszystkie są zaspokojeniem jakiejś chorej ambicji małej garstki ludzi. Wszystkie są grymasem i przeciwieństwem zdrowego rozsądku małego człowieka, który za wszelką cenę chce stać się wielkim. Taką ambicję miał między innymi Hitler, znamy jego ostateczny tryumf, bo kto mieczem walczy od miecza ginie. Ostatnimi czasy niemal wszystkie kanały telewizyjne stają się jednym obrazem zła i przemocy, nawet w bajkach przewija się motyw zabijania – dokąd prowadzicie nas media! Gry komputerowe – to już czysta tragedia, pamiętajmy o tym, czym skorupka nasiąknie za młodu…Przemoc rodzi przemoc, a przecież tyle piękna jest wokół nas, tyle dobra można jeszcze napotkać na życia drodze. Starajmy się usłyszeć tych, którzy głosu nie mają – to właśnie od nich możemy czerpać w nieskończoność, to właśnie oni są skarbnicą wiedzy i mądrości. Zwykli, prości ludzie, nie zepsuci jeszcze wariacjami dwudziestego pierwszego stulecia, wiedzący co znaczy prawdziwa i uczciwa praca. Ludzie, za którymi nie są rozsyłane listy gończe, którzy nie mają predyspozycji biznesowych i zamków zamiast zwykłych domów. Tacy nie łowią skór i nie wstrzykują innym śmiercionośnej cieczy, nie biorą też łapówek. Są to właśnie początki agresji, a ona najczęściej doprowadza do wojen. Historia podobnie jak moda lubi się powtarzać, więc ostatnio wojny stały się modne i nie jednemu z tego tytułu napełniają się portfele. Na wojnie nie istnieje żadna norma jakości materiału, nie mają miejsca zwroty towarów, nie robi się remanentów; ile wystrzelono naboi czy rakiet, ile zużyto bandaży i leków. Innymi słowy żadna reklamacja nie obowiązuje. Jak mówił Kiepski: kręci się kasiorę tu i tam. A życie ludzkie!- e tam!
***
Doświadczeni nadmierną gościnnością nadal szukamy partnera do robienia nieczystych interesów, drażnimy wielkiego niedźwiedzia jakąś obcą tarczą, tarczą przed kim, popieramy ludzi, którzy odeszli od prawdy daleko, którym smakują boje. Kiedyś pod presją wielkiego sąsiada poszliśmy bić Czechów. Obecnie pod namową innego, nowego tyrana wkładamy nos do pszczelego ula. Nasz żołnierz bił się niemal na wszystkich frontach – lecz wtedy sytuacja tego wymagała, był wspólny wróg. Gdzie mamy dzisiaj szukać wspólnego wroga!, czy w ogóle taki istnieje? Jeśli mnie pamięć nie myli; jeszcze kilka lat temu jeździliśmy do Iraku zarabiać pieniądze, a do wroga raczej nie jeździ się na zarobek. Nie przypominam sobie również by mieszkańcy Afganistanu stanowili dla nas jakieś zagrożenie, idziemy jak ślepcy za białą laską, za laską wodza widzącego w każdym wroga. Idziemy za człowiekiem, który dawno stracił wiarygodność. Ktoś powie, że pakt, że zobowiązania – nic nie usprawiedliwia zabijania ludzi w wymyślonej przez garstkę wojnie. Wszyscy wiemy, że jest to agresja wyssana z palca, jest to uderzenie w inną religię, głupota, która kosztuje setki tysięcy istnień ludzkich. Ktokolwiek ma trochę zdrowego rozsądku i czuje się ssakiem nie może popierać agresji i zboczenia jakie ma miejsce na wojnach. Jeśli wierzyć mądrościom zawartym w księgach – lekiem na wszelakie konflikty ma być dzisiaj dyplomacja, to najnowszy i najdoskonalszy rzekomo środek pojednania. Gdzie jest zatem szanowna dyplomacja? Jeden kraj nie może dominować nad światem, kraj rzekomej demokracji, która i tu na wagę złota, nikt nie zrobi Amerykana z Muzułmana, bo to dwa różne bieguny. Byliśmy ofiarami narzuconego nam na siłę ustroju i wiemy doskonale, że nie zdało to egzaminu, bo miłość przyniesiona na ostrzu bagnetu bardziej rani serce niż samo ostrze. Nie naśladujmy nigdy więcej tyranów. Nie obierajmy drogi zroszonej łzami matek, nie podążajmy za ludźmi o mglistym rodowodzie, którzy podobnie jak Stalin mają jedyną słuszność naprawy świata, który tak naprawdę niszczy. Gdyby nasi wodzowie choć raz stanęli na linii ognia, ujrzeli własnymi oczami śmierci oblicze. Gdyby usłyszeli świst zabłąkanej kuli, zobaczyli kolegi fragmenty i powracających na wózkach do domów, nie chcieliby słuchać o wojnie. Ale pogadać każdy potrafi, udawać bohatera przed kamerą i wysyłać innych na pewną śmierć, niech wyśle swoje dzieci. Bronić Ojczyznę obowiązkiem każdego obywatela – ale napadać i okupować!, leżącego się nie kopie – nie zapominajmy o tym. Ale mali ludzie zawsze chcieli być wielkimi chyba z czystej przekory – jak Napoleon, z tą tylko różnicą, że ten ostatni był prawdziwym żołnierzem, a nie dowódcą w randze szeregowca. Szeregowiec, który nie służył ani dnia w armii jest laikiem wojskowego rzemiosła, to jest tak jakby muzyk nie znał nut, dowodzenie ze słuchu nie wróży nic dobrego.”Najlepiej jednak byłoby na świecie bez wielkich wojen i armatnich salw – żołnierzy mógłbyś kupić tylko w sklepie, z ołowiu takich jakie miałem ja” zapewniał Piotr Janczerski z „No to co”i miał świętą rację.
Władysław Panasiuk
