Z pewnością to tragiczne zdarzenie na nowo wywołała zażartą dyskusję na temat łatwej dostępności broni w Stanach Zjednoczonych. Przeciwnicy możliwości posiadania przez niemal każdego dorosłego Amerykanina pistoletu lub karabinu będą grzmieć, iż dramat, jaki miał miejsce teraz w Michigan jest kolejnym już zbiorowym morderstwem, do jakiego doszło w USA w ostatnich latach. Druga strona jednak może wysuwać argumenty – i nie bez racji – o występowaniu podobnych przypadków także w krajach, gdzie legalne posiadanie broni jest prawnie zabronione.

Uzbrojony mężczyzna zabił siedem osób, w tym dwoje dzieci, w mieście Grand Rapids na zachodzie stanu Michigan. Następnie wziął troje zakładników. Otoczony przez policję popełnił samobójstwo.

Zakładnicy zostali uwolnieni. Są cali i zdrowi – poinformowały miejscowe władze.

Operacja policyjna z udziałem śmigłowców zaczęła się, gdy w dwóch domach w Grand Rapids odkryto ciała pięciu dorosłych i dwójki dzieci.

Wkrótce po odnalezieniu ciał policjanci zauważyli podejrzanego o zabójstwo 34-latka w jadącym samochodzie i rozpoczęli pościg ulicami miasta. Ścigany mężczyzna strzelał do policjantów kilkakrotni. Funkcjonariusze odpowiadali ogniem. Podczas pościgu rannych zostało dwóch przechodniów.

Operacja zakończyła się na osiedlu w pobliżu niewielkiego jeziora w północnej części Grand Rapids. Napastnik ukrył się w jednym z domów, gdzie wziął troje zakładników. Policja otoczyła dom i zamknęła pobliską autostradę.

Po negocjacjach mężczyzna wypuścił jedną z przetrzymywanych osób – 53-letnią kobietę, która mieszkała w domu, gdzie się ukrył. Następnie popełnił samobójstwo.

Na razie nie wiadomo dlaczego mężczyzna zastrzelił siedem osób. Śledczy podejrzewają, że był on związany przynamniej z jedną osobą w każdym z dwóch domów, gdzie doszło do zbrodni. Morderca w 2005 roku wyszedł z więzienia, gdzie odsiadywał wyrok za napaść.

eLPe meritum.us, PAP