– Permanentna inwigilacja!!! – krzyczał zrozpaczony Maks (Jerzy Stuhr), jeden z dwóch głównych bohaterów kultowej polskiej komedii science fiction z 1984 r. No i kto by pomyślał, że scenka z “Seksmisji” Juliusza Machulskiego okaże się prorocza, będąc w nowym tysiącleciu amerykańską rzeczywistością. Faktem jednak niezbitym jest, iż wydarzenia sprzed dekady wymusiły czuwanie poprzez obserwowanie wszystkich i wszędzie zamieszkałych w kraju od Atlantyku po Pacyfik. Kamery, kamery, miliony kamer niemal w każdym publicznym miejscu! Do tego telefony komórkowe, komputeryzacja, internet, satelity i inne przeolbrzymie możliwości technologiczne spowodowały w sumie namierzenie dowolnej osoby w ciągu kilku dosłownie sekund. Obrońcy konstytucyjnych praw obywatelskich alarmują, że nastąpiło kardynalne łamanie prywatności jednostki. Może i mają rację, tyle tylko, iż większość pomieszkujących na ziemi Waszyngtona z takiego stanu rzeczy zdaje się być zadowolona, bo i czują się bezpieczniej. I nie chodzi wyłącznie o terrorystów grożących zamachami, a o pospolitych przestępców, których bandyckie występki dzięki kamerom właśnie są często w zarodku unicestwiane. Nie wspominając o działaniu czysto profilaktycznym, wszak nawet sama atrapa kamery skutecznie może odwieźć od niecnych czynów (napaści, kradzieże czy jakiekolwiek niemoralne występki) wszelkiej maści złoczyńców.
Leszek Pieśniakiewicz
meritum.us
Po atakach terrorystycznych 11 września w USA rozkwitł rynek kamer monitorujących ulice, place, biurowce czy metro. Amerykanie zainstalowali ich już blisko 30 milionów.
– Wstrząśnięci zamachami właściciele małych firm i szefowie wielkich koncernów wykorzystują kamery dla polepszenia bezpieczeństwa. Zdali sobie sprawę, że mogą być zagrożeni – tłumaczył w telewizji MSNBC Ray O’Hara z kierownictwa firmy ochroniarskiej Andrews International.
Chociaż od czasu zamachów 11 września 2001 r. w USA nie było poważniejszych ataków terrorystycznych, kamery monitoringu stały się powszechne. Sprzyjał temu postęp technologiczny, dzięki czemu sprzęt, jego instalacja i monitoring jest bardziej dostępny nawet dla małych firm i prywatnych domów.
Zgodnie z ostatnimi dostępnymi danymi Security Industry Association z 2007 roku, monitoring to biznes wartości 3,2 miliardów dolarów rocznie, co stanowi ok. jednej trzeciej całego rynku ochrony. Po boomie odnotowanym w pierwszych pięciu latach po atakach, w Ameryce ten biznes osłabł. Panika trwała jednak wystarczająco długo, aby stworzyć wrażenie, że kamery są na każdym rogu. Teraz rzadko wchodzi się do budynku biurowego nie będąc obserwowanym.
Jednocześnie monitoring przy użyciu kamer nasilił się poza USA. Kiedy w sierpniu wybuchły zamieszki w Londynie, nie trzeba było długo czekać, zanim policja sięgnęła po nagrania z miejskich kamer w celu identyfikacji domniemanych bandytów.
Kamer bezpieczeństwa używa się do różnych celów: od tropienia pospolitych przestępców, przez identyfikację kierowców aut przejeżdżających przez skrzyżowanie na czerwonym świetle, po obserwowanie, co robią pracownicy w biurze lub uczniowie w szkołach.
Wzrost popularności kamer monitoringu, często wyposażonych w oprogramowanie do rozpoznawania twarzy, sprawił, że Amerykanie świadomi są fotografowania ich na każdym kroku. Rodzi to obawy o naruszanie prywatności.
Wielu mieszkańców USA nie sądzi, by inwigilacja była uzasadniona aż w takim stopniu. Niemniej Amerykanie powoli przyzwyczajają się do utraty prywatności. Przyczyniają się to tego nie tylko kamery, lecz także technologie pozwalające na gromadzenie danych przez różne firmy czy portale społecznościowe.
– Myślę, że z przechodzenie w stronę większej otwartości w naszym społeczeństwie, z Facebookiem, sieciami społecznymi itp. przeważy, ponieważ właśnie w taki sposób będziemy żyć – przekonuje O’Hara.
Czyli nie pozostaje nam nic innego, jak przyzwyczaić się do ciągłego nas obserwowania. Trzeba po prostu nauczyć się z tą świadomością żyć, mając na uwadze, że faktyczne ograniczenie wolności jednostki mimo wszystko daje wzrost bezpieczeństwa. Coś za coś…
eLPe meritum.us, PAP

