Przedsiębiorcy i burmistrzowie mają dość obozowisk „oburzonych”. W kilku miastach policja już zrobiła z nimi porządek.

479.400 dolarów, czyli ponad 1,5 mln złotych – na tyle straty wyrządzone przez członków ruchu OWS (Okupuj Wall Street) oszacowali już lokalni nowojorscy przedsiębiorcy. Według „New York Daily News” właściciele restauracji, salonów urody i sklepów jubilerskich skarżą się, że protestujący odstraszają klientów, którzy nie mają ochoty przedzierać się przez zatłoczone ulice, a także obawiają się koczujących w obozowiskach „oburzonych” kryminalistach.

– Kiedy maszerują chodnikiem, wszyscy uciekają. Oni zabijają mój biznes – skarży się Mike Rauach, właściciel sklepu z ubraniami VIP Men’s Suits na Broadwayu.

Przedsiębiorcy i mieszkańcy okolic Wall Street powiedzieli więc w poniedziałek dość oblężeniu okolicy przez młodych, którzy przeciw kapitalizmowi, nierównościom społecznym i „chciwym korporacjom” protestują już od 17 września, i zorganizowali protest przeciw protestującym. Również w mediach społecznościowych i w blogach przybywa przeciwników „oburzonych”.

„Okupujący to nic innego jak banda prostaków, złodziei, gwałcicieli, niesforna tłuszcza, która żywi się nostalgią za erą Woodstocku” – napisał na swojej stronie internetowej pisarz i artysta Frank Miller. „Wracajcie do piwnic u mamusi i grajcie w to swoje «Lords of Warcraft». Albo jeszcze lepiej, zaciągnijcie się do armii” – zaapelował autor „Sin City” i „Dark Knight Returns”.

Z podobnymi w wymowie, chociaż dużo bardziej formalnymi apelami zwróciło się już do „oburzonych” wielu amerykańskich burmistrzów. Tuż przed świtem policjanci zlikwidowali w poniedziałek obozowisko „okupujących” Oakland w Kalifornii.

W weekend policjanci oczyścili też z demonstrantów centra takich miast jak Denver czy Salt Lake City – władze cofnęły tam zgodę na obozowisko po znalezieniu w nim ciała mężczyzny, który zmarł z powodu przedawkowania narkotyków.

Siły porządkowe zlikwidowały też obóz „oburzonych” w Portland, który – według władz – przyciągał coraz więcej złodziei i narkomanów. W trakcie przepychanek z policją aresztowano tam ponad 50 osób. Ponad 20 trafiło zaś za kratki w uniwersyteckim miasteczku Chapel Hill, gdzie na akcję przeciw okupującym opuszczony salon samochodowy przyjechali antyterroryści uzbrojeni m.in. w broń półautomatyczną.

Dzięki temu protestujący na zewnątrz szybko położyli się twarzą przy asfalcie, a policja nie miała problemu z zatrzymaniem „oburzonych” ze środka budynku. Z kolei w Filadelfii do aresztu trafił mężczyzna oskarżony o zgwałcenie kobiety na terenie obozowiska „oburzonych”. – Ruch „Okupuj Filadelfię” się zmienił – zauważył burmistrz tego miasta Michael Nutter, podkreślając, że widzi coraz więcej zagrożeń dla zdrowia i bezpieczeństwa mieszkańców.

Jak poinformował „New York Times”, protestujący próbują się przenosić z parków do kampusów uniwersyteckich. Nie wszyscy studenci ich jednak popierają.

„To my jesteśmy jednym procentem”, „Znajdźcie sobie pracę” – krzyczeli studenci Princeton do „oburzonych” uważających się za przedstawicieli „99 procent” Amerykanów.

Jacek Przybylski

Rzeczpospolita

foto: Bodek Kwaśny

meritum.us