Wczoraj o godzinie 8 wieczorem huragan Sandy, ochrzczony już jako “Frankenstorm” (od budzącej grozę fikcyjnej postaci Frankensteina), zaatakował Wschodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych siejąc ogromne spustoszenie, szczególnie w rejonie od Bostonu do Nowego Jorku. Śmierć poniosło co najmniej 36 osób, żywioł poczynił nieprawdopodobne dewastacje, bez prądu znalazło się 7,4 miliona domostw i instytucji, od północnych krańców Florydy po granicę z Kanadą.
Prezydent Barack Obama stany New Jersey i Nowy Jork ogłosił terenami klęski żywiołowej. Nawałnica niszczyła wszystko co znalazło się na jej drodze. Szacuje się, że straty spowodowane atakiem Sandy wyniosą kilka miliardów dolarów. Oba najbardziej dotknięte huraganem stany przypominają krajobraz po bitwie: zniszczone domy, zalane ulice i tunele oraz stacje metra w samym Nowym Jorku, połamane drzewa, zdewastowane trakcje elektryczne. Równocześnie nastąpił całkowity paraliż komunikacyjny: przemieszczanie się samochodami prywatnymi jak i autobusami było niemożliwe, wstrzymano pracę kolei oraz odwołano wszystkie połączenia lotnicze.
Mimo wszystko zniszczenia są mniejsze, niż można było zakładać po wcześniejszych prognozach meteorologów. Mianowicie huragan zaatakował ląd w okolicach Long Island z zmniejszą od spodziewanej mocy, chociaż fala morska miała tam wysokość rekordowe 13 stóp (ponad 3 metry, najwyższa od 1821 r.).
– Potężna burza spowodowała największe w 108-letniej historii nowojorskiego metra uszkodzenia – oznajmił Joseph Lhota, przewodniczący nowojorskiego Urzędu Transportu.
Alarm nie został jeszcze odwołany, wszak jak oznajmił Daniel Brown, główny meteorolog z National Hurricane Center w Miami, w środę należy się spodziewać intensywnych opadów deszczu i lokalnych powodzi.
Śmiertelne ofiary ataku Sandy to mieszkańcy stanów Nowy Jork, New Jersey, Wirginia Zachodnia, Pensylwania i Connecticut, najczęściej osoby przygniecione przez łamane lub nawet wyrywane z korzeniami przez huraganowy wiatr (do 120 km/godzinę) drzewa.
LP meritum.us

