Jesteśmy przekonani, że nie dojdzie do zmian dotyczących zasad posiadania broni – zapewnia David Keene, przewodniczący National Rifle Association (NRA – Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie).
– W ciągu ostatnich czterech lat amerykański prezydent nie dał się poznać jako wielki przeciwnik drugiej poprawki, stanowiącej o prawie do posiadania broni. Widać jednak, że masakra w szkole w Newtown zmieniła jego nastawienie w tej sprawie. Jak ciężka będzie sytuacja NRA w czasie drugiej kadencji Baracka Obamy?
David Keene: – Jeszcze przed ostatnimi wyborami uważaliśmy Baracka Obamę za osobę najbardziej sprzeciwiającą się drugiej poprawce, jaka została wybrana na najwyższy urząd w państwie. Jego sprzeciw wobec prywatnego posiadania broni widoczny był na długo, zanim został prezydentem. Przypomnę, że gdy jeszcze działał w Chicago, zasiadał w radzie Joyce Foundation i kierował programem, który za zadanie miał przekonać ludzi, że druga poprawka nie dotyczy zwykłych obywateli. Fundacja przeznaczała miliony dolarów, żeby promować ten pogląd, ale w końcu został on odrzucony przez Sąd Najwyższy. Z kolei gdy prezydent zasiadał w stanowym ciele ustawodawczym, to głosował za każdym prawem wymierzonym w broń, jakie tylko poddawane było pod głosowanie. W wywiadach sugerował, że Amerykanie nie mają prawa posiadać broni do prywatnego użytku. Dlatego też nie mieliśmy jakichkolwiek złudzeń co do stanowiska, jakie prezydent miał w tej sprawie.
– Ale chyba musi pan przyznać, że prezydent nie sprawiał wam większych problemów w czasie pierwszej kadencji.
– Dwie rzeczy nie pozwoliły mu forsować zmian wymierzonych w broń palną – sytuacja gospodarcza i koncentrowanie się na wprowadzaniu takich zmian, jak m.in. reforma opieki zdrowotnej. Obama przyznał, że wyciągnął naukę z wcześniejszych wyborów, gdy Al Gore przegrał wyścig do Białego Domu z uwagi na fakt, że – jak to ujął Bill Clinton – NRA było mu przeciwne, co kosztowało go pięć stanów w 2000 roku. Od tego czasu kandydaci przeciwni broni starali się nie podejmować tego tematu. W trakcie przygotowań do ostatniej kampanii wyborczej Barack Obama nie tylko nie przedsięwziął żadnej akcji przeciwko drugiej poprawce do konstytucji, ale nawet podkreślał, że nie chciał robić niczego takiego. Uważaliśmy jednak, że była to tylko gra pozorów. Dlatego też nie jesteśmy zaskoczeni tym, że przy pierwszej okazji zwrócił się przeciwko broni. Teraz się spodziewamy, że skoro nie ma już przed sobą kolejnych wyborów, to zrobi wszystko, by narzucić restrykcje na posiadaczy broni.
– Prezydent może chyba czuć poparcie większości narodu. Według niedawnego sondażu ABC/Washington Post 54 proc. Amerykanów życzyłoby sobie wprowadzenia większych obostrzeń w dostępie do broni palnej. To najwyższy wynik od pięciu lat.
– Te rzeczy są płynne. Na sondaże trzeba patrzeć ostrożnie, bo na wyniki może wpływać chwila. Ale jeżeli spojrzeć na inne badania, np. jeden z sondaży Gallupa, to na pierwszych trzech miejscach pojawiają się: kwestia ochrony w szkołach, zmiany w systemie ochrony zdrowia psychicznego, ale Amerykanie wskazują też na „kulturę” przemocy, która jest rezultatem m.in. gier komputerowych. Broń palna pojawia się dopiero na czwartym miejscu. Wydaje mi się, że prezydent zająłby się drugą poprawką do konstytucji bez względu na to, co mówią sondaże, bo on naprawdę w to wierzy. To akurat muszę mu oddać.
– Wiadomo, że Obama weźmie się do ograniczania dostępu do broni, ale Izba Reprezentantów jest przecież we władaniu republikanów. Czy rzeczywiście jest więc powód by wszczynać alarm?
– My zawsze się niepokoimy. Jedną z misji NRA jest zabezpieczenie praw wynikających z drugiej poprawki do konstytucji. Większość ludzi uważa to za naszą główną misję – i pewnie jest to nasza najważniejsza misja – ale jest to tylko niewielka część naszej aktywności. Trzeba być jednak nieustannie bardzo ostrożnym, gdy ma się do czynienia z rządem i ustawodawcami. Proszę też pamiętać, że głosy, które mamy w Senacie i Izbie Reprezentantów, nie należą tylko do republikanów. Również nie wszyscy spośród naszych członków to republikanie. Dlatego też obecnie jesteśmy w miarę pewni, że w obu izbach istnieje większość, która jest przeciwna proponowanym zmianom. O ile oczywiście członkowie Kongresu będą podejmowali decyzje wynikające z własnych przekonań, a prezydent nie będzie w stanie użyć swojej władzy, by wpływać na bieg spraw.
(…)
Rozmawiał Piotr Włoczyk
Rzeczpospolita
aby przeczytać całość kliknij tutaj
