Prezes PZPN Zbigniew Boniek o reprezentacji, Ludovicu Obraniaku i pieniądzach z hazardu.

Jest pan prezesem PZPN od pięciu miesięcy. Wszystko było cacy, dopóki reprezentacja nie zagrała?

Zbigniew Boniek: Nie patrzę na to w ten sposób. Nie idziemy z prądem medialnym, gdzie wszystko jest oceniane tylko na zasadzie: wygrana albo porażka. Nie chodzi mi o to, żeby było jak w siatkówce, gdzie po przegranej wszyscy krzyczą: Polacy, nic się nie stało. Kibic piłkarski w Polsce swoje wie, ma doświadczenie, porażki go bolą i czasem nawet to, że Robert Lewandowski strzelił dwa gole z rzutów karnych, to dla niego za mało. I dobrze. Ale właściwie dlaczego nagle mamy oczekiwać od tej drużyny samych zwycięstw? Reprezentacja to lustro naszej piłkarskiej kultury, umiejętności zawodników, klasy drużyn klubowych. My w PZPN pracujemy by to wszystko poprawiać, ale to potrwa i ocena nie może zależeć od jednego wyniku.

Nasi piłkarze oduczyli się wygrywania?

Nasza reprezentacja od 15 lat nie ma kultury wygrywania. Tworzymy ją wszyscy razem, nie tylko PZPN, prezes czy piłkarze. Nie zdajecie sobie sprawy, że to wy jako media macie największy udział w edukacji młodego zawodnika. Możecie go wykreować, nauczyć logicznego myślenia, mówienia z sensem. Zwróćcie uwagę, jak poukładani są zawodnicy, którzy wyjechali z Polski za młodu, jak mówią, jak się zachowują. Na Zachodzie mają 18 lat i wymaga się od nich dojrzałości, muszą się zmieniać, bo inaczej system ich odrzuci. U nas wygląda to inaczej, kultura piłkarska jest raczej na niskim poziomie.

Dlaczego brakuje tego genu zwycięstwa?

Jestem krytyczny wobec naszych zawodników, spotkałem się z nimi i powiedziałem im szczerze, co myślę o ich postawie w meczu z Ukrainą. Ale te teorie o genie zwycięzców to uproszczenie. Ten gen nie tworzy się w reprezentacji, przecież w niej się nawet na poważnie nie trenuje. Przyjeżdża się na dwa, trzy dni, żeby wygrać, a mentalność kształtuje gdzie indziej. Czy Hiszpanie zwyciężania uczą się w swojej reprezentacji, czy w klubach? My od kilku lat nie wygraliśmy żadnego ważnego meczu ani jako reprezentacja, ani jako kluby. Mamy swoje ambicje, bo żyjemy przeszłością. Mamy swoje rankingi trudności, oderwane kompletnie od życia: wiadomo, jak Anglia, to marzeniem jest nie przegrać, ale już Ukrainę to musimy pokonać, a zwycięstwa nad San Marino liczymy dopiero od 5:0 w górę.

Mamy pogodzić się, że jesteśmy średniakami?

Może. Czasy się zmieniły, kiedyś trener Antoni Piechniczek przed mundialem miał drużynę razem przez 6 miesięcy, był czas na treningi i na wspólne piwo, dzisiaj jest inna młodzież i inne mechanizmy. Są menedżerowie, którzy wytłumaczą piłkarzowi, że słabszy mecz to wina trenera. A ja po porażkach musiałem podnosić się sam.

(…)

Stefan Szczepłek, Paweł Wilkowicz, Michał Kołodziejczyk

Rzeczpospolita

foto: pzpn.pl

aby przeczytać całość kliknij tutaj