Wczorajszy dzień niestety przejdzie do historii sportu jako czarny poniedziałek.
Tragedia w Bostonie to nie tylko kolejny atak na Amerykę, to zadana śmiertelna rana dla organizacji biegów masowych na całym świecie. Nie wiem jak teraz organizatorzy maratonów w Londynie, Chicago, Nowym Jorku czy w Berlinie (by ograniczyć się tylko do największych imprez) logistycznie zapewnią bezpieczeństwo kilkuset tysięcy, a czasem nawet milionów osób które pojawiają się na trasie biegu i wokół niej. Praktycznie zadanie niewykonalne. Zamach bombowy w Massachussett to akcja przeciwko pięknej idei wspólnego biegania i rywalizacji osób niepełnosprawnych. Byłem na starcie wielu biegów maratońskich, ba, przyjechałem do USA na zaproszenie Freda Lebowa, nieżyjącego już legendarnego organizatora nowojorskiego biegu. Widziałem setki największych biegaczy świata, byłem świadkiem bicia rekordów globu. Niesamowita radość zwycięstwa, dramat przegranych, satysfakcja umęczonych którym udało się dobiec do mety to niezapomniane momenty mojego życia. Byłem przy Antonim Niemczaku (nazywanym Mister Second Place bo w najważniejszych biegach zajmował 2. miejsca) gdy ten w 1990 roku w Chicago przegrał o 0,1 sekundy z Meksykaninem Martinem Pitayo po najzacieklejszym finiszu jaki Ameryka widziała w biegu na dystansie 42 km 195 m. Rezultat Antoniego 2 godz. 9 min. 41 sek. do niedawna był jeszcze rekordem Polski, Pitayo pobiegł jeszcze w tylko jednym maratonie w życiu i skończył karierę zarażony amebą. Widziałem w akcji Gradus, Panfil czy Sobańską, Huruka , Bebło i Gajdusa czyli herosów polskiego biegania ostatniego ćwierćwiecza. Nie wyobrażam sobie by teraz ta piękna dyscyplina sportu padła bo jacyś szaleńcy lub terroryści chcą zabijać niewinnych ludzi. Zagrożenie niestety jest, a po odwołaniu ubiegłorocznego biegu w Nowym Jorku z powodu kataklizmu lekkoatletyczny świat z obawą będzie się patrzył na to co zrobi Chicago z październikowymi zawodami.
Wczorajszy dzień to też niestety mała klęska gospodarcza. Giełda na Wall Street zareagowała nerwowo na doniesienia z Chin i z giełd surowcowych. Spadki pogłębiły się po informacjach z Bostonu. Cena miedzi spadła wczoraj o aż 11 proc. i jest na najniższym poziomie od 8 miesięcy. Srebro potaniało 9 proc., ropa naftowa jest tańsza o ponad 3 proc. Załamanie na rynku metali to efekt opublikowania danych o kondycji chińskiej gospodarki które potwierdziły tendencje spadkową, PKB Chin rośnie co prawda ale wolniej niż zakładano. W przeszłości zdarzało się, że zmiany notowań miedzy mają wpływ na notowania giełd, tak niestety było też na Wall Street. Zaraz po spadkach cen metali poleciały na dół indeksy giełdowe, S&P 500 stracił wczoraj 2,3 proc., Dow Jones Industrial spadł o 1,79 proc., a Nasdaq Composite stracił 2,38 proc. Nie są to dobre prognostyki dla światowej gospodarki, która wciąż nie może ruszyć z miejsca po paroletnim załamaniu.
Mini-krach na surowcowej giełdzie dotknął dotkliwie polski KGHM. Akcje spółki straciły na wczorajszej sesji warszawskiej giełdy ponad 6 proc. – najwięcej od 15 grudnia 2011 roku. Spółka straciła w jeden dzień prawie 2 mld zł ze swojej wartości giełdowej. Akcje Polskiej Miedzi są do nabycia za 151,95 zł, to o ¼ mniej niż płacono za nie 4 miesiące temu.
Najbardziej spektakularny jest jednak spadek cen złota, które jest najtańsze od 2 lat. Uncję można było wczoraj nabyć za poniżej 1,4 tys. dol. Wpływ na spadek cen złota mają informacje o nadchodzącej sprzedaży złota przez bank centralny Cypru i współczuję tym, którzy zakupiwszy kruszec jako lokatę kapitału liczyli na szybki zarobek. Giełda może jednak nadrobić straty, życia i zdrowia ludzi w Bostonie niestety się nie wskrzesi.
Sławek Sobczak
meritum.us
