W pierwszym spotkaniu finału Konferencji Zachodniej NHL Blackhawks wypadły doskonale odnosząc po bardzo dobrej grze zwycięstwo 2:1 nad obrońcami Pucharu Stanley’a – Los Angeles Kings. Tak więc po inaugurującej batalię w naszej połówce najlepszej hokejowej ligi świata potyczce w United Center “Jastrzębie” prowadzą w serii 1-0, a mecz numer 2. już jutro, także w chicagowskiej hali. A na Wschodzie sensacja: nafaszerowa gwiazdami największego formatu ekipa Pittsburgh Penguins poległa na swojej tafli w 1. meczu serii z Boston Bruins 0:3.
Awans do rywalizacji w ostatniej parze Western Conference niezmiernie ucieszył fanów hokeja w “Wietrznym Mieście”, jakkolwiek sam styl gry zespołu w fazie playoffs mocno ostudził powszechnie czynione po fazie zasadniczej rozgrywek przymiarki nawet do samego tytułu mistrzowskiego. Zdobycie Presidents’ Trophy i szalenie efektowna – a przy tym efektywna – gra zespołu Joela Quenneville szczególnie w pierwszej fazie sezonu miały prawo stawiać przed naszą drużyną najwyższe cele do zdobycia. Tymczasem tak w seriach z Minnesota Wild jak i Detroit Red Wings odnosiło się wrażenie, jakby wcześniej perfekcyjnie pracująca maszyna zaczynała się nieco zacierać. Gdzieś niby uszła para, co poniektórzy przebąkiwali już o zmęczeniu, szczególnie gwiazd drużyny, fizycznym i psychicznym. No i też niby ci “troskliwi” sceptycy oceniający stan rzeczy podług samej estetyki, czyli piękna gry, mogli mieć pewne obawy. Tyle tylko, iż wszyscy oni raczej nie brali pod uwagę kardynalnej zasady: gra się tak jak przeciwnik pozwala! A zarówno rywal z Minnesoty jak i ten odwieczny z Michigan na wiele naszym gwizdom nie pozwalali, preferując praktycznie antyhokej. Większość spotkań przeciwko Wild oraz Red Wings to była droga przez mękę. Owszem, czasami z emocjami (nawet ogromnymi), jakkolwiek potyczki te oka do końca nie mogły cieszyć. Same wygrane – jak najbardziej. Styl – średnio lub wcale. No ale ostatecznie rywale wylądowali na tarczy, a sam cel został osiągnięty.
Powyższe czynniki nieco przygasiły wcześniejszy hurraoptymizm, jaki panował w całym Chicagolandzie. Nastroje przed konfrontacją z aktualnymi jeszcze mistrzami NHL były więc – powiedzmy – umiarkowanie optymistyczne. Szczególnie dlatego, iż aktualni podopieczni najpierw gracza a później pierwszego szkoleniowca Blackhawks Darryla Suttera, czyli Kings z “Miasta Aniołów”, jakby nabierali wiatru w żagle, prezentując z każdym kolejnym meczem zwyżkę formy. Obawy jednak skończyły się praktycznie już po pierwszych minutach spotkania numer 1 w United Center, kiedy to widać jak na dłoni było, iż “Jastrzębie” startują do wysokiego lotu. Quenneville wręcz genialnie nastawił swoich zawodników od strony taktycznej, chyba absolutnie zaskakując tak Suttera, jak i jego graczy. Kibice podziwiali kapitalną grę Hawks, z kolei rywale z Los Angeles jakby byli zmrożeni… agresywnością gospodarzy. Wszak do tej pory to oni niszczyli fizycznie kolejnych rywali preferując ostrą grę i wręcz zajeżdżając oponentów. A tu szok: znani z efektownej ale raczej miękkiej gry chicagowianie zaatakowali ich bronią. Jak bardzo plan taktyczny pierwszego szkoleniowca “Jastrzębi” sparaliżował w 1. tercji “Króli” niech świadczy stosunek strzałów na bramkę: 17-2 na korzyść Hawks!!! Coś takiego na tym etapie rogrywek się nie zdarza. Tercji notabene przegranej przez nasz zespół 0-1 (gol po fatalym zagraniu Corey’a Crawforda, potem już spisującego się bez zarzutu).
Ogromna przewaga w polu jednak wcześniej czy później musiała przynieść wymierne efekty. W ciągu 4 minut 2. tercji Patrick Sharp i Marian Hossa pokonali Jonathana Quicka, zresztą znów (jak w całym playoffs) doskonale dysponowanego bramkarza Kings.
Generalnie: zasłużone, bardzo cenne i ważne od strony psychologicznej zwycięstwo Blackhawks w pierwszym meczu 3. rundy playoffs, czyli finału Konferencji Zachodniej. Meczu ostrym ale czystym (w sumie tylko 6 dwuminutowych kar; 2 Ch, 4 LA), będącym prawdziwą hokejową ucztą. A w stosunku do tego co działo się w Pittsburghu to w Chicago mieliśmy prawdziwy Wersal.
CHICAGO BLACKHAWKS – LOS ANGELES KINGS 2:1 (0:1, 2:0, 0:0)
0-1 Williams (5. gol w playoffs) bez asysty 14.23 min.
1-1 Sharp (8) asysty: Oduya i Handzus 32.29 min.
2-1 Hossa (6) asysty: Keith i Bickell 36.22 min.
Strzały na bramkę: 36-22 na korzyść Hawks
Widzów 21.535
W serii: 1-0 dla Blackhawks
Mecz numer 2. jutro, w niedzielę, 2 czerwca. Transmisje tv na kanałach: RDS, TSN, NBCSN o 7 PM.
KONFERENCJA WSCHODNIA
PITTSBURGH PENGUINS – BOSTON BRUINS 0:3 (0:1, 0:0, 0:2)
0-1 Krejci (6) asysty: Horton i Ference 08.23 min.
0-2 Krejci (7) asysta: Horton 44.04 min.
0-3 Horton (6) asysty: Lucic i Campbell 47.51 min.
W serii: 1-0 dla Bruins.
Leszek Pieśniakiewicz
meritum.us
