Doktor Martin Luther King, którego pamięć tak uroczyście obchodzą dziś Amerykanie w ramach federalnego święta, zasłynął wystąpieniem, jakie jest jednym z najczęściej cytowanych fragmentów politycznych przemówień: – Miałem sen, iż pewnego dnia ten naród powstanie, aby żyć wedle prawdziwego znaczenia swego credo: „uważamy za prawdę oczywistą, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi”.

Miałem sen, że pewnego dnia na czerwonych wzgórzach Georgii synowie dawnych niewolników i synowie dawnych właścicieli niewolników będą mogli zasiąść razem przy braterskim stole.(…)

Miałem sen, iż pewnego dnia moich czworo dzieci będzie żyło wśród narodu, w którym ludzi nie osądza się na podstawie koloru ich skóry, ale na podstawie tego, jacy są.

W roku 1966 King jako pastor Kościoła baptystów zorganizował nieudaną akcję likwidacji slumsów w Chicago. Getta „samotnego tłumu” – jak je wtedy nazywano – przetrwały, a dwa lata później podczas Konwencji Partii Demokratycznej doszło do rozruchów społecznych na wielką skalę, ale miasto, w odróżnieniu od np. Detroit znacząco nie ucierpiało. Gdy płonęło Motown Martin Luther King już nie żył, zastrzelony przez Jamesa Earla Ray’a – białego rasistę.

King walczył o przerwanie segregacji rasowej, o równouprawnienie ludności Afroamerykańskiej. Ciekawe czy śniło mu się, że kilkanaście lat po jego odejściu każdy mieszkaniec Chicago będzie mógł swobodnie przemieszczać się po aglomeracji, ale biali obywatele miasta nie będą mieli odwagi nawet w dzień zapuszczać się w rejony zamieszkałe przez swoich czarnoskórych braci. Dzisiejsza  akcja murzyńskich działaczy wołających o dzień bez strzałów i przemocy też jakoś dziwnie zabrzmiała w dzielnicach zamieszkałych przez Afroamerykanów, bo to u nich dokonuje się ok. 90 proc. aktów przemocy. Na pewno o apelu nie słyszała grupa białych, która w polonijnej dzielnicy Portage Park, w domu przy 3700 N.Cicero, pocięła się nożami przed świtem. Choć jedno się zgadza – wystrzałów nie było.

W Atlancie działacze National Association for the Advancement of Colored People skupują dziś na ulicach broń od małolatów, liczą ponoć na 1.000 sztuk, co uszczupli arsenał tamtejszych gangów w sposób minimalny. Jakże się ten świat zmienił od 1955 roku gdy odważna Rosa Park odmówiła zajęcia miejsca dla czarnoskórych w autobusie. Minęło od tej pory niespełna 60 lat i wszystko na to wskazuje, że przed parlamentem Atlanty w Georgii niedługo stanie pomnik doktora Kinga. Poprzednia statua  zdobiąca wejście do budynku a przedstawiająca senatora Thomasa Watsona została właśnie przeniesiona do parku bo polityk miał być jakoby rasistą, antysemitą, a nawet antykatolikiem. Czekamy na kolejny ruch znanego z ciągotek socjalistycznych reżysera Olivera Stone’a, który zapowiedział realizację fabularnej biografii Kinga, a rolę bohatera ma się wcielić Jamie Foxx. Tłumy ustawiają się pod istniejącymi już rzeźbami pacyfistycznego lidera mniejszości Afroamerykańskiej. Jeden pomnik stoi w Waszyngtonie w National Mall i ma 9 metrów wysokości, drugi o podobnych wymiarach podziwiać można w San Marcos w Teksasie.  Dla bardzo ciekawych postaci dr. Martina Luthera Kinga polecamy szybką wycieczkę do Narodowego Muzeum Praw Człowieka w Memphis, w skład którego wchodzi Lorraine Motel, gdzie zabito pastora, a gdzie dziś odtworzy się wywiad z aktywistą przeprowadzony w 1960 roku. Taśmę zakupił i podarował muzeum słynny prestidigitator czyli magik David Copperfield.

Sławomir Sobczak

meritum.us