Najlepsi kucharze amerykańscy spotkali się w miniony weekend na dorocznej gali rozdania nagród im. Jeana Bancheta.
Francuz był pierwszym w Chicago mistrzem kuchni-celebrytą. Jego pierwsza restauracja Le Francais jest już tylko wspomnieniem, ale była kultowym miejscem dla smakoszy nie tylko ze Środkowego Zachodu. Banchet (na zdjęciu) otworzył podwoje tego przedziwnego lokalu, mieszaniny francuskiej oberży, zajazdu i rodzinnej posiadłości w 1973 roku. W tym czasie wykwintna kuchnia w Chicago kojarzyła się ze stekiem z ziemniakami. Banchet sprowadzony do “Wietrznego Miasta” do prowadzenia kuchni w Playboy Club w Lake Geneva (czy ktoś jeszcze pamięta czasy jak nieżyjący już niestety wrocławianin Ryszard Zawadzki był szefem kuchni w posiadłości Hugha Heffnera w Los Angeles?) szybko zasłynął ze swego kunsztu. Do Le Francais usytuowanego daleko poza centrum, wszak w Wheeling, ciągnęły tłumy, choć rezerwacji trzeba było dokonywać pół roku naprzód. W 1980 r. prestiżowy magazyn “Bon Appetit” wybrał Le Francais najlepszą restauracją w Stanach Zjednoczonych. Stała się rzecz niesłychana, na pobliskie lotnisko Palwaukee zaczęły przybywać samoloty z gośćmi z grubo wypchanymi portfelami, którzy przybywali by spróbować specjałów kuchni Bancheta.
– On stworzył biblię gastronomii – stwierdził równie słynny szef kuchni, twórca innej legendarnej restauracji chicagowskiej Everest, Jean Joho. Inny wielki szef kuchni, Didier Durand z Cyrano’s Farm Kitchen, mówił o lokalu w Wheeling: – To było niesamowite, jak jedzenie w cyrku – nawiązując do słynnych prezentacji potraw, które zmieniały smakoszom dotychczasowe mniemanie o luksusowym jedzeniu. Michael Lachowicz – jeden z zaledwie czterech szefów kuchni w historii Le Francais (obok Bancheta to Roland Liccioni i Don Yamauchi) wspomina mentora jako absolutnego perfekcjonistę, doprowadzającego swoim pragnieniem osiągnięcia mistrzostwa do obłędu wszystkich, łącznie z nim samym.
Jean Banchet zmarł kilka miesięcy temu w wieku 72 lat, po raz pierwszy nie było więc go na gali w hotelu Fairmont.
A kto dziś jest w czołówce chicagowskiej gastronomii dla wybranych? Wielkim wygranym 17. Grand Chef’s Gala była Grace (652 W Randolph S.), restauracja dostała aż pięć tytułów najlepszej, w tym dwa najbardziej prestiżowe: dla lokalu roku i dla szefa kuchni, czyli dla Curtisa Duffy. W Grace mamy też najlepszy serwis, pracuje tam najlepszy somelier (Valerie Cao) i superkucharz (Nicholas Romero). Dowiedzieliśmy się też, iż najlepsze desery robi Leigh Omilinsky w Café des Architectes, a najlepszą nowootwartą restauracją jest Fat Rice.
Jeden jedyny raz w życiu udało mi się uczestniczyć w takiej gali i zapewniam – to impreza z najwyższej półki, a moim marzeniem jest znaleźć się w gronie 750 zaproszonych gości choć jeszcze raz w życiu.
W tym roku pięknie uczczono pamięć patrona nagród, a sala balowa zamieniona została w… Saint Tropez. Tak, tak, było jak na francuskiej Rivierze, nie wyłączając ton piasku. Najlepsi z najlepszych kucharzy świata przygotowali to co mają najlepszego w swoich zbiorach receptur, odbyły się ciche aukcje, z których dochód liczony w setkach tysięcy dolarów zasilił – tak jak zresztą pieniądze pozyskane ze sprzedaży zaproszeń – fundusz The Cystic Fibrosis Foundation. Za obiad odpowiadał Bruno Tison z Fairmont Sonoma Mission Inn, mistrzem ceremonii był Michael Muser.
Tego co podawano dokładnie nie podam, nie będę złośliwy, w każdym bądź razie, jeśli byliście choć raz na takiej imprezie to wybierając się na przeróżne polonijne imprezy, czasem nawet tytułowane balami czy galami, poczujecie się niestety jak w przydrożnym barze kategorii trzeciej…
Sławomir Sobczak
meritum.us
