Dramatyczne sceny rozegrały się wczoraj o 4 po południu czasu lokalnego w bazie wojskowej w Fort Hood w Teksasie. W wyniku strzelaniny zginęły 4 osoby a 16 odniosło rany.
Jedną ze śmiertelnych ofiar jest zamachowiec, który krwawą jatkę zakończył samobójstwem. Napastnik to 34-letni Ivan Lopez, służący w 2011 roku przez 4 miesiące w Iraku. Obecnie miał być leczony z depresji i innych zachwiań równowagi psychicznej, m.in. zdiagnozowano u niego zespół stresu pourazowego.
Wykluczono motyw terrorystyczny, bestialski mord to najprawdopodobniej tragiczna konsekwencja zwykłej kłótni między żołnierzami.
Szaleniec strzelał do raczej przypadkowych ofiar z półautomatycznego pistoletu Smith&Wesson kaliber .45. Notabene broń tę nabył całkiem niedawno.
Z 16 rannych osób 3 znajdują się w stanie krytycznym.
Przebywający w Chicago prezydent Barack Obama był zszokowany zdarzeniem wyrażając ogromny smutek z powodu dramatu, jaki rozegrał się w największej na świecie amerykańskiej bazie wojskowej.
To już druga wielka tragedia w tej placówce militarnej. W listopadzie 2009 roku lekarz-psychiatra, niejaki Nidal Hasan z zimną krwią zastrzelił 13 osób a 32 odniosły obrażenia. Wtedy miał miejsce motyw ideologiczny, jako że zamachowiec był zdeklarowanym fundamentalistą islamskim. W sierpnia 2013 r. za swój haniebny czyn został skazany na karę śmierci, wciąż jednak nie wykonano na nim wyroku.
Wczoraj geneza dramatu była zgoła inna, jakkolwiek rozmiary czynu niezrównoważonego psychicznie żołnierza są równie przerażające.
LP
meritum.us
