W rocznicę lądowania wojsk alianckich na plaże Normandii “Chicago Tribune” przedstawiła sylwetkę jednego z bohaterów. Hank Rosetti dziś ma 89 lat, mieszka na południowo-zachodnim przedmieściu aglomeracji chicagowskiej.

Wciąż prowadzi samochód i spaceruje wokół swego domu bez używania laski. Należy do coraz bardziej elitarnego klubu żyjących żołnierzy amerykańskich, którzy służyli w armii podczas II wojny światowej. Wg Departamentu Spraw Weteranów z 16 mln Amerykanów, którzy służyli w czasie wojny zmarło już 15 mln z nich, szacunki rządowe mówią o 413 weteranach średnio odchodzących od nas każdego dnia. Naocznych świadków tworzenia się historii ubywa, mimo to Keith Huxen, dyrektor Narodowego Muzeum II Wojny światowej twierdzi, że  to ważne, iż ludzie pamiętają o rocznicach i zwracają uwagę na bohaterskie czyny swoich przodków.

Rosetti, którego zrzucono na spadochronie sześć godzin przed inwazją na plaże Normandii w celu przygotowania punktu medycznego regularnie spotyka się z kolegami z frontu na corocznych zlotach swojej jednostki. Dziś nie zabraknie go w Michigan na obchodach 70-lecia D-Day. Jak sam powiada, na ostatnich spotkaniach więcej było żon i dzieci żołnierzy niż ich samych. Wspominając tragiczne czasy lat 40. ubiegłego wieku Rosetti opowiada jak po paru miesiącach nauki optometrii wojna porwała go od razu na francuską plażę oddaloną o 4 tys. mil od rodzinnego domu na południu Chicago. – Bałem się, to na pewno – opowiada dziś już mocno starszy pan przygotowany wówczas na opatrywanie ran kolegów.

W tym samym czasie nad kanałem La Manche leciał inny chicagowianin, John Kraeger – strzelec pokładowy superfortecy B-24 Liberator. Niosąc ulgę desantowi wraz z kolegami bombardowali węzły kolejowe i drogi, szukali niemieckich bunkrów i gniazd obrony.

Obaj 19-latkowie widzieli jak okrutna była to bitwa, tylko pierwszego dnia zginęło na plażach 1.400 Amerykanów.  W ostatnich latach – być może z powodu wojen toczonych przez Stany Zjednoczone, być może ze względu na malejącą liczbę weteranów II Wojny Światowej – ludzie zbliżyli się do bohaterów sprzed 70 laty by wyrazić wdzięczność za ich zasługi. Na zeszłorocznej rocznicy D-Day baseballiści White Sox uhonorowali Hanka  Rossettiego, wielkiego fana drużyny “Białych Skarpet” tytułem „bohatera dnia”. 

Richard Duchossois, młody oficer armii z Southwest Side, obecnie przewodniczący  Arlington International Racecourse również zauważa zwiększenie uwagi na swoją osobę: – W ciągu ostatniego roku  byłem po prostu oniemiały jak wielu ludzi mówiło: “Dziękuję za służbę”. Duchossois, dziś 92-letni mieszkaniec Barrington jest w składzie amerykańskiej delegacji na dzisiejszych obchodach rocznicy lądowania aliantów we Francji. Choć wylądował w Normandii kilka tygodni po 6 czerwca 1944 służył do końca wojny w Europie i dostanie Legię Honorową – najwyższe  odznaczenie nadawane przez państwo francuskie. Konsul Republiki w Chicago wręcza rocznie ok. 200 Legii Honorowych weteranom czasów II wojny, Kraeger został odznaczony w marcu.

Muzeum II Wojny Światowej nazwane od lądowania w Normandii The National D-Day Museum wykorzystuje pamięć naocznych świadków tych czasów wysyłając do domów starszych już ludzi swoich wysłanników, którzy nagrywają wspomnienia żołnierzy, można także swoje refleksje podczas odwiedzin placówki w Nowym Orleanie (gdy rozważano, gdzie wybudować narodowe muzeum II WŚ, gen. Eisenhower stwierdził, że Muzeum powinno znajdować się w Nowym Orleanie, gdyż barki, po których pływano na okolicznych bagnach, modernizowane w tutejszych stoczniach, służyły amerykańskim żołnierzom podczas D-Day – Wikipedia). A wspomnienia są niekiedy niewiarygodne, np. Rossetti jako sanitariusz mógł tylko przyglądać się jak Niemcy strzelają do amerykańskich samolotów gdyż na wyposażeniu miał nosze, bandaże i leki, ale już broni nie posiadał. Poza tym ich mini-szpital mieścił się na farmie położonej 60 km od frontu i ranni przybywali po pomoc po kilkunastu godzinach od momentu rozpoczęcia walk. Rossettiego do dziś gnębią obrazy z tamtych dni, np. chwila gdy hitlerowcy rozstrzelali matkę i córkę, gospodarzy farmy. Często też przegląda zdjęcia sprzed 70 lat, nie wstydzi się łez gdy wspomina czasy i nieżyjących już kolegów.

Dziś wspominamy dzielnych żołnierzy walczących na plażach „Utah”, „Omaha”, „Gold”, „Juno” i „Sword”. W telewizjach pokażą „Szeregowca Ryana” i „Najdłuższy dzień” – najbardziej znane filmy fabularne opisujące 6 czerwca 1944 na plażach Normandii. Pamiętajmy o Polakach, których również nie zabrakło w szeregach wojsk alianckich. Nie zapominajmy o żołnierzach znad jeziora Michigan, wszak jeden z desantów amerykańskiej 101 Dywizji Powietrznodesantowej miał kryptonim ”Chicago”. Bohaterowie tamtych dni ze swojej strony też nie dają o sobie zapomnieć.

Przed spotkaniem z księciem Karolem Jock Hutton, jeden ze spadochroniarzy walijskich odda dziś taki sam skok jak 70 lat temu. Dokonał tego niedawno, dziś powtórzy, tyle że w asyście zawodowego skoczka. No, ale jak się ma 89 lat…

Sławomir Sobczak

meritum.us

foto: britannica.com