Pierwszym Amerykaninem zarażonym wirusem Ebola przywiezionym na terytorium USA jest dr Kent Brantly.

Specjalny samolot przystosowany do transportu osób zarażonych chorobą zakaźną wylądował dziś w bazie amerykańskich sił lotniczych pod Atlantą skąd chory 33-letni lekarz, ojciec dwojga dzieci, został następnie przewieziony do uniwersyteckiego szpitala Emory.

Straszną chorobą, której śmiertelność może wynosić nawet 90 proc. zaraziła się w Afryce także misjonarka Nancy Writebol, 59-letnia matka dwójki dorosłych dzieci. Writebol będzie przetransportowana w drugiej kolejności, bo znajdująca się w samolocie specjalna komora służy tylko jednemu zarażonemu.

Mimo iż zachowane są nadzwyczajne środki ostrożności sprowadzenie do Stanów Zjednoczonych obojga zarażonych gorączką krwotoczną, na którą nie ma jeszcze skutecznego lekarstwa wzbudziło falę ogromnych protestów. Po raz pierwszy w historii wirus zaatakował jednocześnie w wielu państwach: Liberii, Nigerii, Gwinei i Sierra Leone, do dzisiaj zmarło już 729 osób. Wielu zarażonych jest przez rodziny na siłę wyciąganych z ośrodków zdrowia próbujących wprowadzić kwarantannę, wirus przejawiający się krwotokami wewnętrznymi i zewnętrznymi atakuje następnie ich najbliższych. Wirus Eboli stale mutuje i potrafi przetrwać dzięki rozwiniętemu mechanizmowi adaptacji.

Prawdopodobna liczba już zarażonych liczona jest w tysiącach, problemem jest brak specjalistycznych ośrodków do zapobiegania rozprzestrzeniania się choroby, np. w Liberii jest tylko jedno laboratorium zajmujące się badaniem próbek krwi, należące zresztą do armii amerykańskiej. Emory Hospital znajduje się w kompleksie wraz z U.S. Centers for Disease Control and Prevention, jednym z czterech narodowych centrów zapobiegania i zwalczania chorób zakaźnych gwarantujących najwyższy z możliwych stopień izolacji chorych od innych pacjentów. Na wczorajszej konferencji prasowej epidemiolog Bruce Ribner zapewnił, iż szpital dysponuje specjalnym oddziałem i wysoko kwalifikowanym personelem co zapewnia pełne bezpieczeństwo, a szanse zarażonych na wyjście obronną ręką są dużo wyższe niż leczenie na miejscu czyli w Zachodniej Afryce. Wirus Ebola może zabić nawet do 90 procent zarażonych, a śmiertelność  obecnej epidemii to na razie 60 proc.

Chorymi w Atlancie zajmować się będzie czwórka wybitnej klasy specjalistów chorób zakaźnych, od świata zewnętrznego dzielić ich będzie specjalna szklana płyta. W ten weekend do Stanów sprowadzonych będzie z Liberii w sumie 60 obywateli USA zaangażowanych w walkę z epidemią, oczywiście niezarażonych wirusem Eboli. Problemem rozszerzającego się wirusa zajmują się rządy wielu krajów i oczywiście Światowa Organizacja Zdrowia. WHO planuje wysłanie armii pracowników do krajów najbardziej zagrożonych, na walkę z powstrzymaniem epidemii planuje przeznaczyć 100 mln dolarów.

Jeśli sytuacji nie opanuje się w najbliższym czasie światu może zagrozić prawdziwa katastrofa.

Sławomir Sobczak

meritum.us

foto: solarisastrology.blogspot.com