W różnych nastrojach zaczynali niedzielny pojedynek zawodnicy Chicago Blackhawks i Winnipeg Jets. Ci pierwsi przegrali w sobotę na wyjeździe z Toronto Maple Leafs 2:3, a drudzy pokonali finalistów Pucharu Stanley’a z ubiegłego sezonu, New York Rangers 1:0 po rzutach karnych. Hawks chcieli więc przerwać złą passę, Jets kontynuować dobrą. Po 60 minutach okazało się, że na swoje wyszli goście, którzy pokonali chicagowian 1:0.

Wszystko rozstrzygnęło się w pierwszych 20 sekundach gry. Pierwsza zmiana, dwa strzały, niepewna interwencja Crawforda i były zawodnik Hawks Michael Frolik ustala wynik spotkania. Właśnie ta pierwsza minuta meczu podkreśliła starą hokejową prawdę, że gra się pełne 60 minut, a każda zmiana musi być traktowana jakby była tą ostatnią, najważniejszą. Na nic zdały się późniejsze starania gospodarzy, którzy mimo stworzonych sytuacji strzeleckich (m.in. dwa słupki Sharpa), nie potrafili znaleźć swojego rytmu gry i drogi do bramki bronionej przez Michaela Hutchinsona (pierwsza wygrana do zera tego bramkarza). Obok fragmentów bardzo dobrych, były też fragmenty nieporadności i złych hokejowych decyzji.

Chicagowianie powinni ten mecz jak najszybciej zapomnieć i skoncentrować się na kolejnych, nie zapominając o tym, że są drużyną bardzo dobrą i muszą kontynuować to co robią najlepiej. Kibiców Hawks proszę, aby uzbroili się w cierpliwość, bo te lepsze dni na pewno nastąpią. Nie będzie oczywiście łatwo, gdyż listopad obfituje w większą ilość spotkań wyjazdowych (w tym najbliższy, we wtorek z Montreal Canadiens) niż w domu.

* CHICAGO BLACKHAWKS – WINNIPEG JETS 0:1 (0:1, 0:0, 0:0)
0:1 Frolik (1. gol w sezonie) asysty: Ladd i Bogosian 00.20 min.   

Strzały na bramkę: 33-27 na korzyść Hawks

Leszek Zuwalski

meritum.us