Amerykańskie władze kontynuują stymulacje gospodarki kolejnymi programami. Skutki pakietów pomocowych widać bardzo dobrze na amerykańskiej giełdzie, na której wiele firm bije historyczne rekordy. Taka sytuacja może przyciągać zagranicznych inwestorów, którzy wymieniając swoje narodowe waluty na dolary doprowadzają do jego aprecjacji. Planowe rozszerzenie stymulacji gospodarki nie jest jedyną dobrą informacją dla inwestorów. W poniedziałek prezydent Donald Trump powiedział dziennikarzom, że rozważa obniżenie podatku od zysków kapitałowych. – Zastanawiamy się również nad obniżeniem podatku od zysków kapitałowych, co pozwoli na stworzenie większej liczby miejsc pracy. Bardzo poważnie myślimy o obniżce podatku od zysków kapitałowych, a także o obniżce podatku dochodowego dla rodzin o średnich dochodach. – powiedział Trump.  Aby doszło do obniżenia obu podatków prezydent potrzebuje zgody Kongresu, co w obecnej sytuacji może nie być łatwe. Obecnie wszystkie siły polityczne w amerykańskim parlamencie skupiają się na kształcie nowego programu mającego wspomóc stymulację rynku.  Antje Praefcke, analityk walutowy Commerzbanku, uważa, że porozumienie w sprawie pakietu stymulującego wcale nie musi znacząco wpłynąć na kurs amerykańskiej waluty. – Porozumienie prawdopodobnie zostało już odpowiednio wycenione, co oznacza, że dolar nie ma już prawie żadnego potencjału wzrostu. Obecnie euro także nie ma tak naprawdę zbyt wiele do zaoferowania. Podsumowując, z 1,19 dolara widzieliśmy prawdopodobnie maksymalne wartości w EUR/USD, ale jednocześnie nie ma dobrych powodów, aby kurs spadł poniżej 1,16 dolara. – ocenia Praefcke. W lipcu euro zyskiwało w stosunku do dolara dzięki stabilniejszej sytuacji epidemicznej w Europie i uzgodnieniu planu ratunkowego dla gospodarek Unii Europejskiej.

Nagłówki medialne w ostatnich tygodniach były zdominowane prognozami dotyczącymi możliwego końca hegemonii dolara (USD) w tle jego niedawnej słabości. Istotą wielu z tych artykułów jest przedstawienie w jaki sposób świat traci zaufanie do waluty amerykańskiej z powodu nadzwyczajnego drukowania pieniędzy przez Fed i jak zagrożona jest pozycja dolara jako centrum globalnego systemu monetarnego. Jednak ekspert Marshall Gittler z BDSwiss podkreśla: „Nie martw się o globalną rolę dolara”.  W ostatnich miesiącach w centrum uwagi inwestorów był oszałamiający spadek na indeksie DXY. Jest to indeks nominalnej wartości dolara w stosunku do sześciu głównych walut, głównie euro (58 proc.) jena (14 proc.) i funta (12 proc.) oraz CAD, SEK i CHF. DXY spadł o 8,8 proc. od szczytu w marcu. W samym lipcu spadł o 4,2 proc., co było największym miesięcznym spadkiem od września 2010 roku.  Obawy wielu ekonomistów są w ocenie Gittlera oparte na trzech błędach ekonomicznych:
– Iluzja pieniędzy: Indeks DXY mierzy nominalną wartość dolara w stosunku do innych walut, a nie jego rzeczywistą wartość tzn. skorygowaną o inflację;
– Punkt odniesienia: Podwyższony poziom DXY przyjęło się jako normalny, a ostatni spadek należy w opinii wielu wyjaśnić. Ale co jeśli wyższy poziom był anomalią, którą trzeba wyjaśnić, a obecny spadek jest po prostu naturalny?;
– Indeks DXY jest niedokładną miarą siły dolara.
W ocenie eksperta możemy uniknąć wielu błędów, przyglądając się, jak dzisiejsze stopy pasują do długoterminowej historii realnej wartości dolara. W tym celu użył rzeczywistego, efektywnego kursu wymiany waluty amerykańskiej (REER) wobec szerokiej grupy głównych partnerów handlowych kraju, zgodnie z obliczeniami amerykańskiego Fed. REER to skorygowana o inflację wartość waluty w stosunku do walut głównych partnerów handlowych kraju, w tym przypadku 26 krajów (lub stref, jak w strefie euro), z których każdy stanowi co najmniej 0,5 proc. dwustronnego handlu z USA. – To o wiele lepszy sposób mierzenia wartości dolara niż indeks, w którym jedna waluta ma ponad 50 proc. wagi. Czy ktoś zmierzyłby giełdę indeksem, w którym jedna akcja stanowiłaby ponad połowę indeksu? – oświadczył Gittler. Patrząc na dolara w ten sposób otrzymujemy zupełnie inny obraz. W kwietniu na ostatnim szczycie realna wartość dolara była najwyższa od prawie 18 lat (dokładnie od października 2002 r.). – To był niezwykły ruch, a nie ten niedawny mało znaczący spadek – dodał. W związku z tym zniesienie 3,6% dolara w stosunku do szczytu z kwietnia była niemal zgodna z cyklem. – W przeszłości waluta amerykańska zmieniała kurs, gdy osiągnęła ± 15% swojego średniego kursu z 10 lat. Ta praktyczna zasada obowiązywała również tym razem – podkreślił.  Jednym z powodów, dla których ludzie twierdzą, że dolar jest bliski załamania, jest „drukowanie pieniędzy” przez Fed. Trzeba przyznać, że Fed rzeczywiście znacząco zwiększył swój bilans, ale który bank centralny tego nie zrobił? – FX to gra względna i mówiąc relatywnie, działania Fed nie były wyjątkowe. Ponadto w przypadku większości par walutowych niewiele jest dowodów na to, że względna ekspansja bilansu banku centralnego ma wpływ na wartość waluty – dodał.  Według analityka przede wszystkim należy wyjaśnić nagły wzrost dolara w marcu i kwietniu, a nie spadek w ostatnim czasie. W jego ocenie obcokrajowcy pożyczyli około 12,6 biliona dolarów w USD, częściowo zaciągając pożyczki w bankach, a częściowo z emisji papierów wartościowych. Następnie musieli zdobyć dolary na spłatę odsetek od tych pożyczek. Ponadto inwestorzy posiadający papiery wartościowe w USD – głównie inwestorzy japońscy – muszą posiąść dolary na zabezpieczenie swoich inwestycji. Wynikający z tego popyt na dolary spowodował wzrost wartości waluty amerykańskiej.  W szczególności pożyczkobiorcy, którzy nie mogli uzyskać żadnych dolarów ze swoich banków zwrócili się do rynku swapów walutowych po zakup USD. Oznacza to, że kupili dolary teraz z umową, aby spłacić je później. To spowodowało, że podstawowe stopy swapowe FX – koszt wykonania tej transakcji – gwałtownie wzrosły. W efekcie Fed przystąpił do działania. Aktywował lub reaktywował linie swapowe z 14 bankami centralnymi, aby mogły one dostarczać dolary swoim lokalnym pożyczkobiorcom. Następnie anomalia na rynku swapów walutowych zniknęła, a dolar zaczął spadać.  – Wreszcie, ostateczny powód, dla którego uważam, że ostatni spadek nie jest niczym ekscytującym: indeks DXY nie jest dokładną miarą nawet nominalnej wartości dolara, a tym bardziej jego rzeczywistej wartości. Wagi każdej waluty zostały ustalone w 1973 r. i skorygowane tylko raz, kiedy różne waluty europejskie zostały zrollowane do euro – napisał ekspert BDSWISS.

Złoto spadło poniżej poziomu 2000 dolarów za uncję, rozszerzając swoją korektę spadkową. Obecnie jest notowane w okolicach 1995 – 1991 dolarów, co oznacza silną presję do realizacji zysków dla części inwestorów, którzy obawiają się dalszych wzrostów amerykańskiego dolara. Widać, że złoto jest kolejnym tematem po spółkach technologicznych z USA, gdzie wkrada się większe ryzyko i presja do zwijania wzrostowego układu. Zauważmy również, że rzeczywiście, „realny” zysk, jaki można teraz zarobić na 10-letnich obligacjach skarbowych Stanów Zjednoczonych, jest teraz ujemny o jeden procent, jeśli uwzględnimy oczekiwania inflacyjne na poziomie około 1,5 proc. Stąd niekoniecznie przecenione złoto czy Big Tech’y z Wall St. muszą zachować takie położenie.

Pandemia  a oszczędzanie
Stopa oszczędności gospodarstw domowych w Unii Europejskiej wzrosła rok do roku najmocniej historii (o 3,5 pkt. proc.), wynika z najnowszych danych europejskiej instytucji Eurostat za pierwszy kwartał 2020 roku. Oszczędności wzrosły we wszystkich państwach członkowskich UE, dla których dostępne są dane. Najmocniejszy wzrost odnotowano w Słowenii (+7,7 pkt. proc.), a następnie w Polsce (+6,8 pkt proc).  Wzrost stopy oszczędności gospodarstw domowych Eurostat tłumaczy wzrostem dochodu rozporządzalnego, czyli całkowitego dochodu pomniejszonego o podatki oraz składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Inaczej mówiąc, są to pieniądze, które można przeznaczyć na wydatki lub oszczędności. Z międzynarodowego badania przeprowadzonego przez ING wynika, że przez pandemię Europejczycy zmienili podejście do zarządzania pieniędzmi: jedna trzecia ankietowanych(30 proc.) deklaruje, że teraz oszczędza więcej, podczas gdy prawie połowa (44 proc.) wydaje mniej. Pod tym względem Polacy nie odbiegają od unijnej średniej – w Polsce odsetek ten wynosi odpowiednio 30 proc. oraz 46 proc. Jednak badanie ING pokazało też, że pandemia spowodowała pogłębienie nierówności w kwestii oszczędzania. – Ludzie chcą oszczędzać więcej, ale nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić. Pojawiło się rozwarstwienie. Oszczędzają ci, którzy mają dochody. Natomiast osoby w gorszej sytuacji musiały konsumować oszczędności w trakcie pandemii.  Wnioski opublikowane w raporcie “Coronavirus: Saving differently, not equally” pochodzą z dwóch międzynarodowych badań ING przeprowadzonych zarówno przed lockdownem (grudzień 2019), jak i w trakcie (maj 2020). Badanie przeprowadzono w 13 krajach europejskich. Wzrost stopy oszczędności gospodarstw domowych Eurostat tłumaczy wzrostem dochodu rozporządzalnego, czyli całkowitego dochodu pomniejszonego o podatki oraz składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Inaczej mówiąc, są to pieniądze, które można przeznaczyć na wydatki lub oszczędności. Najmocniej dochód rozporządzalny wzrósł w Polsce. Co ciekawe, w Polsce w pierwszym kwartale najmocniej wzrosły także wydatki na konsumpcję.