Amerykańska waluta kosztuje wyraźnie mniej niż 3,67 zł, co oznacza, że jest najtańsza od września 2018 roku. Tylko we wtorek dolary potaniały o ponad 3 grosze, a od szczytu notowań z początku epidemii już o ponad 60 groszy. Mamy tu kombinację ostatniej siły złotego, który obok korony czeskiej jest najmocniejszą walutą świata w ciągu ostatniego miesiąca i słabości dolara, który mniej lub bardziej traci do wszystkich innych walut globalnie. Zdaniem banku JPMorgan na dolara źle wpływa ostatni konflikt w amerykańskim Kongresie, który od kilku tygodni uniemożliwia uchwalenie nowej tarczy antykryzysowej dla firm i bezrobotnych. Rynek też obstawia, że generalnie strefa euro poradzi sobie z koronawirusem lepiej niż USA, chociaż akurat dane z ostatnich dni wcale o tym nie świadczą. Wiadomo jednak, że spekulanci walutowi obstawiają ostatnio w sposób masowy dalsze umacnianie się euro i osłabianie dolara. Euro jest najmocniejsze do dolara od maja 2018. W marcu za euro płacono 1,07 dolara, teraz już ponad 1,19 dolara.

Cena złota spada poniżej 2 tys. dol. za uncję w środę po gwałtownym wzroście w ostatnich sesjach, które wywindowały cenę kruszcu z 1860 dol. do ponad 2000 dol. Spadkom notowań złota pomógł umacniający się dolar. Cena za złoto spot wtorek zakończyła tuż powyżej bariery 2 tys. dol. na poziomie 2001,93 dol. za uncję, choć w ciągu wczorajszej sesji kurs sprawdzał nawet poziomy nieco powyżej 2015 dol.  Środa przynosi załamanie kursu złota, które na początku sesji spadło nawet do 1980,59 dol., by potem odbić się do obecnego poziomu w okolicach 1990 dol. za uncję. W tym momencie kruszec traci 0,62% do ceny z wczorajszego zamknięcia notowań. Za spadkiem ceny kruszcu stoi ten sam czynnik, który w poniedziałek i wtorek był bodźcem do wzrostów wyceny złota, czyli USD. Amerykańska waluta umacnia się, a indeks dolara odbija się od najniższych wartości od nieco ponad 2 lat, choć nadal jest nisko na poziomie 92,27 pkt.  Dolar ostatnimi czasy traci swój status waluty save-haven, po tym jak amerykański rząd przeprowadził gigantyczną stymulację fiskalną, a Rezerwa Federalna wpompowała olbrzymią ilość pieniądza w rynki finansowe. Co więcej politycy w Stanach Zjednoczonych rozważają kolejny wielki pakiet ratowania gospodarki opiewający nawet na 1 bln dol., choć na ten moment w negocjacjach między Demokratami a Republikanami zapanował impas. Sentymenty na rynku złota napędza także niepewność związana z postanowieniami Rezerwy Federalnej, które przedstawione zostaną dzisiaj. Inwestorzy spodziewają się, że Fed zwiększy cel inflacyjny, co potencjalnie wywołałoby zwyżkę ceny złota. W kuluarach krążą także pogłoski o wprowadzeniu przez amerykański bank centralny kontroli krzywej dochodowości obligacji.

 

Ropa naftowa tanieje

Ceny ropy naftowej w środę tracą wtorkowe zyski w obliczu niepewności o odbudowę popytu na paliwa w Stanach Zjednoczonych, choć szacunkowe dane American Petroleum Institute wykazują dalsze redukcje zapasów. Notowania ropy naftowej WTI na amerykańskiej NYMEX we wtorek zyskały 0,54 proc. i sesję zakończyły z ceną 43,12 dol. za baryłkę. Jednak kurs ropy WTI we środę oddaje, to co zyskał i jest na ten moment 0,77 proc. na minusie z ceną 43,79 dol.  Natomiast ropa Brent notowana na europejskiej ICE osiągnęła wczoraj nieznaczną zwyżkę o 0,20 proc. wybijając się do 45,46 dol. za baryłkę. Środa, podobnie jak w przypadku WTI, przynosi znaczną obniżkę kursu, bo kurs zszedł już w okolice 45 dol. bbl z 0,90 proc. straty.  – Niepewność związana z odbudową popytu wpłynęła na ceny ropy, w związku z brakiem przełomu w opracowywaniu amerykańskiego pakietu stymulacji fiskalnej oraz przełożeniem renegocjacji umowy handlowej między USA i Chinami. – stwierdził Hioryuki Kikukawa, główny menedżer badań rynkowych w Nissan Securities. Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump we wtorek stwierdził, że przekłada rozmowy na temat nowych warunków umowy handlowej z Chinami dodając, że nie ma teraz ochoty na rozmowy z Chinami. Pozytywną wiadomością, która zdaje się ratować notowania ropy przed gwałtownymi spadkami, są dane American Petroleum Institute dotyczące zapasów ropy w Stanach Zjednoczonych. Te ponownie skurczyły się w zeszłym tygodniu, tym razem o 4,3 mln baryłek o 512 mln baryłek. To już czwarty tydzień z rzędu redukcji zapasów ropy w USA, co z pewnością nie umknie uwadze inwestorów martwiących się o odbudowę popytu na paliwa. Malejące pokłady magazynowanej amerykańskiej ropy jeszcze raz zaskoczył analityków, również czwarty kolejny tydzień, którzy spodziewali się ich redukcji o 2,7 mln baryłek. Szacunkowe dane American Petroleum Institute zostaną jutro zweryfikowane przez rządowe dane od Energy Information Administration. W środę będzie mieć miejsce spotkanie OPEC+, w trakcie którego rozważone zostaną zapewne przyszłe redukcje wydobycia ropy. Jak do tej pory, członkowie kartelu są zgodni, a postanowienia dotyczące ograniczeń wypełniane były w 95-97 proc. OPEC+ początkiem lipca zmniejszył zakres redukcji wydobycia ropy z 9,7 mln baryłek do 7,7 mln baryłek.

 

Amazon zatrudnia i pnie się w górę

Kurs akcji Amazona wystrzelił wczoraj w górę o ponad 4 proc. osiągając cenę zamknięcia 3312,49 dol. we wtorkowej sesji na fali informacji o planowanych sporych zatrudnieniach w Stanach Zjednoczonych w związku z sukcesem spółki w okresie pandemii, gdy ludzie zamawiają jeszcze więcej produktów przez internet.  Akcje Amazona podrożały wczoraj o 4,08 proc. do nowych rekordowych szczytów na 3312,49 dol.  Spośród gigantów technologicznych wzrastał także Microsoft o skromne 0,57 proc., Alphabet Inc, o 2,6 proc., Apple o 0,83 proc. oraz Facebook o 0,45 proc. Amazon ma ambitne plany dalszej ekspansji swojego biznesu. Spółka planuje zatrudnić 3500 nowych pracowników zwiększając placówki w sześciu miastach w Stanach Zjednoczonych: Dallas, Detroit, Denver, New York, Phoenix i San Diego. – Zespoły w tych miastach będą wspierać liczne biznesowe działy Amazona, takie jak AWS, Alexa, Amazon Advertising, Amazon Fashion, OpsTech, Amazon Fresh i inne. Zamierzamy zatrudniać pracowników do różnych ról, od ekspertów od infrastruktury chmury danych po menedżerów – stwierdzili przedstawiciele Amazona. Biorąc pod uwagę trudną światową sytuację w związku z pandemią, gdy miliony Amerykanów straciły pracę, pokazuje to jak świetnie radzi sobie Amazon w ostatnich miesiącach.  Wyniki spółki za II kw. 2020 r. były tak dobre, że Jeff Bezos stwierdził, że spółka nie nadążała wydawać zarobionych pieniędzy, przez co Amazon osiągnął rekordowy zysk netto w okresie od kwietnia do czerwca tego roku, a sprzedaż wzrosłą o aż 40 proc. Jednak słynny dział AWS związany z obsługą danych w chmurze odczuł skutki pandemii w postaci spadku popytu ze strony firm tnących koszty i zrywających umowy. W rezultacie, przychody działu spadły o 30 proc.