Aż 900 milionów kanadyjskich dolarów, czyli równowartość 609 milionów euro, kosztować będzie zapewnienie bezpieczeństwa podczas igrzysk w Vancouver. Rozpoczynające się 12 lutego zawody chronić będzie w sumie 16,5 tysiąca osób.
Olimpijskie stadiony patrolować będzie aż 5200 funkcjonariuszy kanadyjskiej policji. Bezpieczeństwa pilnować będzie także dodatkowe 5 tysięcy ochroniarzy i 4500 żołnierzy. Ci ostatni będą między innymi poruszać się na nartach, motorówkach i na skuterach śnieżnych.
Już we wtorek zamknięta została przestrzeń powietrzna nad Vancouver oraz Whistler i jego okolicami, gdzie powalczą biathloniści, narciarscy biegacze i skoczkowie. Na szczęście dla kibiców zakazem lotów nie zostały objęte samoloty rejsowe. Nie dotyczy on też maszyn wojskowych.
Kolejnym sposobem na pełną kontrolę nad niespodziewanymi zdarzeniami jest system 900 kamer, które zainstalowano na obiektach sportowych oraz w ich okolicy. Kibice muszę też spodziewać się “szybkich ścieżek kontroli”, podczas których zostaną przeszukane ich bagaże osobiste. Fani zimowych sportów zobowiązani zostali też do wcześniejszego przybycia na różnego rodzaju ceremonie i zawody. Na przykład na otwarcie i zamknięcie igrzysk powinno się stawić cztery godziny przed początkiem ceremonii, zaś na zawody halowe dwie godziny wcześniej.
Zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim uczestnikom Igrzysk, zarówno sportowcom jak i kibicom, jest niewątpliwie kwestią nadrzędną. Niemniej wprowadzenie iście lotniskowych restrykcji skutecznie – z czego sobie chyba nie zdają sprawy organizatorzy ZIO – zniechęci widzów do odwiedzania sportowych aren. No a potem będą lamenty, że deficyt jest znacznie większy niż zakładano. Wszak to, że Olimpiada w Vancouver przyniesie straty jest już teraz więcej niż pewne. Pytanie jest tylko jedno: ile dołożą Kanadyjczycy do całej zabawy?
PAP, LP meritum.us
