0603-hawks-phi

Trzeci mecz finałowej batalii o Puchar Stanley’a był kolejnym ekscytującym spektaklem hokejowym. A kibice po raz trzeci byli świadkami horroru. Podobnie, jak w poprzednich dwóch potyczkach w United Center, teraz w Wachovia Center o zwycięstwie konkretnej drużyny zadecydowała jedna bramka. Po 6-5 i 2-1 dla “Jastrzębi” w środowy wieczór w Filadelfii triumfowali “Lotnicy”. Zwycięstwo 4-3 gospodarze zapewnili sobie dopiero w dodatkowym czasie gry. Tak więc w serii nasze Blackhawks prowadzą 2-1, a kolejne spotkanie w piątek o 7 pm, także w hali Flyers.

W środę znów miała miejsce wymiana cios za cios. Dosłownie, bo momentami iskrzyło na tafli, a walka była bezpardonowa, jak i w kontekście padających goli: 1-0 (Danny Briere w 14,58. minucie 1. tercji); 1-1 (Duncan Keith w 12,49. min. 2. tercji); 2-1 (Scott Hartnell w 19,55. min. 2. tercji); 2-2 (Brent Sopel w 17,52. min. 2. tercji); 2-3 (Patrick Kane 2,50. min. 3. tercji); 3-3 (Ville Leino w 3,10. min. 3. tercji) i w końcu 4-3 (Claude Giroux w 5,59 min. dogrywki).

Warto podkreślić, iż dwa z czterech goli “Lotnicy” zdobyli podczas gry w przewadze liczebnej. A na ławkach kar gracze obu zespołów byli w takim samym przedziale czasowym, czyli po 6 minut. Co nie znaczy wcale, że dopuszczali się nieczystych zagrań w identycznej ilości przypadków. Flyers od pierwszego spotkania serii na szczycie ewidentnie nastawieni są przez swojego pierwszego szkoleniowca Petera Laviolette na grę bardzo ostrą, momentalnie nawet brutalną. I trudno nawet się dziwić, bo tylko agresją mogą zniwelować różnicę w wyszkoleniu technicznym, w czym przewyższają ich gwiazdy Blackhawks. Niestety, nie zawsze chcą to widzieć arbitrzy, pozwalając na realizację taktyki polegającej na swoistym wyniszczeniu rywala. No i “Lotnicy” czując sędziowski wiatr w plecy pozwalają sobie już notorycznie na bezpardonowe, prowokacyjne zagrania.

Dla kibiców jest to wszystko bardzo widowiskowe, wszak w połączeniu z niesamowitym tempem akcji w każdym dosłownie meczu i w sumie dużą ilością bramek w serii oraz ciągłą huśtawką nastrojów w każdym z spotkaniu  tworzy to spektakularne przedstawienia. No, ale równocześnie pojawia się pytanie: skoro decydującą rolę zaczyna odgrywać siła mięśni i motoryczne przygotowanie graczy, to kto pierwszy w tymże wyścigu po mistrzowskie pierścienie padnie? Bo kiedyś w końcu zabraknie sił, a wtedy zadecyduje o końcowym triumfie talent. Pocieszające jest dla całego “Wietrznego Miasta”, że tym aspekcie perspektywy dla “Jastrzębi” rysują się ciekawiej.

Mimo wspomnianych uchybień i pewnych mankamentów – powiedzmy – natury niezależnej od samych aktorów rywalizacji o Stanley Cup należy podkreślić, iż obustronna walka do ostatniego tchu może imponować. Dramaturgia kolejnych potyczek plus nieprawdopodobna wola walki wszystkich uczestników batalii na szczycie stanowi kapitalną promocję National Hockey League. Do tej pory wiadomo było, iż jest to najlepsza hokejowa liga na świecie. Teraz kibice na całym globie naocznie mogą się przekonać, iż jest też najcięższą, najbardziej wyczerpującą fizycznie i najwaleczniejszą z wszystkich ligowych rywalizacji w jakiejkolwiek dyscyplinie sportu. W skali świata oczywiście. Gracze NHL to niczym gladiatorzy współczesnych czasów. Może w drodze do zwycięstw nie stawiają na szali swojego życia, ale zdrowie to już na pewno…

* PHILADELPHIA FLYERS – CHICAGO BLACKHAWKS 4-3 O.T. (1-0, 1-2, 1-1, 1-0)

1-0 Briere (11. gol w playoffs) – asysty: S. Hartnell i Coburn 14,58 min.
1-1 Keith (2.) asysty: Kane i Hossa 22,49 min.
2-1 Hartnell (5.) asysty: Pronger i Giroux 29,55 min.
2-2 Sopel (1.) – asysta: Madden 37,52 min.
2-3 Kane (8.) – asysty: Toews i Eager 42,50 min.
3-3 Leino (6.) – asysty: Giroux i Carle 43,10 min.
4-3 Giroux (9.) – asysty: Carle i Briere 65,59 min.

Strzały na bramkę: 32-27 na korzyść Flyers

Widzów: 20.297

Leszek Pieśniakiewicz

meritum.us