0622-jan-kasprowicz-ccUmiłowanie ty moje!

Kształty nieomal dziecięce.

Skroń dotąd nie pomarszczona,

Białe, wąziutkie ręce!

Lubię gdy stajesz ze mną,

Na tym tu wiejskim balkonie,

Który poczerniał od deszczów,

Lecz dzisiaj mi w blaskach tonie

(…)

Jan  Kasprowicz

0622-jan-kasprowicz

“Przynoszę ci kilka pieśni …”
Jan Kasprowicz z Marusią na Harendzie.

Była to miłość niezwykła. On Polak, sławny poeta. Ona Rosjanka, córka arystokratki i generała rosyjskiego. Dzieliło ich niemal wszystko, środowisko, pochodzenie społeczne, narodowość. Kasprowicz miał lat 50, Marusia zaledwie 20, była niewiele starsza od jego córek. A jednak, byli dla siebie stworzeni. Czym oczarował Kasprowicz Marusię? Może urzekła ją jego niezwykła osobowość, był znanym poetą, może też urok osobisty?  Kasprowicz  był przystojnym mężczyzną.
“Był pociągającej powierzchowności, średniego wzrostu, proporcjonalnej budowy. Wspaniała głowa, o mocno sklepionym czole, z wybitnymi, charakterystycznymi wypukłościami nad czołem. Oczy te, szarozielone, o wzroku przenikliwym, buntowniczym, rzucające groźne błyski, umiały być dobrotliwe i roziskrzone humorem”.
Tak pisała o ojcu, Anna Kasprowicz – Jarocka.

Marusia pochodziła z rodu Buninów, sławnego koneksjami historyczno – literackimi. Wyrastała w dobrobycie i komforcie. Aczkolwiek była delikatna i chorowita. Jej własna matka odradzała jej nawet małżeństwo, ze względu na stan zdrowia. Ale Marusia była uparta. Pragnęła życia w kolorach tęczy, życia pełnego. Na wczesnych fotografiach jawi się jako dama z wyższych sfer, w ogromnych kapeluszach, o enigmatycznym spojrzeniu…Szczupła, egzotyczna twarz, oczy niezwykłe, rozwarte szeroko z zaciekawieniem i oczekiwaniem…Wdzięk, wiotkość i tajemniczość…

Kochankowie spotkali się we Włoszech, w pociągu relacji Rzym – Neapol, roku pańskiego 1907. On, podstarzały już nieco poeta, o pogodnym czole, zaintrygował ją swoją innością. Było w nim coś niezwykłego. Wydawał się jej królem z dalekiej Polski. Kasprowicz w Sorrento czytał jej po niemiecku swoje poezje. Marusia była zachwycona. On wrócił do Lwowa, ona została w Italii.

Latem 1910 roku Marusia wraca do Rosji, przez Lwów. Zatrzymuje się w Lembergu (tak podówczas nazywał się Lwów). Spotyka Kasprowicza. Ożywają wspomnienia. Znów razem patrzą w gwiazdy. Poeta wzdycha …”Gdybym był młodszy – potrafiłbym cię może zatrzymać. Dlaczego Marusiu spotkałem Panią dopiero teraz, gdy bliższy jestem śmierci, niż życia ?”
– “Marusiu, niech Pani zostawi całą moją poezję, zapomni o niej, nie tumani nią swojej młodej głowy. Jestem stary, tak, tak”.

…śród tego wieczora
Stanęła nagle twa postać przede mną
Kobiecie ufać nie można!…lecz tobie?

“O Janku, Janku, jak bardzo bardzo do Ciebie tęsknię!  Jak daleka, nieosiągalna wydaje mi się ta chwila, kiedy nareszcie będziemy razem, na zawsze razem!…pisała Marusia po latach  w “Dzienniku”.

W 1911 roku przyjechał Kasprowicz do Petersburga. Matka Marusi była wstrząsnięta, ten Polak, o tyle lat starszy od niej, ma jej zabrać córkę? A jednak. Ślub wzięli w Dreźnie, w 1911 roku. Marusia była trzecią żoną Kasprowicza. Jego pierwsze małżeństwo z Teodozją Szymańską rozpadło się po kilku miesiącach. W 1893 roku  poeta żeni się po raz drugi z Jadwigą Gąsowską. Niestety i to małżeństwo nie trwało długo. Stanisław Przybyszewski, pisarz, hipnotyzer dusz, wyznawca skrajnego modernistycznego estetyzmu zawrócił jej w głowie. Porzuciła Kasprowicza, zostawiła mu dwie maleńkie córeczki.  Kasprowicz pomny wielu rozczarowań z wielką ostrożnością patrzył na swoje trzecie małżeństwo.
Podróż poślubną spędzili w Poroninie.

… Wziął mnie za rękę i poprowadził śliczną zieloną łąką ku wodospadowi za domem. W słonecznej porannej mgle zarysowały się powoli tatrzańskie szczyty. Oczy Janka promieniały zachwytem i radością.

–  Nie istnieje dla mnie nic poza tobą…Żadnej kobiety nie kochałem tak mocno, wzdychał Kasprowicz.
Marusia była oczarowna Podhalem i folklorem.

“Jestem naprawdę szczęśliwa. Nie tylko dlatego, że los mnie wybrał na towarzyszkę życia wielkiego poety, że miłość jego nadała życiu memu sens i kierunek – jestem prócz tego szczęśliwa najzwyczajniejszym, prostym ludzkim szczęściem. Nie znalazłam w Janku nawet przy bliższym zetknięciu w codziennym życiu nic z tej drobiazgowości, która może być tak odpychająca, że zaciera całkowicie czar ukochanego człowieka. Obok siły charakteru i uczuć, płomiennego i dobrego serca, niezmiernie dużo szlachetności, subtelności, skromności i pobłażliwości. Życie z nim jest odpoczynkiem”. Zapisała Marusia.

Sielanka i radość trwała. Każdy dzień był inny i kolorowy.  Nie poznaję Janka, wyznaje Marusia. Po całych dniach chodzi po polach i lasach, a wieczorem wróciwszy do domu, wchodzi do mego pokoju i pyta: – Chcesz posłuchać?

Przynoszę ci kilka pieśni
Umiłowanie ty moje –
W góry poszedłem po nie,
Między siklawy, nad zdroje.

W roku akademickim 1921/1922 Jan Kasprowicz zostaje rektorem Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie. W rok później  kupuje Harendę w Poroninie. Pieniądze zdobył za tłumaczenie dzieł Szkspira. Poeta oczarowany był Podhalem, jego kolorytem, innością. Po latach sławy i chwały zamieszkał w góralskim domu. Harenda inspirowała poetę, tam powstało wiele wierszy.

Witajcie, kochane góry,
O, witaj, droga mi rzeko !
I oto znów jestem z wami,
A byłem tak daleko !

– Jaki jestem szczęśliwy, jaki jestem szczęśliwy, że będę mógł już do końca życia siedzieć we własnym kącie, daleko od ludzi z tobą tylko razem i pracować, cudownie pracować ! – mówił poeta Marusi. Był bardzo szczęśliwy. Nie mógł nacieszyć się tym wszystkim. Wyruszał z żoną na wycieczki w góry. Pisał, oddychał urokiem tej niezwykłej ziemi.

…”Wszakże ty jesteś zachodem i wschodem mojego słońca…”
…”Powiedz mi  powiedz jaki cię ku mnie sprowadził manowiec”…
pytał w “Księdze ubogich”

Kocham w Harendzie wszystko – napisała Marusia – gdy budzę się  rano i otwieram oczy, widzę przez okno promienisty grzbiet Tatr. Mam wrażenie, że zawiśliśmy gdzieś w powietrzu nad tą całą panoramą. “Lubię popołudnia, spędzone w serdecznej rozmowie, w miłych ciepłych pokojach. Na kominku potrzaskuje ogień, ktoś gra na fisharmonii…”
Ty moim podążasz śladem
A z tobą ten spokój głęboki
Co jasność daje mym oczom
i w pewność uzbraja kroki

Notatki Marusi w  “Dzienniku”

Styczeń
Księżycowe noce na Harendzie…Mam wrażenie, że się nigdy nie kończą. Zaledwie zgasł jeden księżyc, już się pojawia nowy. Błękit zagląda przez okna…
Kwiecień
Janek w swoim cudownym pokoju, pracuje z zapałem. Kończy angielską antologię (…) Boję się w sobie tego ciągłego uczucia szczęścia. Drga ono we mnie z lada powodu.(…) W tej chwili Antosia przyniosła pęk świeżych baziek i bukiecik krokusów. Jutro Palmowa niedziela. Są to pierwsze kwiaty tej spóźnionej wiosny.
Maj
Cudowny księżycowy wieczór. Siedzimy z Jankiem na werandzie. Na dole, młodziutka zieleń ledwo rozkwitłych drzew wygląda jak koronkowa mgła. Cicho zupełnie, tylko nieustanny niespokojny szum potoku…
Janek mówi: – Ach, jak tu dobrze. Chwilami boję się swego szczęścia (…) Harenda i ty (…)  to ostatnie spełnienie moich marzeń.

Marusia wniosła do życia poety uspokojenie, równowagę i szczęście. Tę wielką przepaść wiekową między nimi zasypała poezja. Ona sądziła, że różnica wieku nie ma znaczenia, gdyż Hymny się nie starzeją, a on nie ma wieku, bo taki jest przywilej poetów. Kasprowicz poświecił aż dziewięć rozdziałów w ” Księdze ubogich” swej muzie Marusi.

Rozmiłowała się ma dusza
W cichym szeleście drzew,
Gdy koronami ich porusza
Druh mój, przecichy wiew.

Rozmiłowała się ma dusza
W głównych odmętach fal,
Gdy druh mój, burza, je porusza,
W nieznaną płynąc dal.
(…)
Księga ubogich, 1916

Niedługo po wprowadzeniu się na Harendę Marusia zapisała w swoim dzienniku:
“Patrzę na te ściany. Chciałabym przeniknąć tajemnicę, która jest w nich ukryta. Tajemnicę przyszłości, powodzeń czy klęsk. Widziałam w marzeniach chwilę, kiedy Harenda stanie się przytułkiem, schronieniem nie tylko naszym”.

Byli małżeństwem przez 15 lat, ale tylko trzy lata mieszkali razem na Harendzie. Był to niewatpliwie najszczęśliwszy okres w życiu poety. Tam napisał znakomite utwory. Wpatrzony w Marusię i Tatry stworzył niezapomniane liryki.

Czekałem na ciebie wczora,
Od rana czekałem do rana,
Wywiodła mnie w pole tęsknota,
Miłością twoją pijana.

Przenigdy już czekać nie będę,
Takem chciał zarzec się w gniewie,
Lecz kłamstwo jest obce mej duszy,
O fałszu nic serce me nie wie.
(…)

Kasprowicz był pieśniarzem najgłębszych wątków duszy ludzkiej. Potafił pochylić się nad każdym potrzebującym pomocy.
…Kochałem najlichsze źdźbło trawy i człeka, co się z losem zmaga, jak sam wyznał.

Modlitwo moja cicha i bez słów,
Ku gwiazdom płyniesz z mej znękanej duszy!
O swej tęsknicy złotym gwiazdom mów,
Niech je twój smętek do żalu poruszy,
Modlitwo moja cicha i bez słów.

Umarł przedwcześnie. Miał zledwie 66 lat. Gdy umierał na werandzie zakwitły nasturcje. Bardzo lubił te kwiaty, cieszył się ich widokiem. Na pożegnanie napisał wiersz:

Palcie się, kwiaty drogie,
Palcie się do syta!
I niech z was się o swe losy
Żaden już nie pyta.

Palcie się kwiaty wrzące!
Chłońcie własne ognie,
Bez troski o to, co was jutro
Zwarzy, skruszy, pognie…

Janusz Kopeć