0823-ny-protestMuzułmanie planujący budowę nowych meczetów trafiają na zmasowany opór – pisze w korespondencji z Waszyngtonu Jacek Przybylski na łamach “Rzeczpospolitej”.

Plany budowy 13-piętrowego islamskiego centrum kulturalno-religijnego na Manhattanie, zaledwie 200 metrów od miejsca zamachów z 11 września 2001 roku, budzą ogromne kontrowersje. Z tygodnia na tydzień napięcie rośnie, a do dyskusji włączają się najważniejsi politycy z całego kraju.

W niedzielę na dolnym Manhattanie znów pojawiły się setki demonstrantów. I choć wielu niosło takie same amerykańskie flagi, policja rozdzielała ich na dwie grupy. Około 500 manifestantów sprzeciwiało się planowanej budowie meczetu i żądało przeniesienia go dalej od miejsca, w którym islamscy fanatycy zabili ponad 2.700 osób.

– Powinni go postawić na Bliskim Wschodzie – przekonywał reportera AP Steve Ayling, 40-letni hydraulik z Brooklynu. Jego zdaniem osoby, które forsują teraz budowę centrum islamskiego, to tacy sami ludzie, jak ci, którzy zniszczyli bliźniacze wieże World Trade Center. „Wszystkiego, czego musiałem się nauczyć o islamie, nauczyłem się 11 września” – to jedno z haseł przeciwników meczetu.

Muzułmanin Obama?

Po drugiej stronie policyjnych barierek protestowała licząca około 200 osób grupa zwolenników centrum islamskiego i przeciwników „islamofobii” oraz „rasistowskich” i „antyamerykańskich” lęków. – Uczą dzieci w szkołach o wolności religii w Ameryce, ale nie praktykują tego, o czym sami nauczają – przekonywał dziennikarzy 39-letni lekarz Ali Akram, podkreślając, że w zamachach z 11 września zginęło też wielu muzułmanów.

W podobnym tonie wypowiedział się prezydent. – Strefa Zero jest świętym miejscem. Ale chcę jasno powiedzieć, że jako obywatel i jako prezydent wierzę, iż muzułmanie mają takie samo prawo do praktykowania religii jak wszyscy inni w tym kraju – mówił w połowie sierpnia Barack Obama. Podkreślał, że wyznawcom islamu nie można odbierać prawa do zbudowania miejsca kultu i centrum kulturalnego na prywatnym gruncie na Manhattanie. – To Ameryka i nasze zobowiązanie dotyczące wolności religii nie może zostać zachwiane – dodał i podkreślił, że ta zasada jest kluczowa dla amerykańskiej tożsamości.

Słowa Obamy wywołały burzę po prawej stronie sceny politycznej. Większość republikanów sprzeciwia się budowie meczetu. Nie chcąc narażać Partii Demokratycznej na utratę poparcia w listopadowych wyborach do Kongresu, Biały Dom szybko wyjaśnił, że prezydent wcale nie komentował tego, czy budowa meczetu przy WTC jest słuszna. Jednocześnie z sondażu Pew Research Center wynika, że coraz więcej ankietowanych jest przekonanych, iż Barack Obama jest muzułmaninem. W sierpniu sądziło tak 18 procent pytanych.

Z badania przeprowadzonego na zlecenie tygodnika „Time” wynika zaś, że 61 procent Amerykanów sprzeciwia się budowie centrum islamskiego tak blisko WTC, a tylko 26 procent popiera ten projekt. Zdaniem niemal połowy pytanych jego realizacja byłaby zbezczeszczeniem pamięci ofiar 11 września. Z tego samego sondażu wynika także, że 46 procent ankietowanych wierzy, że islam – bardziej niż jakakolwiek inna religia – może zachęcać do przemocy wobec innowierców.

Słowa nienawiści

Z protestami przeciwko planom nowych inwestycji spotykają się też muzułmanie poza Nowym Jorkiem. „Muzułmanie, wracajcie do domu!” – żądają manifestanci sprzeciwiający się powstaniu centrów islamskich w Tennessee, Wisconsin, na Florydzie i w Kalifornii. Wielu skarży się, że coraz częściej słyszą słowa nienawiści.

Daisy Khan, szefowa Amerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz Postępu Muzułmanów, porównuje wrogą reakcję niektórych Amerykanów na plany budowy meczetu na Manhattanie do antysemityzmu. – To więcej niż islamofobia. To nienawiść wobec muzułmanów, która nas bardzo niepokoi – mówiła Khan w telewizji ABC.

Jacek Przybylski z Waszyngtonu

“Rzeczpospolita”