Rozciągnęły żurawie swoje stalowe ramiona
Nad betonową łąką i asfaltową rzeką
Zamarły ptaszyska tam, gdzie trawa uśpiona
Z przepowiednią wiatru i deszczową piosenką
Wspinają się po chmurach zamkowe wieże
Oślepione wiary zniewalającym blaskiem
Zamknięte są wrota i nad sercem kołnierze
Życie dziurką od klucza ulatuje brzaskiem
Pienią się fale, niczym z furią plujące demony
Glonowiec oszalał i ostrzem pościnał włosy
Może śpiący Bóg w człowieku obudzony
Rybom zabrał morze, a z nieba pozrzucał kosy
Lód niewolniczą zmarzlinę zapisał na glebie
Banki popękały, a w stawach zamarzły torebki
Zimne dotknięcie kryzysu opanowało ziemię
Lud ogarnęło ubóstwo, aż do kościstej rzepki
Przygasa światło w pustym, zapomnianym pokoju
Skrzypiące, przegniłe drzwi wzdychają z bólem
Zniewolone ręce na niebie poszukują spokoju
Białego gołębia, który wolności pozostanie królem
PAWEŁ JAĆKIEWICZ
Kraków/Naperville
