Bracia Czesi na oszustów mówią “podwodnicy”. Chyba raczej nikt z uczestniczących w państwowej loterii południowego sąsiada Polski nie mógł się spodziewać, że zostanie “zatopiony” akurat przez Sazkę, bo tak się nazywa czeskie Lotto. Instytucja ta dokonała nie lada biznesowej sztuki – mając monopol na loterie w kraju stanęła na skraju bankructwa. Stąd zwycięzcy mogą nie otrzymać wygranych. Niebywałe, a jednak prawdziwe.
Wygrana w czeskiej loterii wcale nie oznacza pełną kieszeń zwycięzcy. Tamtejszy totalizator sportowy tonie w długach i nie ma pieniędzy na wypłaty najwyższych wygranych.
Sazka, czeski odpowiednik naszego Lotto, ma poważne problemy finansowe, a w związku z trudną sytuacją firmy jej organizacje pracownicze ogłosiły pogotowie strajkowe.
Związkowcy uzasadnili swą decyzję niepewną sytuacją przedsiębiorstwa, obawą o miejsca pracy oraz wynagrodzenia za marzec.
Od ubiegłego tygodnia totalizator nie może dysponować swym majątkiem bez zgody syndyka. Dlatego też zamierza wystąpić do ministerstwa finansów o zawieszenie działalności gospodarczej do czasu pozyskania nowych środków.
Sytuację Sazki dodatkowo komplikuje to, że w styczniu padła wyjątkowo wysoka wygrana w prowadzonej przez nią loterii liczbowej, opiewająca na ponad 100 mln koron (równowartość 16,5 mln złotych). Wciąż nie wiadomo, czy zwycięzca ją otrzyma.
Postępowanie upadłościowe przeciw Sazce wszczęto na wniosek dwóch wierzycieli, w tym jednego z najbogatszych Czechów, działającego na rynku nieruchomości Radovana Vitka. Przypuszcza się, że Vitek odkupił od banków weksle Sazki o wartości 1,5 mld czeskich koron (prawie 250 mln zł).
Sazka chciałaby, aby resort finansów dał zgodę na wstrzymanie działalności do czasu uzyskania kredytu w wysokości 2,5 mld koron (415 mln zł), pozwalającego na oddalenie postępowania upadłościowego. Sprzeciwia się temu syndyk, twierdząc, że znacząco obniży to wartość rynkową firmy.
lp meritum.us, PAP
