Wiadomo powszechnie, iż to, że kogoś pogryzł pies to żadna informacja – prawdziwy “news” jest dopiero wtedy, gdy człowiek pogryzie psa. Gdy jednak takie relacje dotyczą ludzkiego osobnika i węża to już mamy supersensację. Niebywałe wręcz, ale rzeczywiście pewien Amerykanin pogryzł – i to bardzo dotkliwie – pytona! Ciekawe czym szalony Kalifornijczyk stymulował własną odwagę, wszak trudno sobie wyobrazić, aby możliwe było dokonanie czegoś tak oryginalnego “na sucho”. Najprawdopodobniej do ataku na węża doszło podczas mocno zakrapianej imprezy, bo i autor znaczącego okaleczenia pytona raczej na pewno musiał być mocno nawalony: gorzałą albo prochami. Tak czy inaczej jest to wyczyn do Księgi Guinessa.
54-letni David Senk, mieszkaniec stolicy Kalifornii – Sacramento, został oskarżony o dotkliwe pogryzienie pytona trzymanego w domu przez jego znajomego jako maskotka i zwierzę domowe.
Według miejscowych mediów, gad doznał poważnych obrażeń (m. in. stracił kilka żeber) i musiał zostać poddany zabiegowi chirurgicznemu. Obecnie przechodzi okres rekonwalescencji.
– Czuje się coraz lepiej. Ostatniej nocy wykonaliśmy operację chirurgiczną, która prawdopodobnie uratowała mu życie – powiedziała dziennikowi “Sacramento Bee” Gina Knepp z miejscowej służby weterynaryjnej.
Senk został aresztowany przez wezwanych policjantów pod zarzutem okaleczenia zwierzęcia.
LP meritum.us, PAP
