Wracam dziś do rejsu „Husarii” z San Francisco na Brytyjskie Wyspy Dziewicze na Karaibach. W listopadowej relacji pożegnaliśmy dzielnych polonijnych żeglarzy przed Acapulco, gdzie na pokład wsiąść mieli chicagowscy i nowojorscy wodniacy, odciążając mocno już zmęczoną czwórkę, która ciągnęła w trudnych warunkach pogodowych od początku rejsu. Oto relacja Stanisława Kasiarza, doświadczonego i dobrze znanego wszystkim podróżnika, zanotowana już po jego powrocie.
„Pojechałem do Acapulco z Pawłem Darskim i czekaliśmy na łódkę trzy dni. Zwiedzaliśmy tę piękną miejscowość pełni podziwu i przerażenia, bowiem nie ma tam w ogóle turystów! Ponad 2o tysięcy federalnych policjantów patroluje ulice kurortu w odkrytych pojazdach z bronią gotową do strzału.Tak z bliska wygląda wojna państwa z mafią narkotykową, która pogrążyła Meksyk w chaosie i żałobie po śmierci kilkudziesięciu już tysięcy ofiar. Wymarłe Acapulco to okazja do zamieszkania – i to tanio – w takim pięknym hotelu na klifie jak „Las Flamingos”, gdzie jeszcze niedawno mieszkały gwiazdy Hollywood. Pierwszej nocy byliśmy jedynymi klientami ośrodka, który dysponuje pokojami z widokiem na ocean, pięknym basenem, itp. atrakcjami. Przybywa angielsko-nowojorski kwartet: kpt. Janusz Kędzierski, Roman Prejbisz, Stefan Bienias i Krzysztof Prejbisz, co – razem z nami – daje potężny zastrzyk energii zmęczonej już załodze „Husarii”. Zaczynamy kolejny odcinek rejsu na Karaiby w dziesiątkę. Wiatru niewiele, za to słońca aż za dużo. Warunki jak na regatowej łodzi: lekko nie jest.Tylko osiem koi więc z Pawłem sypiamy gdziekolwiek się zwolni miejsce. Po dziewięciu dniach z powodu braku paliwa weszliśmy do portu Papagayo w Kostaryce. Uzupełniamy wodę, robimy zakupy i pierzemy ile się tylko da. Przenosimy się do ślicznego kotwicowiska niedaleko portu Cobo i… kończymy z Pawłem udział w rejsie. Pełni nadziei na odlot do domu pojechaliśmy do stolicy Kostaryki, San Jose. Tam dowiedzieliśmy się że pierwszy samolot mamy za… dwa dni, więc nie zastanawiając się wiele wsiadamy do Ticabusa (można takim przejechać Amerykę Łacińską wszerz i wzdłuż) i za trzydzieści siedem dolarów po dwudziestu godzinach jazdy wysiadamy w Panama City. Autokar pierwszorzędny, drogi różne, natomiast spotkaliśmy bardzo dużo żądnych przygód studentów z Europy. Na granicy kostarykańsko-panamskiej spędziliśmy aż pięć godzin. Panama City – miasto piękne, nasze Lake Shore Drive się do tamtejszych promenad nadmorskich nawet nie umywa. Widać przepych i czuć rękę amerykańskich architektów, którzy miasto wybudowali jakby od nowa ale to już nie ta Panama z czasów Norriegi. Widać ząb czasu naruszający budowle i – o dziwo – wielką ilość napisów po… rosyjsku. Odwiedziliśmy port Balboa, gdzie statki wchodzą przed wejściem na słynny kanał, obserwowaliśmy śluzowanie zbiornikowca z Wenezueli, co jest widokiem trudnym do zapomnienia. Obok starego stawiany jest już nowy kanał, na budowie uwijają się tysiące… Chińczyków. Za cztery dolary przejechaliśmy (autobusowe wyprawy w tym rejonie są naprawdę tanie) na stronę atlantycką kanału. Takich slamsów jak w Colon nie widzieliśmy nigdy. Tak mieszkają tam potomkowie budowniczych Kanału Panamskiego. Smutny widok na pożegnanie naszej wyprawy, gdyż po powrocie do stolicy polecieliśmy już przez Florydę do Chicago.
Tyle Stanisław Kasiarz, który być może uczestniczył będzie w imprezie poświęconej pamięci jednego z polskich najwybitniejszych żeglarzy i podróżników w historii. Na Beef Island z okazji 100. rocznicy urodzin Władysława Wagnera, 80 lat po jego zakończonym rejsie dookoła świata i w 20. rocznicę jego śmierci na jednej z Brytyjskich Wysp Dziewiczych na Karaibach odbędzie się zlot polskich jednostek z całego świata dla uczczenia pamięci tego wybitnego Polaka. Spotykamy się 21 i 22 stycznia na tej wyspie w zatoce Trellis Bay, gdzie Wagner pomógł swego czasu tubylcom wybudować lotnisko i małe osiedle mieszkaniowe. Jest on pamiętany na Beef Island i tamtejsze władze z ochotą zgodziły się na przybycie Polaków z całego świata na uroczystość odsłonięcia pamiątkowej tablicy poświęconej Wagnerowi. Udział w spotkaniu “Wagner Sailing Rally 2012” potwierdziło już wielu polskich i zagranicznych żeglarzy.
Jednym z jachtów zmierzających na to swoiste jamboree jest właśnie „Husaria”. Jednostką dowodzi właściciel, czyli Krzysztof Kamiński, którego udało mi się namówić na rozmowę na kilka dni przed wylotem do Panamy, gdzie cumuje jednostka po przepłynięciu kanału:
– Pytasz się o najciekawsze wrażenia z rejsu na odcinku Acapulco-Panama? Niesamowity był kilkudziesięciomilowy fragment rejsu, gdzie trafiliśmy na postawione rybackie sieci i sznury, których nie mogliśmy ominąć czy przeciąć. Choć oddalały nas od kursu nic nie mogliśmy zdziałać, tak jak nie mogliśmy ominąć ogromnej płachty czarnego plastiku, którą zgubił któryś z trałowców. Ile się trzeba nanurkować by uwolnić śrubę i kil jachtu wiedzą tylko Irek Zubek i Janusz Kędzierski, dzięki którym przeżyliśmy kryzys pod znakiem największego worka na śmieci jaki sobie można wyobrazić. Zatoka Panamska pełna jest zresztą milionów plastikowych kubków i innego śmiecia, czasami wielkości sporego jachtu. Przez to, że mieliśmy chroniczny brak wiatru w związku z czym płynęliśmy głównie na silniku, zamiast planowanego jednego etapu wypadły nam postoje nie planowane. Mogliśmy się dzięki temu przekonać, że biurokracja w urzędach meksykańskich czy kostarykańskich niemal się nie różnią od siebie. Najgorsze – o dziwo – traktowanie odczuliśmy jednak w amerykańskiej marinie w Kostaryce, której zarządca chciał nas „przeczołgać” jak rekrutów. Na polską pomysłowość nie ma jednak rady i zapowiadanej trzydniowej kwarantanny nie było, tak samo zresztą polski „bajer” przyśpieszał działania latynoskich urzędniczek. Samo przejście kanału jest niesłychanym przeżyciem. Na Panamskim mieliśmy też przygodę, gdy jeden z załogantów, Stefan Bienias postanowił zdążyć na samolot. Wysadziliśmy go w trakcie przeprawy, ale ten nie znalazłszy przejścia przesadził kilkumetrowy mur. Zatrzymała go straż kanałowa (żeby było ciekawiej: międzynarodowa) i mieliśmy kontrolę sprawdzającą czy kapitan, czyli ja, nie pozbywa się niechcianego żeglarza. Po konfrontacji wszystko się wyjaśniło i Stefan zdążył na lot, tyle że już w Kanadzie okazało się, iż skok przypłacił złamaniem kości i ma nogę w gipsie! Razem z nami przeprawiała się polska łódka z San Francisco. Na pokładzie „ Niuni” sam komandor tamtejszego polonijnego klubu żeglarskiego Michał Laster tuż przed rozpoczęciem przeprawy zameldował awarię silnika! Szybka konsultacja z naszymi fachowcami pozwoliła na usunięcie usterki, ale emocje sięgnęły zenitu.
Święta Bożego Narodzenia załoga „Husarii” spędziła w domach rodzinnych. Powrót na jacht planowany jest w ten weekend, czasu na dotarcie na Beef Island jest więc niewiele. Pamiątkowa płyta ufundowana przez kpt. Janusza Kędzierskiego przybędzie na wyspę na pokładzie „Husarii”. W stronę wyspy zmierza w tej chwili kilkanaście polonijnych jachtów z wielu zakątków świata. Będzie na uroczystości obecny Tomek Lewandowski, który nie tak dawno opłynął kulę ziemską żeglując tylko ze swoim… psem. Na odsłonięcie tablicy przypłynie „Fryderyk Chopin” z kilkudziesięcioosobową załogą VIP-ów. Tyle samo liczyć będzie delegacja lokalnych polityków, dygnitarzy i biznesmenów, wśród nich znaleźć się ma sam miliarder i podróżnik, właściciel m.in. linii lotniczych Virgin Richard Branson. Dla chętnych do przylotu: szukajcie nas na wysepce Bellamy Cay (od nazwiska pirata, który buszował w tym rejonie) w zatoce Trellis Bay na Beef Island.
Organizatorami imprezy są: Jerzy Knabe z Londynu, Zbigniew Turkiewicz z Hamilton w Kanadzie oraz chicagowianie Krzysztof Kamiński i kpt. Andrzej Piotrowski – pomysłodawca całej akcji odkrywania Władysława Wagnera dla współczesnych. Do zobaczenia na Karaibach!
Sławek Sobczak
Zapraszamy też do internetu, gdzie dzięki kolegom z Webski Design na stronie www.yachthusaria.com m
meritum.us
