Pierwszy od ćwierćwiecza strajk chicagowskich nauczycieli po siedmiu dniach protestu został zakończony. Wtorkowe negocjacje między władzami miasta, departamentem oświaty i nauczycielskim związkiem zawodowym zakończyły się osiągnięciem porozumienia. Nauczyciele jutro wrócą do szkół wznawiając zawieszone tydzień temu zajęcia dydaktyczne.
W jak dużym stopniu żądania związkowej reprezentacji 26-tysięcznej nauczycielskiej kadry z “Wietrznego Miasta” zostaną ostatecznie spełnione pokaże dopiero przyszłość. Jednakowoż wiadomo już dziś na pewno, że burmistrz Chicago Rahm Emanuel tak nie godził się jak i nie zaakceptuje w przyszłości wysokości żądanych przez nauczycielski związek zawodowy podwyżek płac. Włodarz naszego miasta ma w tej delikatnej finansowej kwestii notabene ciche poparcie społeczne. Teoretycznie pieniądze nie stanowiły głównego problemu sporu, ale gdy dochodziło do negocjacji to kwestie logistyczne – z organizacją pracy szkół i naprawą infrastruktury całej oświaty na czele – jakoś schodziły na dalszy plan. Troska o uczniów okazywała się klasyczną zmyłką, wszak raz za razem wychodziło na jaw, że meritum protestu stanowią nieustannie apanaże. A to już większości chicagowian przestawało się podobać, bo jak na dłoni było widać, iż brać nauczycielska jest wręcz nienasycona w swej chciwości. Kiedy średnia rocznych zarobków chicagowskich nauczycieli wynosi 76.000 dolarów (nawiasem mówiąc jest to dużo więcej niż ich kolegów z branży w większości stanów USA) i powiat proponował im 16-procentową podwyżkę uposażeń, ale rozłożoną na cztery lata, a oni i tak mówili stanowcze NIE – no to się ludziom w kieszeniach nóż sam otwierał. Mało, że większe płace dla pań i panów nauczycieli oznaczają w praktyce większe obciążenia podatkowe zwykłych śmiertelników to jeszcze w rodziców uczniów uderzyły dodatkowe koszty związane z zapewnieniem opieki swoim dzieciom w czasie nieplanowanych, dodatkowych wakacji.
Na szczęście w środę 350 tysięcy uczniów zasiądzie ponownie w szkolnych ławach, co będzie stanowić wielką ulgę dla wszystkich. Od samych dzieci i ich rodziców począwszy, poprzez polityków i zwykłych podatników, a skończywszy na samych nauczycielach. Czy jednak oznajmianie przez tych ostatnich zwycięstwa z radosnym śpiewaniem i wznoszeniem okrzyków “Solidarność na zawsze” nie jest aby przedwczesne? Ostateczne porozumienia dopiero zostaną podpisane i jaki przybiorą kształt pokaże życie. Chociaż bardziej niż życie: prawnicy obu stron konfliktu. Chodzi przede wszystkim o szczegóły, w których to – jak wiadomo od zawsze – tkwi diabeł.
Przewodnicząca związku zawodowego chicagowskich nauczycieli Karen Lewis ogłosiła publicznie pełny triumf protestujących i sukces strajku. Ciekawe jednak, co będzie miała do powiedzenia osobom, których interesy dziś reprezentuje, gdy dojdzie do zamykania konkretnych szkół i nastąpi fala zwolnień wśród nauczycieli?
Leszek Pieśniakiewicz
meritum.us
