Dramat, który się w kwietniu rozegrał podczas maratonu w Bostonie nigdy nie będzie miał swojego finału. Zginęli ludzie, wiele osób zostało kalekami. Dla wielu uczestników jednak ważne było dokończenie biegu, to jakby finisz traumatycznego przeżycia, które i tak zostanie w ich głowach na lata. Organizatorzy corocznej, najważniejszej w amerykańskich sportach motorowych imprezy, Indy 500 zaprosili biegaczy, którzy nie osiągnęli linii mety w Bostonie do Indianapolis, by przebiegli część toru i minęli słynny Yard of Bricks, metr oryginalnej starej nawierzchni, stanowiącej na Indianapolis Motor Speedway linię startu i mety. W czasie święta amerykańskiego Dnia Pamięci nabrało to szczególnego znaczenia.
Do biegu stanęło 35 zawodników, w tym dziewięcioro z okolic Chicago. Tuż przed rozpoczęciem słynnego wyścigu bolidów przebiegli oni pół kilometra, większość trzymała w rękach amerykańską flagę. Dzień wcześniej ok. 3.000 uczestników kwietniowego biegu w Bostonie upamiętniło ofiary terrorystycznego ataku biegnąc i przekraczając linię mety przy Boylston Street. Oni również nie ukończyli biegu przerwanego w tak brutalny sposób i teraz otrzymali drugą, a nawet trzecią szansę na minięcie linii mety, bo wszyscy dostali zaproszenie do uczestnictwa w zawodach także za rok.
W Bostonie i Indianapolis było bardzo uroczyście i wzruszająco. Szef Indianapolis Motor Speedway Doug Boles przed biegiem powiedział do zebranych na obiekcie ćwierć miliona osób: – Tragedia sprzed miesiąca wciąż w nas wszystkich rezonuje, chcemy dziś dać biegaczom szansę na symboliczne ukończenie biegu przed tysiącami kibiców, którzy docenią ich wytrwałość i determinację.
97. edycję Indy 500 wygrał Brazylijczyk Tony Kanaan, drugi był – debiutant w tym wyścigu – Kolumbijczyk Carlos Munoz, a trzecie miejsce zajął Amerykanin Ryan Hunter-Reay. Broniący tytułu Dario Franchitti rozbił się na dwa okrążenia przed końcem wyścigu. Na czwartym miejscu uplasował się wnuk słynnego Mario Andrettiego, mistrza świata F1, Marco. Czołowa czwórka miała w swoich bolidach silniki Chevroleta.
Triumfator jak zwykle po wygraniu imprezy oblał się… mlekiem. Zapłakany Brazylijczyk krzyczał do kamer: – Wreszcie!!! Udało się!!! To było jego dwunaste podejście do wygranej w Indiana! Od dziewięciu laty jeździł tu ze zdjęciem chorej na raka dziewczynki, która dając mu fotografię wywróżyła zwycięstwo na owalnym torze w Indianapolis. Marzenie się spełniło i to podwójnie, wszak 24-letnia dziś kobieta jest zupełnie zdrowa. Na mecie uściskali się oboje niezmiernie szczęśliwi.
Sam wyścig był zaiste pasjonujący, było wiele tak lubianych przez widzów kraks, aż 14 liderów zamieniało się miejscami na czele 68 razy, a Kanaan jechał z rekordową średnią prędkością 187,433 mil/h.
W Chicago aż takich emocji nie było, za to długi weekend wykorzystali miłośnicy dwóch kółek. Tysiące rowerzystów uczestniczyło wczoraj w dorocznym Bike the Drive, przejeżdżając 30-milowy odcinek Lake Shore Drive od Bryn Mawr Avenue do 57 Ulicy. W Parku Granta odbył się potem festiwal, na który ściągnęła masa rowerzystów, ich rodzin i zwykłych mieszkańców miasta plus turyści. Szkoda, że tegoroczne Święto Pamięci Narodowej było tak mokre i zimne. Za to od jutra – powrót do normalnych temperatur i wilgoci w powietrzu!
Sławek Sobczak
meritum.us
