Agnieszka Radwańska pojawiła się w nagiej sesji magazynu ESPN Body Issue, który ukaże się pojutrze.

Polska tenisistka pozuje nago nad basenem wypełnionym tenisowymi piłkami i widać, iż sesję zrobiono kilka miesięcy temu bo ma jeszcze ciemne włosy, gdy dziś jest jasną blondynką. Na drugim zdjęciu Agnieszka Radwańska leży golusieńka na pływającym w basenie materacu, a wokół jest pełno tenisowych piłek. Zdjęcia są autorstwa Alana Clarke’a, Anglika, który jest uznaną sławą w sztuce  fotografii komercyjnej i artystycznej, ale przyznam się, że klatki z portretami Radwańskiej i Johna Isnera, które popełnił w tej edycji magazynu ESPN specjalnie mnie innowacyjnym podejściem do tematu nie powaliły. Radwańska na zdjęciach wygląda bardzo dobrze, lecz spośród zdjęć pozostałych 20 sportowców wybrać można bardziej inspirujące. Wywiad przeprowadzony z Agnieszką Radwańską jest za to ciekawy bo nie jest to spowiedź celebrytki, a skupia się – jak cała akcja ESPN – na promocji sportowego trybu życia. Zresztą przekonajcie się Państwo sami:

– Co lubisz w swoim ciele najbardziej?

Jestem szczęściarą gdyż mogę pozostać szczupła bez ćwiczeń na siłowni. Gram niemal codziennie w tenisa, prowadzę bardzo aktywny styl życia bez konieczności spędzania wielu godzin na siłowni.

– Jeżeli miałabyś możliwość zmiany czegoś w swoim ciele, co by to było?

Moje ramię , mój bark często ulega kontuzji. Prawdopodobnie taki bioniczny bark dla tenisisty byłby fantastycznym pomysłem.

– A Twoje ulubione treningowe zajęcie?

Bieganie wzdłuż Wisły, rzeki w rodzinnym Krakowie razem z siostrą Urszulą. To nużący trening, ale z Ulą nie sprawia tyle cierpienia, kiedy jestem zmęczona uświadamiam sobie, że siostra jest obok mnie i raźniej ruszam do biegu. Nie pamiętam naszych walk z siostrą z naszych dziecięcych czasów, natomiast traumatyczne przeżycie miałyśmy kilka lat temu gdy przyszło nam grać przeciwko sobie w kilku turniejach. Ula to ostatnia osoba, z którą chcę się mierzyć na korcie i mam nadzieję, że siostra czuje to samo.

– Które ćwiczenie jest dla Ciebie najważniejsze?

Brzuszki, zdecydowanie. Robię ich w pojedynczej sesji ok. 300 i mam mięśnie brzucha jak skała. Kiedy wykonuję te sit-ups myślę ciągle, że to już ostatnie, lub że wreszcie będę mogła zjeść więcej czekolady.

– Jakie jest największe wyzwanie dla Twojego organizmu?

Granie wielu meczów pod rząd. Taka sytuacja miała miejsce ostatnio, gdy wygrałam dwa turnieje i doszłam do ćwierćfinału Australian Open. Myślę, że w ciągu trzech tygodni zagrałam czternaście spotkań, to było absolutne szaleństwo. Taka seria może naprawdę odcisnąć swoje piętno. Podczas turniejów jem dużo węglowodanów i warzyw co ma wzmocnić mój system immunologiczny gdy jestem wyczerpana. Po turnieju biorę rozbrat z tenisem na przynajmniej jeden dzień. Masaże, zakupy, oglądanie filmów i telewizji. Nie można być nie do zdarcia, jak Jack Bauer w serialu „24 godziny”.

– Zaczęłaś uprawiać tenis we wczesnym wieku. Jakie były nietypowe techniki stosowane przez Twojego ojca-trenera?

W związku z tym, że startując z siostrą byłyśmy malutkie i nie sięgałyśmy połowy siatki ojciec zaczął trening od uderzania rakietą w balony. Zdecydowanie łatwiej było trafić, poza tym tata zachęcał nas do uprawiania wielu dyscyplin, które miały na celu poprawienie ogólnej sprawności, koordynacji, równowagi itp. Grałam w siatkówkę, piłkę nożną, pływałam i jeździłam na nartach. Zwłaszcza te ostatnie pokochałam, ale nie mogę narciarstwa uprawiać gdy gram, bo to zbyt niebezpieczne.

– Co w grze przeważa, psychika czy przygotowanie fizyczne?

Mentalna strona stanowi sporą część sukcesu w tenisie. Zobacz jak dzisiaj przygotowane są fizycznie dziewczęta. Nie jest tajemnicą, że jestem od nich dużo słabsza, zwłaszcza od tych z czołówki rankingu WTA, ale staram się kreatywnością w grze nadrobić tę różnicę. Tego nie da się wytrenować czy nauczyć. Gdy gram z silniejszą przeciwniczką wykorzystuję jej siłę, korzystam z jej tempa bardziej niż generuję własne. Gdy serwuje Serena wystarczy tylko mocno trzymać rakietę, trzymam tak mocno jak mogę by nie odlecieć!

– Czym nas możesz jeszcze zaskoczyć?

Chyba swoimi nawykami żywieniowymi. Niemal wszyscy tenisiści spożywają posiłek na co najmniej dwie godziny przed meczem lub treningiem. Ja mogę zjeść pełen obiad i od razu iść na kort. Jeśli tego nie zrobię, umieram podczas meczu z głodu. To nawyk z czasów, gdy ojciec zabierał mnie prosto ze szkoły na zajęcia. Nie było czasu na obiad więc spożywałam posiłek w samochodzie.

– Czułaś samoświadomość swojego ciała?

Zawsze byłam mniejsza od rówieśników. Dodatkowo w  Polsce grałam turnieje ze starszymi rocznikami więc byłam gabarytowo dużo mniejsza. Żartowano, że gdy powieje silny wiatr to mnie zdmuchnie z kortu. Ale to nigdy nie było żadnym problemem, starsze dzieciaki nigdy mi specjalnie nie dokuczały. Nauczona byłam skupiania się na swojej grze a nie na oglądaniu się na przeciwnika. A poza tym z roku na rok staję się przecież fizycznie silniejsza. Moja gra wyróżnia się instynktem i improwizacją. To przyszło naturalnie, tego nie trzeba u mnie trenować. Myślę, że to efekt treningu z balonami. Późniejsze treningi już z prawdziwymi piłkami też były prowadzone by je poczuć. Grałyśmy z siostrą na małe pola ze szczególnym ukierunkowaniem nas na finezję i precyzję uderzeń, a nie na ich siłę.

– Najgorsze doświadczenia jakie przeszedł Twój organizm?

Dwie operacje, na stopie i na dłoni – to był prawdziwy koszmar. Ale nie umywają się do oparzenia słonecznego jakie miałam po zbyt długim leżeniu na plaży! Operacje przeprowadzali fenomenalni chirurdzy, a najgorsza była rehabilitacja gdy czułam się bezużyteczna, sfrustrowana i odsunięta od tenisa. Na szczęście dzięki moim lekarzom i fizykoterapeutom nie opuściłam żadnego  wielkiego turnieju. Zawsze stawiali mnie na nogi choć czasu było niewiele.

– Masz jakiś ulubiony przysmak z gatunku junk food?

Nic nie pobije dobrego polskiego jedzenia. Ale nie pogardzę cheeseburgerem McDonald’sa czy produktem z Cheesecake Factory. Z dumą mogę oświadczyć, że próbowałam w tych miejscach wszystkich potraw!

Opracował: S. Sobczak

meritum.us