Piątkowy program telewizyjny Ellen DeGeneres zakończył się spotkaniem z Sarah Hoidahl, kelnerką jednej z restauracji w Concord w New Hampshire. 22-latka została zaproszona do studia gdy głośny w internecie stał się jej samarytański uczynek.
Podając kartę dwóm umundurowanym kobietom z oddziałów Gwardii Narodowej usłyszała, iż te zastanawiają się nad wyborem dań, nie dysponując dużą sumą pieniędzy, gdyż nie dostały przez rządowy shutdown wypłaty. Sarah, mieszkająca u matki i samotnie wychowująca 15-miesięcznego Ashtona, doskonale wie co to kłopoty dnia codziennego i zamiast rachunku zostawiła kobietom notkę: „Jakkolwiek przez rządowe działania osoby chroniące nasz kraj nie dostają wynagrodzenia, ja jeszcze zarabiam. Lunch biorę na siebie w podzięce za waszą służbę. Życzę miłego dnia!”.
Rachunek opiewał na $27,75 i Hoidahl wróciła do domu z 8 dolarami co nie pokryło nawet wydatków na paliwo. Obdarowane posiłkiem żołnierki opublikowały liścik kelnerki na Facebooku i DeGeneres zaintrygowana dobrocią Sarah zaprosiła ją do swojego programu. Po wysłuchaniu opowieści młodej mamy, Ellen najpierw oddała jej $27.75 w gotówce by dorzucić jeszcze 50-calowy telewizor, gdyż odbiornik w domu Hoidahl jest zepsuty. Gdy uradowana Sarah płakała ze szczęścia, gospodyni programu wezwała asystenta z ogromną książeczką czekową. Po podpisaniu czeku na $10 tys. przeszczęśliwa kelnerka, postawna ładna blondynka wpadła w ramiona jednej z najsłynniejszych lesbijek świata. Tym samym prorocze okazały się słowa Jodi Picoult, jednej z bohaterek książki „Czarownice z Salem”: „Każdy uczynek wraca do człowieka po trzykroć – zarówno ten dobry… jak i zły.”Tym razem dobro jeszcze raz zwyciężyło!
Sławek Sobczak
meritum.us
