Obama popełnił błąd, porzucając pomysł 
budowy elementów tarczy antyrakietowej w Polsce 
i Czechach. Zrobił to w imię romantycznej idei resetu 
z Rosją. I co się stało? 
Rosja stała się potężniejsza 
– twierdzi były burmistrz Nowego Jorku Rudolph „Rudy” Giuliani w rozmowie 
z Jędrzejem Bieleckim.

Stany Zjednoczone zgodziły się właśnie na stopniowe zniesienie sankcji wobec Iranu, mimo że Teheran nie zobowiązał się ani do likwidacji infrastruktury atomowej, ani do wstrzymania wzbogacania uranu. Czy Barack Obama nie jest przypadkiem naiwny?

Tak jak John McCain, jestem sceptyczny wobec tego porozumienia. Patrzę na to, co podpisano, i nie widzę niczego, co mogłoby przerwać proces przekształcenia Iranu w mocarstwo atomowe. Nawet przy najlepszej woli można jedynie założyć, że zamiast za miesiąc, Iran będzie miał broń jądrową za dwa miesiące. A do tego otrzyma 7 miliardów dolarów w postaci poluzowania sankcji. To zresztą wersja oficjalna, bo podejrzewam, że tych 7 miliardów ostatecznie stanie się 20 miliardami.

Porozumienie w ogromnym stopniu zostało więc podporządkowane interesom irańskim, a nie amerykańskim – i szerzej zachodnim. Nie sądzę też, aby to było dobre posunięcie taktyczne. Na tym etapie należało zaostrzyć sankcje, wywrzeć presję na Irańczyków i zmusić ich do zdemontowania infrastruktury jądrowej. I dopiero potem złagodzić sankcje. Bo przecież natychmiast, gdy tylko zostaną one zniesione, Irańczycy znowu zaczną robić to co wcześniej, czyli oszukiwać inspektorów.

Izrael i Arabia Saudyjska już oznajmiły, że nie czują się tym porozumieniem związane.

Mamy dwóch kluczowych sojuszników w tej części świata: Izrael i Arabię Saudyjską. Obaj krytykują to porozumienie. I w dodatku mają rację. To jest dla mnie bardzo niepokojące.

Stany Zjednoczone zdają się tracić jeszcze jednego kluczowego sojusznika na Bliskim Wschodzie: Egipt. Kair szuka teraz alternatywnego sojuszu z Moskwą.

Powinniśmy byli wykazać się znacznie większą lojalnością wobec Hosniego Mubaraka. On był naszym sojusznikiem przez długi czas. To prawda, popełnił wiele błędów. Ale ci, którzy przyszli po nim, zrobili o wiele gorsze rzeczy. Mubarak utrzymywał zresztą dobre stosunki nie tylko z nami, ale także z Izraelem i Arabią Saudyjską. Było wiele obszarów, w których współpracowaliśmy z Egiptem. Z układu, który miał swoje wady, przeszliśmy do czegoś znacznie gorszego. Tak jak byśmy się niczego nie nauczyli po tym, co się stało po obaleniu szacha w Iranie.

Barack Obama najmocniej jest krytykowany za strategię wobec Syrii. Czerwone linie, które ogłosił w sprawie użycia broni chemicznej, okazały się bez znaczenia.

Od bardzo dawna zajmuję się polityką, widziałem wielu prezydentów i pamiętam, jak Ameryka znalazła się w podobnej sytuacji, gdy w Białym Domu był Jimmy Carter, a Stany Zjednoczone pozwoliły Związkowi Radzieckiemu na zajęcie Afganistanu. Ale potem przyszedł Ronald Reagan i rozwiązał ten problem. Jestem przekonany, że teraz będzie podobnie. Na początku swojej prezydentury Obama zrobił zresztą jeszcze poważniejszy błąd, porzucając pomysł budowy elementów tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach. Zrobił to w imię romantycznej idei resetu z Rosją. I co się stało? Rosja stała się potężniejsza. Nie powinniśmy byli porzucać obrony rakietowej za nic. To był ogromny błąd nie tylko ze strony prezydenta Obamy, ale także ówczesnej sekretarz stanu Hillary Clinton, która była w to mocno zaangażowana.

Kilka dni temu Ukraina podjęła decyzję o wyborze integracji z Rosją, a nie Unią. Władimir Putin odzyskuje utracony grunt?

Zastanawiam się, czy Ukraina poszłaby w tym kierunku, gdybyśmy pięć lat temu nie wykazali się słabością w Polsce i Czechach. Rzeczywistość jest taka, że ludzie mają szacunek do siły, a nie słabości. Porzucenie takiej karty, jak obrona rakietowa w krajach, o które Ronald Reagan walczył z wielką determinacją, w zamian za mętną obietnicę resetu pokazuje wielką naiwność Obamy.

Czy w ogóle można było wyrwać Ukrainę z objęć Kremla?

Należało uruchomić nowy plan Marshalla. I to nie tylko dla Ukrainy, ale dla całej Europy Wschodniej. To by była alternatywa dla rosyjskiej dominacji. Trzeba też było pokazać Ukrainie, jakie korzyści może uzyskać z importu gazu ziemnego ze Stanów Zjednoczonych. Niestety, obecna administracja w Waszyngtonie nie wspiera eksportu gazu na wielką skalę. Gdybyśmy to robili, zdolność Rosji do wymuszenia ustępstw na innych krajach zostałaby ograniczona. Niektórzy nie mogą w to uwierzyć, ale my w Ameryce mamy dziś tyle gazu, że część musimy wypalać na darmo!

(…)

Jędrzej Bielecki

Rzeczpospolita

aby przeczytać całość kliknij tutaj