Icek z żoną Salcią w piękne niedzielne popołudnie wybrali się na piknik za miasto. Jest upał, więc siadają w cieniu rozłożystego drzewa. Nagle Salci zrywa się z krzykiem:
– Icek, ratuj!
– Co się stało?
– Mrówki mnie jedzą!
A Icek patrzy na swoją brzydką małżonkę i mówi wzdychając:
– Aj, aj, aj! Do czegóż to głód może doprowadzić!

***

Do biura FBI dzwoni pewien Żyd z okolic Chicago:
– Mój sąsiad David Goldsmith trzyma narkotyki w szopie na drewno.
Wieczorem ten sam facet dzwoni do Goldsmitha:
– Było u ciebie FBI?
– Było.
– Porąbali ci drewno?
– Tak.
– Dobra, jutro ty na mnie donosisz. Ktoś mi musi przekopać ogródek.

***

Ksiądz i rabin lecą razem samolotem. Ksiądz wyciąga kanapki z szynką, częstuje również rabina. Rabin odmawia:
– Nam religia zabrania jeść wieprzowiny.
– A szkoda. To takie dobre!
Podróż dobiega końca. Rabin żegna księdza:
– Proszę pozdrowić małżonkę!
– Nas, księży, obowiązuje celibat. Nie mam żony.
– A szkoda. To takie dobre!

***

Jaki jest największy żydowski dylemat?
Darmowa szynka.

***

Rachela zgłasza się do rabina z prośbą o rozwód.
– Bój się pani Boga!!! – powiada rabin – Przecież ma pani takiego porządnego męża! Czy ma pani coś mu do zarzucenia?!
– Rebe, ja podejrzewam mojego męża, że to ostatnie dziecko, które mamy, że to nie jest jego.

***

Przed wojną, w miasteczku gdzieś między Krakowem a Tarnowem małego Icka wywalili ze szkoły – żydowskiej oczywiście – za brak postępów w nauce i nieposłuszeństwo. Przenieśli do go innej szkoły – też żydowskiej. Po kilku miesiącach i z tej wyleciał z tych samych powodów. Do kolejnej – to samo. Po jakimś czasie w miasteczku nie zostało ani jednej żydowskiej szkoły, w której by już Icka nie znali, został więc umieszczony w katolickiej. Po miesiącu dyrektor szkoły wzywa tatę Icka i oznajmia mu, jakim wspaniałym chłopcem jest jego syn: grzecznym, bystrym i w ogóle najlepszym uczniem w szkole.
Ojciec po powrocie do domu wzywa Icka: – Icek, co się z tobą stało? Mówią mi, że jesteś najlepszym uczniem, nie chuliganisz, świetnie się uczysz. Co oni w tej katolickiej szkole z tobą zrobili?
– Wiesz tate – mówi Icek – pierwszego dnia taki pan w czarnym ubraniu zaprowadził mnie do ciemnego pokoju, w którym wisiał jakiś pan przybity do krzyża i powiedział: “Icek, to jest Jezus Chrystus. On też był Żydem”. No i wtedy zrozumiałem, że to już nie przelewki!

***

Icek spotyka Mojsia:
– Gdzie pracujesz?
– Nigdzie.
– A co robisz?
– Nic.
– Jak Boga kocham, fajne zajęcie.
– Tak, tylko, że ogromna konkurencja.

***

– Mosze, pożycz ty mi 50 dolarów – prosi Polak kolegę Żyda.
– Ja się ciebie nie pytam Kaziu, na co ty chcesz pożyczyć te 50 dolary. Ja się ciebie nawet nie pytam Kaziu, czemu ode mnie ty chcesz pożyczyć te 50 dolary. Ja się też nawet nie pytam Kaziu, kiedy ty mnie oddasz te 50 dolary. Za to ja się ciebie Kaziu tylko pytam: na jaki procent?

***

Jeszcze gdzieś w połowie poprzedniego wieku rosyjski Żyd odwiedził swoją rodzinę w Izraelu. Przed powrotem do Związku Radzieckiego umówił się z nimi, że listy pisane przez niego niebieskim atramentem będą oznaczały, że wszystko w porządku, a te pisane zielonym oznaczać będą, że ma problemy lecz boi się o nich pisać.
Pierwszy list przychodzi do Izraela już po paru tygodniach i jest napisany niebieskim atramentem. Pierwsze zdanie brzmi:
“Żyje się tu mnie i mojej rodzinie wspaniale, niczego nam nie brakuje i wszystko można kupić. No może za wyjątkiem zielonego atramentu”.

***

Rubinowicz udaje się po poradę do znanego specjalisty. Po konsultacji wręcza lekarzowi pięćdziesiąt dolarów.
– Przepraszam pana, ale należy się więcej.
– Och, mój Boże, nie wiedziałem i mam przy sobie tylko pięćdziesiąt dolarów.
– Dobrze, ale na przyszłość niech pan pamięta, że wizyta u mnie kosztuje sto dolarów.
– 100? A mnie mówiono, że 70?

***

Przychodzi Polak do spowiedzi:
– Proszę księdza, oszukałem kogoś, oszukałem znajomego Żyda, czy to wielki grzech?
– Skądże synu, to nie grzech, to cud! – odpowiada ksiądz.

***

Na chicagowskiej plaży leżą sobie Szafranowicz z panią Goldbergową. Rozanielony mocno Szafranowicz szepcze do uszka Goldbergowej jednoznaczne propozycje, czyli usilnie namawia ją by mu uległa.
– O tych sprawach to może porozmawiamy w innych okolicznościach, a na tę chwilę – rzecze pani Goldbergowa – niech się pan, panie Szafranowicz, szybko uda do wody, bo wszyscy wkoło widzą co pan do mnie mówi…

***

Dzwoni Żyd do swojego przyjaciela:
– Icek, ile to jest 2 x 2?
Icek zamyślił się i pyta:
– To zależy: kupujesz czy sprzedajesz?

***

– Ile jest 3 x 3? – pyta Żyd syna.
– Dwanaście! – odpowiada syn.
– Nieprawda, dziewięć!
– Oj, tate, wiem. Chciałem się tylko potargować…

***

Żyd Rubinowicz idzie do lekarza. Lekarz po badaniu kontrolnym stwierdza:
– Mam złą wiadomość dla pana. Ma pan przed sobą tylko 3 miesiące życia.
Rubinowicz siedzi przez chwilę w osłupieniu, w końcu mówi:
– Ale wie pan, panie doktorze, ja też mam kiepską wiadomość dla pana. Nie stać mnie, żeby w najbliższym czasie zapłacić panu rachunek.
– Dobrze – odpowiada doktor – w takim razie dam panu rok życia.

***

– Mosze, a skąd ty masz taki ładny zegarek? – pyta Icek przyjaciela.
– Podoba się, co? Tate mi sprzedał jak umierał.

***

– Mosze, nie rób z siebie durnia! Wszędzie chodzisz, wychwalasz wdzięki i zalety twojej Esterki. A ty nie wiesz, że ona ma czterech kochanków?
– I co z tego? Wolę mieć dwadzieścia procent w atrakcyjnym towarze, niż sto procent badziewia.

***

Do Goldberga czytającego na ulicy “Der Sturmer” podchodzi Rubinowicz i mówi z niesmakiem:
– Icek! Dziwię się, że czytasz tę szmatę!?!
Na co Goldberg:
– Bo jak czytam nasze czasopisma, to tylko: tu pogrom, tam antysemityzm, tu zbezcześcili synagogę. A jak czytam to – to od razu: Żydzi opanowali banki! Żydzi rządzą na rynku budowlanym! Żydzi rządzą światem! Aż przyjemnie się to czyta!

***

Babcia Żydówka pilnuje na plaży swojego wnuka. Nagle o brzeg uderza wielka fala i zabiera wnuczka ze sobą. Babcia w rozpaczy zaczyna wzywać na pomoc Boga i modli się błagalnie:
Boże miłosierny! Oddaj mi wnuka! Spraw, żeby morze wyrzuciło go całego i zdrowego! Ty jesteś dobry i wspaniałomyślny, spraw, żeby dziecko się uratowało!
Za chwilę o brzeg uderza kolejna większa fala i wyrzuca dzieciaka na piasek. Babcia patrzy, dzieciak żywy i cały, oddycha i patrzy przytomnie. Babcia patrzy z wyrzutem i oburzeniem w niebo, i pokazuje oskarżycielsko na leżącego chłopczyka:
– Ale on miał na głowie czapeczkę!

***

– Rebe, czy Żyd może się ogolić?
– Nie, synu. Talmud mówi, że nie wolno dotykać skóry ludzkiej ostrzem.
– To czemu ty Rebe jesteś ogolony?
– Widzisz, synu, ja się o to nikogo nie pytałem.

***

Goldberg jest umierający. Mówi do żony:
– Salcia, proszę cię, ubierz ślubną suknię, ty tak pięknie w niej wyglądałaś. Umaluj się i uczesz, zrób się na bóstwo.
– No dobrze, kochany mężu, ale po co?
– Niedługo przyjdzie po mnie śmierć, może ty jej się bardziej spodobasz?

***

Konduktor do pasażera w jarmułce:
– Kupił pan bilet na pociąg osobowy, a jedzie pan ekspresem. Musi pan dopłacić różnicę.
– Co znaczy musi, kto musi? Dla mnie ten pociąg może sobie jechać wolniej. Ja mam czas.

***

Chicago w 2008 roku. Icek zadaje ojcu pytanie:
Tate, co to znaczy “prosperity”, a co znaczy “kryzys”?
– Jak by ci to, synku, wytłumaczyć? – zastanawia się rodzic i mówi po chwili – Prosperity to szampan, elegancka limuzyna i piękne kobiety, a kryzys to lemoniada, autobus i twoja matka.

***

Rozmawia dwóch Żydów:
– Ty, wiesz co, Mosze? Ten koń, co ty mnie go wczoraj sprzedałeś, to on wziął mnie i zdechł!!!
Na to ten drugi:
– Ty wiesz co, Icek, on mi nigdy tego nie robił…

***

Chicagowski bankier, Goldenbraun pragnąc wydać za mąż swoją nie pierwszej już młodości córkę, mówi do niej:
– Salci, kiedy dziś wieczorem przyjdzie Icek, usiądź przy sejfie z pieniędzmi. Na jego tle wyglądasz o wiele młodziej.

***

Rotshild i Szafranowicz wybrali się w interesach za ocean. W pewnej chwili statek zaczął tonąć. Rotshild wpadł w straszliwą rozpacz, na co Szafranowicz wrzasnął:
– Panie Rotshild!!! Co się z panem dzieje?!! Przecież to nie pana statek, żeby tak rozpaczać!!!

***

Chicagowski Żyd chwali się koledze:
– Mosze! Ubezpieczyłem sklep od pożaru, kradzieży i gradobicia!
– Aj waj! A gradobicie to jak zrobisz?!

***

Siedzi Żydówka na ławce w parku, a w piaskownicy bawią się jej mali synkowie. Dosiada się druga pani i mówi:
– Jakie ładne dzieci, ile mają latek?
A mama na to:
– Prawnik ma trzy latka, a bankier dwa.

***

Dawno temu, po krakowskim Kazimierzu idzie ulicą Rubinowicz szukając zakładu zegarmistrzowskiego. Nagle patrzy: sporej wielkości budynek z wywieszonym ogromnym zegarem w witrynie. Wchodzi, podchodzi do faceta stojącego za ladą i mówi:
– Dzień dobry.
– Dzień dobry.
– Chciałbym zreperować zegarek.
– A co mnie to obchodzi?
– To nie jest zakład zegarmistrzowski?
– Nie. To jest burdel.
– To czemu pan wywiesił zegar w witrynie?
– A co miałem wywiesić?

***

Też w Krakowie, tyle że już w Polsce komunistycznej, przychodzi Żyd do Urzędu Stanu Cywilnego i mówi, że chce zmienić nazwisko.
– Na jakie?
– Chciałbym się nazywać Kowalski.
– A jak się pan teraz nazywa?
– Malinowski.
– Panie, po co to panu, dlaczego chce pan to zmienić?!
– Widzi pan, bo jak się mnie wtedy zapytają o poprzednie nazwisko, to chcę powiedzieć: “Malinowski”!

***

– Dzień dobry, panie Kon.
– Nie nazywam się już Kon, ale inżynier Kowalski!
– Kowalski, to rozumiem, ale skąd inżynier?
– Bo Kowalski to nazwisko, a inżynier to pseudonim!

***

Icek sprzedaje lody. Na wózku z lodami widnieje napis: “Żydom lodów się nie sprzedaje”. Podchodzi do niego rabin i zgorszony pyta:
– Icek, co ty, antysemita jesteś?
– Rabbi, a ty próbowałeś tych lodów?

***

Rzecz dzieje się w Rosji. Rabbi w synagodze pyta:
– Czy ktoś wie dlaczego ci Rosjanie tak nas nie lubią?
Icek Abramowicz domyślnie:
– Może dlatego, że nie pijemy z nimi wódki?
– Niewykluczone – mówi rabbi.
– Niech każdy z was przyniesie jutro pół litra wódki, poćwiczymy między sobą jak się powinno pić po rusku, żeby nas Rosjanie polubili.
Icek wychodzi z domu z flaszką wódy, a Salcia pyta:
– Gdzie niesiesz tę wódkę?
– Do synagogi, wlejemy wszystkie butelki do jednej beczki i będziemy pić jak Rosjanie – odpowiada Icek.
– W takim razie szkoda wódki – mówi Salcia.
Przelała wódkę do dzbanka i nalała wody do butelki.
Icek, razem z innymi Żydami, wlał swoją wódkę do beczki. Rabbi zaczerpnął stakana, wypił i mówi:
– Już wiem czemu nas ci Rosjanie tak nie lubią!

***

– Salcie, kiedy potrzebujesz pieniędzy jesteś dla mnie bardzo miła – mówi Mosiek do swojej połowicy.
– Ach, Mosze, ale przecież ja zawsze jestem dla ciebie miła!
– No właśnie!!!

***

Salcia na łożu śmierci zwraca się do męża!
– Mosze, obiecaj mi, że jak ja umrę, to na mój pogrzeb pójdziesz pod rękę z moją mamą.
– No skoro taka jest ostatnia twoja wola, to zrobię to, ale musisz wiedzieć moja droga Salciu, że przez to, to ja radości z tego pogrzebu mieć nie będę.

***

Do bogatego łódzkiego Żyda Izraela Wrocławskiego przyszli kwestarze po jałmużnę na budowę jakiegoś obiektu dla społeczności łódzkiego. Dał 5 rubli. Oni na to, że jego syn dał 500 rubli, a stary Izrael na to, że syn może sobie na to pozwolić, bo ma bogatego ojca, a on nie, bo ma rozrzutnego syna.

***

Do konfesjonału wchodzi staruszek i ksiądz słyszy szokujące wyznanie:
– Wczoraj wieczorem u mnie w domu w czasie nieobecności mojej żony kochałem się namiętnie z 20-latką. I to wiele razy!
– Oj to straszny grzech!
– Jaki znowu grzech? Było mi bardzo przyjemnie!
– Jak śmiesz tak mówić o cudzołóstwie? To słowa niegodne chrześcijanina!
– Ale ja jestem Żydem.
– To po co tutaj przyszedłeś i mi o tym opowiadasz?
– Mam 70 lat. Wszystkim o tym opowiadam!

***

Stary Żyd, fabrykant win, leży na łożu śmierci. Dookoła rodzina. On szepcze:
– Teraz przekażę wam tajemnicę produkcji wina. Należy wziąć zleżałych śliwek, albo gruszek ulęgałek, albo obitych jabłek, albo…
Jego syn nagle przerywa:
– Tate, ja słyszałem, że wino robi się z winogron!!!
– Też można…

***

Pewien rabin w swej synagodze miał wieczne utrapienie z młodymi wiernymi, którzy na nabożeństwo przychodzili bez jarmułek. Prosił, napominał, aż wreszcie na drzwiach bożnicy wywiesił kartkę z napisem:
PRZYCHODZENIE DO DOMU BOŻEGO BEZ NAKRYCIA GŁOWY JEST TAK SAMO CIĘŻKIM GRZECHEM JAK CUDZOŁÓSTWO!
Po tygodniu nic się nie zmieniło, młodzi jak wcześniej przychodzili tak dalej przychodzili do synagogi bez jarmułek, tylko ktoś na kartce dopisał małymi literami: “Próbowałem jednego i drugiego – różnica kolosalna!!!”

***

Kiedy pewien Żyd wrócił do domu z wesela, zapytano go, jakie było jedzenie. Odpowiedział:
– Gdyby zupa była tak gorąca jak wino, a wino tak stare jak kurczak, a kurczak tak tłusty jak panna młoda – byłoby to nadzwyczajne jedzenie.

***

Dwóch Żydów zwiedza Watykan, podziwiają przepych i bogactwo.
Jeden mówi:
– Popatrz, a zaczynali od stajenki…

***

Nauczyciel w szkole zadaje uczniom pytanie:
– Proszę mi wymienić najważniejsze postaci w historii świata.
– Mojżesz! – mówi Kowalski.
– Doskonale – chwali nauczyciel.
– Chrystus – odpowiada Zieliński.
– Świetnie, a teraz proszę o przykłady z naszych czasów.
– Marks! – mówi Nowak.
– Wyśmienicie.
– Freud! – stwierdza Kwiatkowski.
– Einstein! – dorzuca Malinowski.
Muszę was pochwalić, wszyscy macie piątki. A ty Icek Szafranowicz, czemu milczysz? Wymień kogoś.
Icek po dłuższym namyśle:
– A ja powiem, że ten gruby Sikorski, co mieszka ulicę obok.
– Niby dlaczego?! – pyta zdziwiony nauczyciel.
– A bo niech goje też kogoś mają…