Mistrzostwa świata w piłce nożnej rozgrywane w Brazylii wzbudzają spore zainteresowanie w Stanach Zjednoczonych. W Chicago kluby transmitujące mecze pełne są miłośników soccera, zwłaszcza z krajów, które walczą na stadionach, w parku Granta umieszczono ogromny ekran i stworzono strefę kibica.
Mundial próbują wykorzystać także politycy, zwłaszcza partii demokratycznej. Nancy Pelosi, była spiker Izby Reprezentantów „błysnęła” na Twitterze wpisem gloryfikującym tych piłkarzy reprezentanci USA, którzy są imigrantami. Bez tej jedenastki przybyszy kadra amerykańska ponoć nie osiągnęłaby sukcesu – twierdzi pani Pelosi.
No cóż, abstrahując od faktu, że do jakiegokolwiek sukcesu jest jeszcze daleko, a wygrany został na razie pierwszy mecz, to jest to niestety nieprawda. Nie jest to jednocześnie zupełna ignorancja mającej włoskie pochodzenie Pelosi, wymienieni zawodnicy mają także nieamerykańskich przodków, ale kto ich w Stanach nie ma? W każdym bądź razie żaden z piłkarzy nie potrzebuje nowej ustawy imigracyjnej, o którą trwają walki w amerykańskim Kongresie, a co do której w podtekście nawiązywała Pelosi.
Ale przyjrzyjmy się zaznaczonym „imigrantom” dokładniej. Zacznijmy od bramkarza:
Tim Howard urodził się w New Jersey, matka pochodzi z Węgier (z domu Fekete). Gra w Evertonie.
Alejandro Bedoya – przyszedł na świat także w New Jersey, dorastał w Miami, oboje rodziców pochodzą z Kolumbii, ojciec był zawodowym piłkarzem. Gracz Nantes.
Jozy Altidore – pół Haitańczyk również urodzony w New Jersey, tyle że wychowany na Florydzie. Obecnie zawodnik Sunderlandu.
Julian Green – urodzony w Tampie na Florydzie dzieciństwo spędził w Niemczech, skąd pochodzi jego matka. Grał w reprezentacjach młodzieżowych USA i Niemiec, wybrał grę z zespole Jankesów choć gra na co dzień w Bayernie Monachium.
Omar Gonzalez – ogromny (196 cm wzrostu) Latynos urodził się w Dallas, w Teksasie. Rodzice są Meksykanami, ma podwójne obywatelstwo. Podpora LA Galaxy.
Aron Johansson – niemal całą młodość spędził na Islandii czyli krainie swoich rodziców, świat przywitał jednak w Mobile w Alabamie. Grał w młodzieżówce islandzkiej, od dwóch lat gracz kadry trenera Klinsmanna, jego klubem jest holenderski Alkmaar.
Fabian Johnson – urodził się w Monachium, gra w 1899 Hoffenheim, w latach 2003-2011 podpora młodzieżowych reprezentacji Niemiec. Ojciec był amerykańskim koszykarzem, matka miała amerykańskich i niemieckich przodków.
Jermaine Jones – syn amerykańskiego żołnierza urodził się we Frankfurcie nad Menem. Dziś gra w tureckim Besiktasie. Jones występował w młodzieżowej reprezentacji Niemiec, w której barwach wystąpił 8-krotnie oraz strzelił 3 gole. Rozegrał także trzy towarzyskie mecze dla seniorskiej reprezentacji Niemiec. 11 czerwca 2010 roku postanowił zmienić barwy narodowe z pomocą nowego prawa FIFA dającego taką możliwość. Pierwszy mecz w reprezentacji USA rozegrał 10 października 2010 przeciwko reprezentacji Polski asystując przy bramce Altidore.
Timothy Chandler – urodził się w RFN-ie jako syn Niemki i Amerykanina. W Bundeslidze zadebiutował w barwach 1. FC Nürnberg w 2011 roku w zremisowanym 1:1 pojedynku z Freiburgiem. Od trzech lat gra w reprezentacji amerykańskiej.
Mix Diskerud – czyli urodzony w Oslo naturalizowany Norweg. Mikkel, bo tak naprawdę ma na imię, gra w Rosenborgu, zaczynał międzynarodową karierę w reprezentacji U-18 Norwegii, potem była U-19, ale jako 20-latek grał już w kadrze juniorów USA. W pierwszej reprezentacji Stanów Zjednoczonych zadebiutował 17 listopada 2010 roku w wygranym 1:0 towarzyskim meczu z RPA.
John Brooks – na tegorocznym Mundialu wszedł na boisko w drugiej połowie meczu z Ghaną, a cztery minuty przed końcem strzelił gola na wagę zwycięstwa. W Bundeslidze gra w Hercie Berlin, zresztą w stolicy Niemiec się urodził. Mając ojca pochodzącego z Chicago grał na zmianę w młodzieżówkach Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Rok temu zadebiutował w seniorach i jak widać bardzo się drużynie amerykańskiej przydaje.
W reprezentacji USA jest też dwóch zawodników, których przodkowie pochodzili… z Polski. Z Warszawy pochodzi dziadek Chrisa Wondolowskiego, który po kontuzji odniesionej w meczu z Ghaną przez Altidore’a wybiegnie prawdopodobnie w następnym meczu w pierwszej jedenastce. 30-latek, którego matka jest autentyczną Indianką z plemienia Kiowa gra w reprezentacji USA od dwóch lat, zdobył już dla niej 9 bramek w 21 meczach. Wondolowski był w 2011 roku nawet królem strzelców MLS, była wówczas szansa namówienia go na grę w polskiej reprezentacji, ale ówczesny selekcjoner Franciszek Smuda zasłynął swoją na ten temat wypowiedzią: – Dlaczego ja go nie powołuję? Ja nie wiem, z jakiej miejscowości on jest, gdzie kopie piłkę, a wy chcecie, żeby grał w kadrze? Dziś Smuda po przegranym sromotnie Euro jest trenerem Wisły Kraków, która zajęła w ostatnich rozgrywkach ligowych piąte miejsce, Wondo wciąż gra w San Jose Eartquakes i ma szansę na pokazanie swoich możliwości w Brazylii.
Rezerwowy bramkarz Brad Guzman urodził się w Evergreen Park pod Chicago. Po polsku nie mówi, ale podkreśla przynależność do naszej grupy etnicznej. Wyróżnia się wyjątkową religijnością, twierdzi wszem i wobec, że w życiu prowadzi go Jezus. Jak widać szczęśliwie bo w Aston Villa nieźle płacą.
W szerokiej kadrze Klinsmanna jest także inny Polak Eric Lichaj. Matka jest z Czarnego Dunajca, ojciec z Maniów, a on sam urodził się w Downers Grove pod Chicago. Występuje w Nottingham, mówi poprawnie po polsku i chwali posiadany przez siebie polski paszport bo dzięki niemu nie ma problemu z zatrudnieniem w Anglii. Lichaj na tegoroczne mistrzostwa świata się nie załapał, ale zważywszy, że Amerykanie w odróżnieniu od Polaków na światowy czempionat jeżdżą regularnie nic jeszcze straconego.
Ciekawa pod względem przynależności narodowej jest też ekipa sztabu szkoleniowego reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Jak wiadomo Jürgen Klinsmann to Niemiec, z jego asystentów: Tab Ramos to Urugwajczyk a Andreas Herzog jest z Austrii. Trenerem bramkarzy jest Anglik Chris Woods, a specjalnym doradcą pobratymiec selekcjonera Berti Vogts. Ostatnim szkoleniowcem w ekipie jest urodzony w Meksyku Martín Vásquez.
„Gwiaździstego Sztandaru” ani trenerzy ani część zawodników nie śpiewa, mimo to atmosfera w drużynie jest absolutnie budująca. Drużyna bez światowych gwiazd (Landona Donovana – jedynego, którego od biedy można by tak traktować, Klinsmann pozostawił w domu) jest jednak bardzo mądrze poukładana. Jak dobrze – przekonamy się już niedługo.
Sławomir Sobczak
meritum.us
foto: twitter.com
