Niemcy i Brazylia pierwszymi półfinalistami mundialu. Im bliżej końca XX Mistrzostw Świata tym mniej pięknego ofensywnego futbolu a więcej wyrafinowania w poczynaniach pozostałych na placu boju zespołów.

Oba dzisiejsze spotkania ćwierćfinałowe z pewnością nieco rozczarowały sympatyków piłko nożnej na całym świecie. Bo i apetyt rośnie w miarę jedzenia, a skoro wcześniej królował ofensywny styl gry z gradem goli to i ponad miliardowa publika telewizyjna w skali globalnej mogła oczekiwać, że atak z licznymi soczystymi strzałami oraz pięknymi golami bądź fantastycznymi paradami bramkarskimi będzie dominował do samego końca, czyli 13 lipca, kiedy to odbędzie się ostatni pojedynek Brasil 2014. Tymczasem im dalej w las tym może nie ciemniej, ale na pewno mniej urokliwie. Kalkulacja, dyscyplina taktyczna i przesunięcie wektora na defensywę – to dominowało w obu dzisiejszych meczach. I jeszcze jedno: może się mylę, ale odnoszę wrażenie, że bohaterzy są już nieco zmęczeni…

Świątynia futbolu, czyli słynna Maracana w Rio de Janeiro była miejscem ćwierćfinałowej konfrontacji pomiędzy Niemcami i Francją. 78.838 naocznych obserwatorów było świadkami zaciętego, stojącego na przyzwoitym poziomie ale absolutnie nie ekscytującego spotkania. Brakowało tempa akcji, finezji w poczynaniach ofensywnych, jakby entuzjazmu w grze i odwagi po obu stronach barykady. O ile postawę Die Nationalelf determinowało stosunkowo szybko uzyskane prowadzenie (Mats Hummels głową po dośrodkowaniu Toniego Kroosa w 12. minucie) to późniejsza bezradność Les Bleus mogła stanowić zawód. Niemcy w swoim dawnym stylu ustawili przed bramką iście betonową zaporę – jak się ostatecznie okazało – nie do przebicia. To była powtórka z przeszłości w wykonaniu ekipy Joachima Löwa, jako że od jakiegoś czasu jego multi-kulti czaruje radosnym futbolem. Dzisiaj czarno-czerwono-żółci wyzbyli się fantazji z rajdami flankami i szarżami na bazie improwizacji a zaprezentowali stary niemiecki wyrafinowany futbol. Perfekcyjna postawa całego bloku defensywnego i absolutna kontrola wydarzeń na boisku ze zwalnianiem tempa w środkowej strefie. A zespół Didiera Deschampsa przez 90 minut nie był w stanie znaleźć antidotum na do bólu zdyscyplinowanego taktycznie rywala. Najbliżej wyrównania był Karim Benzema dopiero w doliczonym czasie gry, ale wtedy na wysokości zadania stanął Manuel Neuer. Zresztą golkiper Niemiec obok wspomnianego Hummelsa był najlepszym zawodnikiem na boisku. Jeden bezbłędny między słupkami bramki, drugi – poza zdobyciem zwycięskiego gola – bezbłędny we własnej szesnastce.

Tak więc Niemcy po niezbyt emocjonującym meczu awansowali jako pierwsi do półfinału. Ta sztuka udała im się w światowych czempionatach zresztą po raz 4. z rzędu. Wypada wspomnieć, że trzykrotnie (1954, 1974, 1990) stawali na najwyższym podium MŚ.

No i jak w tym momencie nie odkurzyć starej maksymy: wszyscy grają ale Niemcy zawsze wygrywają! No, może nie zawsze, niemniej często, a nawet w większości przypadków.

* FRANCJA – NIEMCY 0:1 (0:1)
0:1 Hummels 12
Francja: Hugo Lloris – Mathieu Debuchy, Raphael Varane, Mamadou Sakho (72 Laurent Koscielny), Patrice Evra, Mathieu Valbuena (85 Olivier Giroud), Yohan Cabaye (73 Loic Remy), Blaise Matuidi, Paul Pogba, Antoine Griezmann, Karim Benzema.
Niemcy: Manuel Neuer – Philipp Lahm, Jerome Boateng, Mats Hummels, Benedikt Hoewedes, Bastian Schweinsteiger, Sami Khedira, Mesut Oezil (83 Mario Goetze), Toni Kroos (92 Christoph Kramer), Thomas Mueller, Miroslav Klose (69 Andre Schuerrle).
Żółte kartki: Khedira, Schweinsteiger (Niemcy).
Sędziował: Nestor Pitana (Argentyna).

Na Estadio Castelão we Fortalezie (widzów: 60.348) gospodarze mundialu rozegrali swój najlepszy mecz podczas turnieju, niemniej wciąż to nie była nawet namiastka stylu do jakiego Canarinhos przyzwyczaili przez dekady całe piłkarską publikę na świecie, a tym bardziej wszystkich zakochanych bezgranicznie w futbolu swoich rodaków. Luiz Felipe Scolari najwyraźniej nie przejmuje się efektownością a interesuje go tylko efektywność podopiecznych. Brazylia ma wygrywać! I tyle. A jak, to już mniej ważne. Dzisiaj wprawdzie było już więcej składnych akcji w wykonaniu “Kanarkowych” w porównaniu 4 poprzednimi występami, defensywa też spisywała się lepiej, tylko że wszystko to zajmowało dużo mniej czasu niż boiskowy “brud”. Ostra, a momentami nawet brutalna gra z niemiłosiernym poniewieraniem wielkiej gwiazdy zespołu Jose Pekermana, lidera klasyfikacji snajperów Jamesa Rodrigueza. Generalnie ćwierćfinał Brazylia – Kolumbia był stosunkowo ciekawym spotkaniem, tyle że okraszonym masą nieczystych zagrań i aktorskimi popisami Canarinhos, którzy wili się po murawie nawet wtedy, gdy… sami faulowali. Hiszpański arbiter przymykał na ich mało sportowe poczynania oko, stąd trwało to i trwało. Los Cafeteros próbowali się wykłócać z panem sędzią, a skoro ich interwencje nic nie dawały, wymierzanie sprawiedliwości wzięli we własne ręce. Skutkiem kontuzja Neymara Jr. i bożyszcze całej Brazylii już na mundialu nie wystąpi. Prowadzący spotkanie Carlos Velasco Carballo z Hiszpanii starał się robić wrażenie obiektywnego, ale sprawiedliwy tak naprawdę nie był. Delikatnie, jakkolwiek notorycznie preferował gospodarzy, choćby przepuszczając na sucho całą serię fauli Brazylijczyków (w całym meczu 31 nieczystych zagrań gospodarzy mundialu). Odnotować wypada kapitalny gol Davida Luiza po rzucie wolnym i 6. w turnieju bramkę (z rzutu karnego) Rodrigueza.

Brazylia gra dalej, blisko 200-milionowy naród się raduje, ale już słychać sarkastyczne głosy à propos stylu, w jakim osiągane są kolejne zwycięstwa. Wszak kiedy reprezentacja kraju, gdzie ponoć każdy osobnik płci męskiej jeśli nie jest wirtuozem to już na pewno artystą piłkarskim z żonglerką odziedziczoną w genach odnotowuje więcej fauli niż celnych podań, a i jej członkowie w sytuacjach zagrożenia ratują się jak klasyczni futbolowi kelnerzy wybijaniem piłki w górne sektory trybun – to powodów do pełnego zadowolenia być nie może. A nawet ma miejsce lekkie zażenowanie.

W półfinale Brazylia spotka się z Niemcami. I to będzie koniec snu Canarinhos o Pucharze Świata. No, chyba że w głównej roli znów wystąpi kolejny arbiter? Tyle że to już byłoby maksymalne przegięcie.

* BRAZYLIA – KOLUMBIA 2:1 (1:0)
1:0 Silva 7
2:0 Luiz 69
2:1 Rodriguez 80 (karny)
Brazylia: Julio Cesar – Maicon, Thiago Silva, David Luiz, Marcelo – Fernandinho, Paulinho (86 Hernanes) – Hulk (83 Ramires), Oscar, Neymar (88 Henrique) – Fred.
Kolumbia: David Ospina – Camilo Zuniga, Cristian Zapata, Mario Yepes, Pablo Armero – Juan Cuadrado (80 Juan Quintero), Carlos Sanchez, Fredy Guarin, Victor Ibarbo (46 Adrian Ramos) – Teofilo Gutierrez (70 Carlos Bacca), James Rodriguez.
Żółte kartki: Silva, Cesar – Rodriguez, Yepes.
Sędziował: Carlos Velasco Carballo (Hiszpania).

Dzisiaj mecze:

* HOLANDIA – KOSTARYKA (11 am czasu chicagowskiego)

* ARGENTYNA – BELGIA (3 pm)

Leszek Pieśniakiewicz

meritum.us