Najtrudniejsza w całym obecnym sezonie NHL wyjazdowa sesja naszych Blackhawks przyniosła zadziwiająco korzystny bilans: 6 kolejnych spotkań na taflach rywali przyniosło 5 zwycięstw!

10 na możliwych do zdobycia 12 punktów to dorobek imponujący, chociaż jeszcze bardziej cieszy styl gry podopiecznych Joela Quenneville. Ewidentnie forma “Jastrzębi” rośnie, z każdym kolejnym spotkaniem nasz zespół prezentuje coraz efektowniejszy i – co chyba ważniejsze – efektywniejszy hokej. W każdej z rzeczonych 6 potyczek nawet z ekranu telewizora było widać, słychać i czuć chemię łączącą bez wyjątku całą drużynę Blackhawks. A to przede wszystkim napawa optymistycznie na przyszłość. Jest wzajemne zrozumienie, jest wiara we własne umiejętności, jest odpowiednia motoryka i technika – zwycięstwa muszą być naszym udziałem.

4:3 z Calgary Flames, 7:1 z Edmonton Oilers, 1:4 z Vancouver Canucks, 3:2 z Colorado Avalanche i na koniec dwa razy po 4:1 z Anaheim Ducks oraz Los Angeles Kings. Szczególnie ostatnie dwie wygrane w południowej Kalifornii zasługują na oddzielną wzmiankę, jako że te pewne zwycięstwa zaliczone zostały w świetnym stylu. Ciekawe, ale końcowy – chociaż okazały – rezultat potyczki w Honda Center w Anaheim nie oddaje wcale przebiegu spotkania. Wszak gdyby nie fantastycznie usposobiony w piątkowe popołudnie golkiper gospodarzy Frederik Andersen na koncie chicagowian byłoby co najmniej dwa razy więcej trafień. Kolejny mecz, nazajutrz, miał absolutnie zaskakujący przebieg. Mogło bowiem się wydawać, że w konfrontacji z obrońcami Stanley Cup odbywanej dzień po dniu – i to na tafli rywala – Hawks będą się jedynie bronić licząc li tylko na kontrataki. Tymczasem w Staples Center nasz zespół rzucił się do szaleńczego natarcia od pierwszej minuty potyczki. Cały mecz był świetnym spotkaniem, niemniej pierwsza tercja to absolutne wyżyny światowego hokeja. Doskonałe tempo, kapitalne akcje kombinacyjne, niewiarygodna walka – czyli estetyczna uczta dla koneserów tej dyscypliny sportu.

Na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie. Najskuteczniejszym graczem Blackhawks w opisanych dwóch spotkaniach był Brad Richards, autor 3 goli i jednej asysty. Ewidentnie nowy nabytek “Jastrzębi” już wkomponował się w zespół i stanowi jego bardzo sile ogniwo.

Generalnie jest dobrze – nawet bardzo dobrze – i oby taką formę team będący wielką miłością całego “Wietrznego Miasta” utrzymał do końca rozgrywek. Jako że wtedy Puchar Stanley’a raczej na pewno powróci po rocznej przerwie do Chicago.

* ANAHEIM DUCKS – CHICAGO BLACKHAWKS 1:4 (1:2, 0:1, 0:1)
0:1 Richards (4. gol w sezonie) asysta: Seabrook 07.58 min.
0:2 Shaw (5.) asysty: Keith i Carcillo 13.30 min.
1:2 Lindholm (3.) asysty: Maroon i Kesler 16.49
1:3 Kane (9.) asysty: Versteeg i Richards 30.36 min.
1:4 Kane (10., do pustej bramki) asysty: Versteeg i Shaw 59.00 min.

Strzały na bramkę: 38-24 na korzyść Hawks

* LOS ANGELES KINGS – CHICAGO BLACKHAWKS 1:4 (0:2, 1:1, 0:1)
0:1 Carcillo (3.) asysta: Bickell 01.52 min.
0:2 Richards (5.) asysta: Versteeg 17.59 min.
1:2 Nolan (1.) asysta: Muzzin 25.53 min.
1:3 Richards (6.) asysty: Rozsival i Versteeg 28.14 min.
1:4 Saad (4., do pustej bramki) asysta: Hossa 58.11 min.

Strzały na bramkę: 25-20 na korzyść Hawks

Najbliższy mecz Hawks w środę, 3 grudnia, w United Center przeciw St. Louis Blues (początek 7 PM).

Leszek Zuwalski

meritum.us