Po trzech porażkach z Winnipeg Jets odniesionych w domu, Chicago Blackhawks po raz pierwszy zmierzyło się z tym niewygodnym dla siebie rywalem, na wyjeździe. Co łączyło obie drużyny przed piątkowym pojedynkiem to fakt, że ostatnie tygodnie nie były dla grupowych rywali zbyt dobre. Jets przegrali 5 meczów z rzędu, a Hawks odnieśli dwie porażki do zera.

Wczorajszy mecz chicagowianie zaczęli bardzo dobrze i to oni byli w posiadaniu krążka częściej. Niestety Hawks nie umieli udokumentować tej przewagi golem, a na domiar złego tego gola sami stracili. Przy zdobyciu bramki Jets powinni zaliczyć asystę także sędziemu, od którego łyżwy (arbiter był fatalnie ustawiony podczas tej akcji), krążek się odbił i trafił prosto na kij Scheifele’a, który pojedynku sam na sam z Crawfordem nie zmarnował. Był to jedyny gol w pierwszych 20 minutach gry, chociaż okazji do zdobycia bramek z obu stron nie brakowało. Chicagowianie najlepszą z nich mieli gdy grali w przewadze liczebnej, ale na przeszkodzie stanął zawodnik Winnipeg – Stuart, który symulował, że został trafiony krążkiem w twarz po strzale Patricka Kane’a. Sędziowie dali się nabrać i wstrzymali grę, co pozwoliło zmęczonym gospodarzom na zmianę i w konsekwencji utrzymanie czystego konta. Wspomniany Stuart, jak się okazało, wyjechał na lodowisko minutę później i to o dziwo bez śladu jakiejkolwiek kontuzji, co – czego nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć – było po prostu cudem, albo… no właśnie, pięknym popisem aktorskim. Trzeba uczciwie powiedzieć, że takie sytuacje powinny być natychmiast karane, tym bardziej, iż sędziowie z bliska mogli stwierdzić, że “kontuzjowany” zawodnik po prostu udaje.

Druga tercja rozpoczęła się od półtoraminutowej, dokończonej kary Hawks. Jets przewagi liczebnej na szczęście nie wykorzystali, a goście chwilę później sami mogli zdobyć gola. Świetnego podania Toewsa nie wykorzystał jednak Hossa. Czego nie zrobił Słowak, dokonał niezawodny Kane, obsłużony perfekcyjnie przez Richardsa. Kolejna zmiana tej trójki ataku mogła przynieść prowadzenie dla Hawks, ale gospodarzom tym razem pomogła poprzeczka (strzał Sharpa). Winnipeg widząc, że goście przyciskają coraz mocniej postanowili grać coraz ostrzej, co przy bardzo pasywnej postawie sędziów mogło skończyć się dla Blackhawks niedobrze. Kontuzje w hokeju to codzienność, ale sprokurowane brutalną grą przeciwnika nie powinny mieć miejsca. Do pilnowania porządku na lodowisku wyznaczeni są sędziowie i to głównie do nich można mieć pretensje za dopuszczanie do niesportowego zachowania hokeistów. Wiadomo, że gospodarzom nawet ściany pomagają, ale nie nie powinno objawiać się to w taki sposób.

Trzecia odsłona meczu zaczęła się od zdecydowanych ataków Jets i ich paru doskonałych szans na podwyższenie wyniku. Na posterunku stał jednak Corey Crawford broniąc między innymi strzał byłego kolegi z zespołu Dustina Byfugliena z bliskiej odległości. Po paru minutach Hawks otrząsnęli się i sami ponownie zaczęli zagrażać bramce Hutchinsona. Później akcje przestały  mieć płynny charakter, a to ze względu na zagęszczenie środka lodowiska przez obie drużyny. Krycie przeciwnika było w wykonaniu obu stron bardzo ścisłe, na czym ucierpiała widowiskowość tego spotkania. Liczą się jednak przede wszystkim punkty, a tych zarówno Jets jak i Hawks bardzo potrzebowali. Cel został osiągnięty, gdyż w regulaminowym czasie bramek już nie zdobyto, co oznaczało, iż Hawks i Jets do swoich zdobyczy punktowych mogły dopisać sobie po jednym oczku.

W dogrywce dwie drużyny nie myślały już o obronie. Gra 4 na 4 po prostu na to nie pozwala. Lepszych technicznie zawodników mają chicagowianie i to oni zadali decydujący cios. Po świetnej indywidualnej akcji Kane’a i jego ostatnim podaniu bramkę na wagę 2 punktów zdobył Saad.

Cieszą nie tylko punkty, ale przede wszystkim dużo lepsza gra Hawks. Po blamażu w meczu z Minnesota Wild chicagowianie zaprezentowali się bardzo dobrze, co napawa optymizmem przed kolejnym pojedynkiem z jedną z najlepszych drużyn NHL – St. Louis Blues (niedziela, 8 lutego, początek 11.30 AM, transmisja tv na NBC).

* WINNIPEG JETS – CHICAGO BLACKHAWKS 1:2 po dogrywce (1:0, 0:1, 0:0, 0:1)
1:0 Scheifele (8. gol w sezonie) asysta: Perreault 4.17 min.
1:1 Kane (26.) asysty: Richards i Sharp 22.50 min.
1:2 Saad (16.) asysty: Kane i Rozsival 63.01 min.

Strzały na bramkę: 22-21 na korzyść Hawks.

Leszek Zuwalski

meritum.us