Zawsze, kiedy drużyna wraca z długiej, wyjazdowej serii meczów, pierwszy pojedynek w domu oczekiwany jest z lekkimi obawami. Nie ma racjonalnego wytłumaczenia dlaczego gospodarze tych pojedynków spisują się nieco słabiej niż należałoby się tego spodziewać i w konsekwencji ponoszą porażki. W przypadku Chicago Blackhawks zawodnicy z “Wietrznego Miasta” nie mieli czasu na rozleniwienie się czy też rozprężenie, gdyż dzień wcześniej grali w St. Louis i do poniedziałkowego pojedynku z Arizona Coyotes przystępowali z tzw. marszu.
Ostatecznie gospodarze ulegli jednak, ale po niezłym meczu 2:3 po rzutach karnych. Mogłyby być 2 punkty, ale największym mankamentem gry chicagowian była skuteczność i najgorszy fragment – gra w przewadze liczebnej. Hawks nie potrafili wykorzystać nawet sytuacji 4 na 3 w dogrywce. Kosztowało to gospodarzy utratę jednego, bardzo ważnego punktu.
Nie można jednak skupiać się tylko i wyłącznie na minusach, gdyż plusów było wczoraj znacznie więcej, że wspomnieć wiele wypracowanych, wyśmienitych sytuacji strzeleckich. Praktycznie w poniedziałkowym meczu nie było hokeisty Hawks, który nie miał szansy na zdobycie gola. Na przeszkodzie stawał jednak bramkarz gości Mike Smith, który w najtrudniejszych momentach stawał na wysokości zadania broniąc nie tylko wyśmienicie, ale również z dużym szczęściem. Gdyby celowniki Hawks były lepiej nastawione to i golkiper Coyotes niewiele by wczoraj pomógł. Stało się inaczej i dwa punkty zainkasowali Coyotes.
Dwa gole dla chicagowian zdobył Marian Hossa przy olbrzymiej pomocy Toewsa i Saada. Ten ostatni mógł również sam – i to dwukrotnie – zakończyć ten mecz w dogrywce, ale po jego pierwszym uderzeniu krążek z linii bramkowej wybił Smith (sędziowie, którzy nie mieli wczoraj najlepszego dnia po konsultacji z oficjelami z Toronto potwierdzili, że guma nie przekroczyła całym obwodem linii), a chwilę potem dobitka trafiła w poprzeczkę. Doszło więc do rzutów karnych, które skuteczniej wykonywali goście.
Blackhawks mają teraz dzień odpoczynku, na który zasłużyli. W środę pojedynek z Vancouver Canucks.
* CHICAGO BLACKHAWKS – ARIZONA COYOTES 2:3 po rzutach karnych (0:0, 1:1, 1:1, 0:0, karne 1:2)
1:0 Hossa (13. gol w sezonie) asysta: Toews 32.44 min.
1:0 Doan (12., podczas gry w przewadze) asysty: Yandle i Ekman-Larsson 37.23 min.
1:2 Vermette (12.) asysta: Ekman-Larsson 43.59 min.
2:2 Hossa (14) asysta: Toews 52.18 min.
Rzuty karne: 1-2
Strzały na bramkę: 38-29 na korzyść Hawks.
Leszek Zuwalski
meritum.us
