
Kontrolowana przed Demokratów Izba Reprezentantów zagłosowała za impeachmentem prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Nie oznacza to jednak usunięcia Trumpa z urzędu, bo o tym zdecydują w kolejnym etapie procedury senatorowie. Tam większość mają republikanie. Izba Reprezentantów przegłosowała dwa artykuły, które już w piątek 13 grudnia poparła komisja sprawiedliwości Izby. Zarzuca się w nich prezydentowi nadużycie władzy oraz utrudnianie pracy Kongresu USA. Po wielogodzinnej debacie pierwszy artykuł poparło 230 kongresmenów. Drugi – o jeden mniej. Do ich przegłosowania potrzebna była zwykła większość w kontrolowanej przez Demokratów i liczącej 435 parlamentarzystów Izbie Reprezentantów. Pierwszy zarzut dotyczy wywierania nacisków na ukraińskiego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, by ten ogłosił przeprowadzenie wspomnianego śledztwa wobec prawdopodobnego rywala Trumpa w nadchodzących wyborach – Joe Bidena. Drugi to pokłosie decyzji Trumpa, by nie przekazywać Kongresowi dokumentów, billingów itp., które mogłyby rzucić światło na sprawę oraz by zakazać najbliższym pracownikom, m.in. szefowi sztabu i szefom Departamentu Stanu oraz Energii, składania zeznań w Kongresie. W toku parlamentarnego śledztwa rozważano też inne zarzuty wobec prezydenta, w tym utrudnianie pracy wymiaru sprawiedliwości, ale ostatecznie ograniczono się do dwóch. W przeddzień kluczowego głosowania w kontrolowanej przez Demokratów Izbie Reprezentantów w sprawie jego impeachmentu Trump oskarżył Demokratów o dążenie do “próby nielegalnego, partyjnego zamachu stanu” oraz o wypowiedzenie “otwartej wojny” amerykańskiej demokracji. Na kilka godzin przed debatą w parlamencie prezydent po raz kolejny zapewniał na Twitterze, że nie zrobił niczego złego i wzywał do modlitwy.

Środowa sesja w Stanach Zjednoczonych zakończyła się wzrostami głównych indeksów giełdowych notowanych na Wall Street. Na koniec dnia indeks Dow Jones Industrial Average zniżkował o 0,09 proc., Standard & Poor’s 500 zyskiwał 0,06 proc., a technologiczny Nasdaq 0,05 proc. Amerykańskie indeksy giełdowe rosły trzeci dzień z rzędu po osiągnięciu kolejnych rekordów. Indeksy napędzały spółki technologiczne. Spadł jednak kurs FedEx po tym jak firma obniżyła swoje prognozy. W obliczu niewielu wydarzeń makroekonomicznych oraz większym skupieniu USA na głosowaniu w sprawie impeachmentu, inwestorzy mogą przyjąć wyczekujące postawy w okresie przedświątecznym. – Sądzimy, że raczej nic się nie wydarzy. Będzie to temat kolejnych dwóch-trzech tygodni, a później to już będzie historia antyczna i będziemy oczekiwać wyborów i zwrócimy się ku negocjacjom handlowym – powiedziała o głosowaniu w sprawie impeachmentu w rozmowie z Bloombergiem Candice Bangsund z Fiera Capital.

Chiny ujawniły nową listę zwolnień z ceł importowych dla sześciu produktów chemicznych i naftowych ze Stanów Zjednoczonych, kilka dni po tym, jak dwie największe gospodarki świata ogłosiły zawarcie pierwszej fazy umowy handlowej, informuje Reuters. Zwolnienia będą obowiązywać przez rok od 26 grudnia, powiedział minister finansów, bez podania wartości dla importu wyłączonego z ceł. Cła już nałożone na produkty amerykańskie nie zostaną zwrócone, dodało Ministerstwo. Zwolnienia celne będą miały zastosowanie do czterech produktów chemicznych, takich jak metalocen, polietylen o wysokiej gęstości (HDPE) i specjalny gatunek liniowego polietylenu o niskiej gęstości (LLDPE), oraz do produktów rafinacji ropy naftowej. Kelly Cui, główny analityk w firmie doradczej Wood Mackenzie, stwierdziła, że zwolnienia dotyczące produktów chemicznych będą korzystne dla takich firm, jak Dow Chemical, Exxon Mobil i Chevron Phillips Chemical, które od 2017 r. budują zakłady produkcji etylenu na bazie łupków i kierują je na Chiny jako główny rynek eksportowy. Cui wskazała również, że wymienione produkty, metalocen HDPE i LLDPE, są wysokiej jakości specjalnymi surowcami z tworzyw sztucznych stosowanymi do produkcji opakowań i rur. Chiny są największym na świecie importerem polietylenu.

Kontynuację zwyżek cen ropy obstawiają profesjonalni inwestorzy, jednak czynników ryzyka nie brakuje. Cena ropy brent, która od początku grudnia wzrosła o prawie 9 proc., sięgając trzymiesięcznego szczytu, w środę pozostawała w lekkiej korekcie poniżej pułapu 66 dolarów za baryłkę. Nastroje popsuły dane wskazujące, że w ubiegłym tygodniu znacznie wzrosły zapasy ropy i benzyny w USA, co przypomniało o groźbie globalnej nadpodaży surowca w 2020 r. — USA produkują coraz więcej surowca i dzięki temu zwiększają kosztem krajów OPEC udziały w globalnym rynku — komentuje Mateusz Namysł, analityk mBanku. Boom w amerykańskim sektorze łupkowym wcale nie zmierza do końca, a spowolnienie produkcji w zagłębiu permskim w Teksasie okaże się przejściowe, ocenia administracja w Waszyngtonie. Według ośrodka Vitol Group w ciągu 12 miesięcy krajowe wydobycie wzrośnie o 0,7 mln baryłek, po tym jak we wrześniu sięgnęło rekordowych 17,5 mln baryłek dziennie. Mimo to profesjonalni inwestorzy obstawiają, że pogorszenie nastrojów na rynku ropy będzie przejściowe. Według ostatnich dostępnych danych bilans pozycji funduszy hedgingowych jest przechylony w stronę obstawiania umocnienia najbardziej od ośmiu miesięcy. Od dołka z początku października ropa zdrożała o 17 proc. Tymczasem skazywany na niepowodzenie giełdowy debiut Saudi Aramco przebiegł pomyślnie, a już w pierwszych dniach notowań spółka osiągnęła wymarzoną przez rząd w Rijadzie wycenę 2 bln dolarów. Bycze nastroje wspiera podjęta na początku grudnia przez OPEC+ decyzja o cięciu wydobycia ropy. Sięgnęło ono 500 tys. baryłek dziennie, a Arabia Saudyjska zapowiedziała utrzymanie produkcji o 400 tys. baryłek poniżej oficjalnych limitów. O tym, że nie było to spodziewane posunięcie, świadczy obniżenie przez ośrodek Energy Aspects prognozy produkcji krajów OPEC w pierwszym kwartale o 330 tys. baryłek dziennie. Problemy kartelu z egzekwowaniem ograniczeń powinny się jednak utrzymać, wynika z wydanego w ubiegłym tygodniu raportu. „Oczekujemy jedynie nieco lepszego przestrzegania limitów przez trzech najbardziej oszukujących członków OPEC” — zapowiadają specjaliści Energy Aspects, według których Irak, ZEA i Nigeria będą przekraczać wyznaczone na szczycie w Wiedniu limity łącznie o średnio 600 tys. baryłek dziennie. Tymczasem kolejny zastrzyk optymizmu kupującym dało osiągnięcie w ostatni weekend wstępnego porozumienia handlowego między USA i Chinami, a do tego opublikowane w poniedziałek dane PMI potwierdziły, że odporny na globalne spowolnienie jest przemysł będących największym konsumentem ropy Stanów Zjednoczonych. To może być kluczowe, bo złagodzenie napięć handlowych było uważane za warunek konieczny globalnego ożywienia, bez którego wzrost popytu na ropę nie będzie miał szans przyspieszyć.

Należąca do Lufthansa Group firma cateringowa LSG Sky Chefs strajkuje. Niemiecki przewoźnik przeprasza pasażerów za to, że w czwartek 19 grudnia nie będzie mógł zaoferować typowego wyboru napojów i posiłków. Lufthansa zwróci pieniądze za zakupione na lotnisku jedzenie i picie lub pozwoli na bezpłatną zmianę rezerwacji. Związek zawodowy Verdi wezwał do 24-godzinnego strajku w LSG Sky Chefs. Lufthansa poinformowała, że oznacza to problemy z zaopatrzeniem jej samolotów w catering. Na trasach europejskich do i z Frankfurtu oraz Monachium nie będzie posiłku ani napojów. Z kolei na trasach międzykontynentalnych z obu tych lotnisk oferta będzie ograniczona, a rejsy z innych kontynentów do Frankfurtu i Monachium mają mieć standardową ofertę cateringową. To dlatego, że na lotniskach w Azji czy USA samoloty Lufthansy zaopatrywane są w posiłki i napoje przez inne firmy. Lufthansa ostrzega, że ograniczenia w dostępie do bezpłatnego cateringu na pokładzie samolotów mogą potrwać dłużej – również w piątek i sobotę (20 i 21 grudnia).

Grupa PSA i Fiat Chrysler Automobiles dogadały się co do umowy ws. połączenia obu koncernów. W efekcie powstanie czwarty co do wielkości producent samochodów na świecie. Francuska oraz włosko-amerykańska firma podpisały wiążącą zgodę ws. połączenia – czytamy w środowym oświadczeniu. Podmiot, który wyłoni się w wyniku fuzji, będzie zarządzany przez CEO Grupy PSA Carlosa Tavaresa oraz szefa Fiata Johna Elkanna. Fuzja doprowadzi do powstania podmiotu zdolnego do rywalizacji z niemieckim Volkswagenem, zaś jego wartość rynkowa wyniesie ok. 46 mld dol., czyli więcej, niż wynosi wartość Forda. Połączenie firm będzie także oznaczać połączenie klanów miliarderów – włoskiego rodu Agnelli z rodem Peugeotów z Francji. Dzięki transakcji Grupa PSA, producent Peugeotów, zwiększy swoją obecność w Ameryce Północnej, zaś Fiat uzyska ważne wsparcie w zakresie rozwoju niskoemisyjnych technologii. Pomimo tego, jak twierdzi Juergen Pieper, analityk z B. Metzger Seel Sohn & Co, nie wszystkie problemy uda się rozwiązać. Chodzi m.in. o brak dobrej marki premium, a także słabą pozycję firm w Chinach. Podobnie jak menedżerowie z całej branży, Tavares i Elkann muszą się mierzyć z rosnącą presją na łączenie zasobów w celu rozwoju nowych produktów, radzenia sobie z wojną handlową oraz przejścia w kierunku technologii elektrycznych i autonomicznych pojazdów. 12-proc. udział w Grupie PSA posiada chińska firma Dongfeng Motor Corp. Po fuzji PSA z Fiatem udziały chińskiego przedsiębiorstwa spadną do poziomu 4,5 proc. Fakt posiadania udziałów w PSA przez chińską firmę wzbudził obawę, że na połączenie może nie zgodzić się amerykański regulator. Doradca ekonomiczny Trumpa Larry Kudlow stwierdził w ubiegłym miesiącu, że amerykańska administracja przyjrzy się całej operacji właśnie z powodu chińskich udziałów. Mimo to Carlos Tavares zaznaczył, że nie spodziewa się większych utrudnień ze strony regulatorów i urzędów antymonopolowych. Dzięki synergii firmy chcą uzyskać 3,7 mld euro rocznie bez zamykania jakiejkolwiek fabryki. PSA i Fiat spodziewają się, że umowa fuzji zostanie zrealizowana w ciągu 12-15 miesięcy.
Opracował: Sławek Sobczak
