
Sytuacja w światowej gospodarce w Dniu Kolumba
Kurs dolara po silnym piątkowym umocnieniu w poniedziałek również zyskuje w stosunku do głównych konkurentów na rynku Forex , a inwestorzy skupiają swoją uwagę na danych inflacyjnych z USA, które zdaniem ekspertów pokażą nadal wysoką dynamikę wzrostu cen po tym, jak silny rynek pracy w USA wzmocnił w miniony piątek obawy o wyższe stopy procentowe. 10 października na rynku zabraknie inwestorów z Kanady z powodu obchodów Święta Dziękczynienia oraz z Japonii w związku z narodowym dniem sportu. Stany Zjednoczone obchodzą natomiast Dzień Kolumba. Rynki walutowe i papierów wartościowych w USA są zamknięte w poniedziałek ze względu na święto, ale giełda amerykańska będzie normalnie prowadziła notowania. Dzień Kolumba obchodzony jest w wielu państwach Ameryk oraz w Hiszpanii, zazwyczaj 12 października. W USA to natomiast święto ruchome, które przypada na drugi poniedziałek października. Rzeczywiste obchody różnią się w zależności od części Stanów Zjednoczonych, począwszy od parad i wydarzeń na dużą skalę, aż po całkowite „nieprzestrzeganie” święta. Większość stanów nie obchodzi Dnia Kolumba jako oficjalnego święta państwowego, niektóre oznaczają go jako “Dzień Obserwacji” lub “Uznania”. San Francisco twierdzi, że najstarszym w kraju, nieprzerwanie istniejącym świętem jest coroczna Parada Dnia Kolumba organizowana przez włosko-amerykańską społeczność, która została założona przez Nicolę Larco w 1868 r.
Bezrobocie w USA nieoczekiwanie spadło w zeszłym miesiącu, a dane o inflacji, które mają być podane w czwartek, mają zaprezentować rozgrzane główne odczyty inflacji na poziomie 8,1% rok do roku. Preferowana przez decydentów inflacja bazowa ma wzrosnąć do 6,5%. Kus dolara rósł w piątek o 0,4% do ważonego koszyka walut, a w poniedziałek dodaje do tej wartości kolejne 0,1%. Indeks DXY jest w tym momencie notowany na poziomie 112,9 pkt., pozostając cały czas w relatywnie niedużej odległości od swoich 20-letnich maksimów testowanych pod koniec września. Analityk Westpac Sean Callow powiedział, że dane i rosnące rentowności w odpowiedzi na publikacje to “solidna kombinacja dla kursu dolara”. – To kolejny dowód na to, że gospodarka amerykańska nie rozpada się. To tylko nasila wyobrażenie, że Fed spędzi następne trzy tygodnie mówiąc to samo o stopach procentowych co do tej pory, przygotowując nas do podwyżek – komentował Callow.
Analitycy Nomury twierdzą, że rynek, a także Fed, będą chcieli zobaczyć serię spadających miesięcznych odczytów inflacji, zanim będą zakładać zdecydowaną przerwę w dalszych podwyżkach stóp przez Fed. Rosnące ceny ropy i napięcia geopolityczne również dostarczyły wielu powodów do nerwowości w kwestii wzrostu, obciążając waluty importerów energii w Europie, a nawet eksporterów, takich jak wrażliwy na wzrost dolar australijski. Ceny kontraktów terminowych sugerują, że traderzy widzą prawie 90% szans na podwyżkę stóp procentowych o 75 punktów bazowych w Stanach Zjednoczonych w przyszłym miesiącu i ponad 150 punktów bazowych zacieśnienia do maja. Rentowność dziesięcioletnich obligacji skarbowych wzrosła w zeszłym tygodniu po raz dziesiąty z rzędu. Euro spadło poniżej 0,98 dol. w piątek i poruszało się ostatnio na poziomie 0,97335 dol. Rynki czekały na reakcję Kremla na wybuch, który uderzył w jedyny rosyjski most prowadzący na Krym. Odpowiedzią Rosji na atak było między innymi zrzucenie kolejnych pocisków na Kijów. Benchmarkowe kontrakty futures na ropę Brent skoczyły w zeszłym tygodniu o ponad 11% po tym, jak kierowany przez Saudyjczyków kartel produkcyjny OPEC zgodził się na ograniczenie dostaw, podczas gdy nasilająca się wojna na Ukrainie jest również zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego Europy w związku ze zbliżającą się zimą. Brent traci w poniedziałek, spadając o 87 centów, czyli 0,89%, do 97,05 dol. za baryłkę.

Gospodarczej wojny USA-ChRL ciąg dalszy
Stany Zjednoczone chcą stłamsić rozwój chińskich producentów czipów. Administracja Bidena wprowadziła obszerną kontrolę eksportu, która według założeń ma ich odciąć od amerykańskich technologii. Choć według rzeczniczki spraw zagranicznych Państwa Środka, działania te nie zatrzymają postępu chińskiej gospodarki. Stany Zjednoczone chcą stłamsić rozwój chińskich producentów czipów. Administracja Bidena wprowadziła obszerną kontrolę eksportu, która według założeń ma ich odciąć od amerykańskich technologii. Choć według rzeczniczki spraw zagranicznych Państwa Środka, działania te nie zatrzymają postępu chińskiej gospodarki. Rozwój chińskich producentów czipów został zagrożony. Wedle Jima Lewisa, eksperta ds. technologii i cyberbezpieczeństwa w Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, niedługo firmy z tego sektora mogą cofnąć się o całe lata świetlne. Wszystko to za sprawą nowych posunięć administracji Bidena. Otóż ta w piątek ogłosiła wprowadzenie rygorystycznej kontroli eksportu do Państwa Środka. Wedle nowego prawa czołowi producenci oprogramowania, narzędzi wykorzystywanych do produkcji mikroczipów zostaną zmuszeni do zaprzestania wysyłania zaawansowanych technologicznie dóbr do całkowicie chińskich fabryk zajmujących się produkcją zaawansowanych czipów logicznych (advanced logic chips).
W celu wcielenia nowego prawa w życia Amerykanie zamierzają wykorzystać tzw. zasad bezpośredniego produktu zagranicznego (Foreign-Direct Product Rules). Co warto zaznaczyć, rząd Stanów Zjednoczonych już wcześniej wykorzystywał je z powodzeniem do odcięcia przedsiębiorstw amerykańskich technologii. Choćby w 2020 roku Donald Trump z ich pomocą pozbawił Huawei Technologies Co Ltd od mikroczipów produkowanych przez przedsiębiorstwa w Stanach Zjednoczonych. Co więcej, prawo to umożliwiło odcięcie od amerykańskich technologii nie tylko firm, ale również całych państw. Choćby zasady bezpośredniego produktu zagranicznego posłużyły amerykańskiemu rządowi do zablokowania eksportu mikroczipów do Rosji ze względu na to, że ta rozpoczęła inwazję na Ukrainę. Co warto zaznaczyć, kontrola eksportu wprowadzona przez Bidena zakłada pozbawienie Chin czipów produkowanych przy wykorzystaniu zaawansowanych, amerykańskich technologii. Oznacza to, że Stany Zjednoczone mają zamiar odciąć Chiny nie tylko mikroprocesorów produkowanych przez krajowe podmioty, ale również przez te zagraniczne korzystające z technologii USA. Choć, aby ten plan się ziścił Stany Zjednoczone będą musiały współpracować z innymi krajami, z czego amerykańscy politycy dobrze zdają sobie sprawę.
Jednakże na tym działania Stanów Zjednoczonych mające na celu stłamsić rozwój chińskich producentów czipów się nie kończą. Otóż kraj ten w piątek wpisał ponad 30 chińskich podmiotów na listę firm, których urzędnicy amerykańscy nie mogą sprawdzić. Wśród nich znalazła się państwowa, chińska firma Yangtze Memory Technologies Cor (YMCT), zajmująca się produkcją półprzewodników. Przedsiębiorstwo to zostało oskarżone o to, iż narusza zasady amerykańskiej kontroli eksportu, ponieważ sprzedaje chipy firmie Huawei. Samo przedsiębiorstwo zaprzeczyło, aby tak było, ale nie zgodziło się, aby amerykańscy urzędnicy przeprowadzili w niej kontrolę. Z tego powodu chiński podmiot został wpisany na wspomnianą listę. Co to oznacza? Otóż jeżeli w ciągu 60 dni YMCT nie umożliwi amerykańskim urzędników przeprowadzenie kontroli, znajdzie się ona na liście podmiotów (Entity List). To z kolei spowoduje, że amerykański przedsiębiorstwa otrzymają stanowczy zakaz eksportu, reeksportu lub transferu jakichkolwiek dóbr do tego chińskiego przedsiębiorstwa. No, chyba że firma uzyska specjalny amerykański wymóg licencyjny, co jest bardzo mało prawdopodobne. Analitycy twierdzą, że powyżej opisane środki skutecznie stłamszą rozwój chińskich producentów czipów. Z kolei politycy z Państwa Środka zdają się mieć inne zdanie na ten temat. Analitycy twierdzą, że powyżej opisane środki skutecznie stłamszą rozwój chińskich producentów czipów. Z kolei politycy z Państwa Środka zdają się mieć inne zdanie na ten temat.
